czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 11

Spoglądałam z niedowierzaniem na Szatyna.
Nie. Nie. Nie.
To musiał być jakiś chory żart. Nie zgadzam się na to.
- Coś nie tak? - Spytał uprzejmie, odwracając się w moją stronę. Jego brwi były uniesione wysoko, widząc mój zacięty wyraz twarzy.
- Nie, wszystko jest... w porządku. - Mruknęłam niechętnie, przenosząc ciężar z nogi na nogę. Czułam się skrępowana w towarzystwie obcych ludzi, a tutaj, w ciągu naprawdę krótkiego czasu poznałam ich stanowczo zbyt wiele. W dodatku moja kultura nakazywała mi być miłą i uprzejmą zawsze, nawet jeśli miałam ochotę na zupełną tego przeciwność. Tak jak na przykład teraz, gdy miałam ochotę wykopać z tego domu Malika i jego kolegę "chirurga". - Po prostu Zayn nie uprzedzał mnie, że... - Wzruszyłam ramionami w niewinnym geście, nie będąc pewną jak powinnam skończyć to zdanie. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę, że to nielegalne, pomijając już fakt, że niebezpieczne? I ten chłopak. Jeśli naprawdę jest po studiach medycznych, powinien zdawać sobie sprawę, że wykonywanie zabiegów chirurgicznych w domowych warunkach jest po prostu lekkomyślne, by nie powiedzieć zwyczajnie głupie.
- Oh. - Liam podrapał swój podbródek, przechylając głowę nieco w prawo. Prawdopodobnie czuł się równie niezręcznie w tej sytuacji co ja. - Hm. Teoretycznie, mogłem po prostu coś pomylić. Najlepiej pójdę spytać Zayna o co chodzi. - Posłał mi przepraszający uśmiech, po czym wycofując się wgłąb korytarza zniknął z zasięgu mego wzroku.
Oparłam się z rezygnacją o wyspę kuchenną, zaciskając ze złości dłonie w pięści. Przy Mulacie naprawdę często można odnieść wrażenie, że stara się kontrolować każdy aspekt twojego życia. Staram się go rozumieć, ale to zaczynało być frustrujące. Zwłaszcza, że jasno zaznaczyłam, jakie jest moje zdanie w tej właśnie kwestii.
- Vanessa. - Podniosłam głowę, mierząc wzrokiem Mulata stojącego w progu kuchni. Prawdę mówiąc, nawet nie zauważyłam kiedy pojawił się tuż obok mnie.
- Zayn. - Mój głos zdawał się brzmieć zbyt chłodno, nawet jak dla mnie. Malik jednak zdawał się tego nie zauważać, lub może po prostu to ignorował. W jego przypadku obie możliwości są równie prawdopodobne, a nawet skłaniałabym się bardziej ku tej drugiej.
- Widzę, że poznałaś już Liama. - Zauważył, szczerząc zęby w jednym z tych jakże irytujących, sztucznych uśmiechów. Skinęłam zniechęcona głową, wiedząc do czego zmierza. - To się dobrze składa. Liam jest chirurgiem plastycznym i może zszyć ci tą okropną ranę tutaj, na miejscu.
- Cóż, na starcie zaznaczę, że dopiero się uczę. Mój ojciec ma klinikę w Miami i można powiedzieć, że jestem... stażystą? Coś w tym rodzaju. - Przez twarz Liama, przebiegł delikatny rumieniec, on sam wyglądał na dość speszonego. W innych okolicznościach na pewno uznałabym to za urocze, a jego samego za sympatycznego, ale nie teraz, gdy za chwilę stanę się jego królikiem doświadczalnym.
- Uhm, jasne. - Powiedziałam sucho, odbijając się od blatu. Miałam dość towarzystwa Zayna i naprawdę potrzebowałam odrobiny czasu w samotności, by się uspokoić. Do tego sam fakt, że chce oddać mnie w ręce niedoświadczonego stażysty budził we mnie mdłości. Naprawdę moje zdrowie tylko tyle dla niego znaczy? Jeśli dostanę jakiejś gangreny lub martwicy to na pewno ten chłopak z przyjemnością stanie za to w sądzie.
- Gdzie idziesz? - Skrzywiłam twarz, czując mocny uścisk na ramieniu. To było tak przewidywalne.
- Przebrać się. Spodnie zasłaniają ranę. - Prychnęłam, wyrywając się spod jego dotyku. Przez ułamek sekundy mierzyliśmy się wzrokiem, a ja nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w spojrzeniu Zayna dostrzegłam coś, jakby... przestrogę?
- Więc idź. - Rzucił w końcu obojętnie, nie zaszczycając mnie więcej nawet spojrzeniem. Czyli wracamy do punktu wyjścia, Zayn. 
Poszłam do siebie, gdzie przebrałam się w jedną z nielicznych sukienek jakie posiadałam, i usiadłam na skraju łóżka, krzyżując nogi w kostkach. Nie miałam ochoty schodzić na dół i mierzyć się z tym, co niewątpliwie zgotował mi los, więc postanowiłam czekać, aż sami przypomną sobie co Liam miał zrobić. Jeśli sobie nie przypomną, to też nie będę narzekać, na pewno nie.
Po pół godziny doszłam do wniosku, że bezczynne siedzenie w miejscu bywa frustrujące i na pewno męczące. Byłam znudzona, ale moja desperacja nie sięgała jeszcze tak daleko, by zejść na dół. Po prostu siedziałam dalej, patrząc w dal.
W miarę upływu czasu, rozglądałam się po pokoju, zastanawiając się przy tym, kiedy tak faktycznie stanie się on "mój". Wiedziałam, że czysto teoretycznie jest, ale nadal nie czułam się tu jak u siebie. Pomijając fakt, że w całym domu czułam się jak intruz, to tutaj szczególnie odczuwałam swoją odrębność. Może to przez to, że sypialnia sprawiała wrażenie bezosobowej, mimo choć stanowczo była dziewczęca. Powinnam czuć się tu bezpiecznie, powinna być ona odbiciem mnie, a tymczasem czułam się tu obco i nie na miejscu. Byłam pewna, że Zayn musiał przygotowywać dla mnie wcześniej to pomieszczenie. Był to jedyny pokój w całym domu, o różo-białej, pastelowej kolorystyce i z niezliczoną ilością poduszek na łóżku. Poniekąd to było słodkie, że chłopak tak się starał, a poniekąd dość przerażające, że tak kiepsko mu poszło z wyborem odpowiednich kolorów do pokoju dla nastolatki. Wszystko to przypomniało mi słowa Zayna podczas kłótni z Perry. Być może Brunet naprawdę nie wiedział, że mam szesnaście lat. Rozglądając się po tym pomieszczeniu, można było dojść do wniosku, że był on przygotowany bardziej pod sześcio, niż szesnastolatkę. No, może jak dla bardzo dojrzałej i cholernie bogatej, snobistycznej sześciolatki. Nie chodzi o to, że był dziecinny, bo nie był, ale sypialnia niezaprzeczalnie była dziewczęca, i naprawdę ciężko było uwierzyć, by to wszystko było jego pomysłem. Bardziej byłabym skłonna uwierzyć, że jego była dziewczyna dekorowała ten pokój. Pod siebie.
- Vanessa? - Drgnęłam, słysząc męski głos tuż obok mnie. Odwróciłam twarz w prawo, spoglądając ze znużeniem na Liama. - Pukałem, ale nie odzywałaś się. Przepraszam, nie chciałem wchodzić bez pozwolenia. - Jego twarz zdobił delikatny rumieniec, utwierdzając mnie jedynie w przekonaniu, że chłopak mówi prawdę. Szatyn był naprawdę uroczy z tym swoim wszechobecnym rumieńcem, i choćbym chciała, nie miałam żadnych powodów, by być dla niego niemiłą. Nawet jeśli zaraz jak najbardziej celowo wbije mi igłę w skórę.
- To ja przepraszam. Po prostu się zamyśliłam. - Przyznałam szczerze, obracając w dłoniach puchową poduszkę.
- Pokój niczym dla księżniczki. - Skwitował, mierząc wzrokiem pomieszczenie. - Cóż, muszę przyznać, że Perry się postarała. - Przybiłam sobie w myślach piątkę. To wyjaśniało ten wyrachowany wygląd tego miejsca.
- Taaak, jest... całkiem ładny. - Przyznałam szczerze, bo mimo wszystko nie było to złe. Nie w moim stylu, ale na pewno nie złe.
- Więc, jesteś gotowa? - Spytał, posyłając mi niepewne spojrzenie. Skinęłam potwierdzająco głową, czekając na dalsze instrukcje. Cały ten plan naprawdę mi się nie podobał, ale jak zwykle nie miałam tu zbyt wiele do gadania. - Zayn wspominał coś o tym, że boisz się igieł? - Nie odpowiedziałam, wbijając wzrok w ścianę za Paynem. W tym momencie musiałam wykazać się naprawdę silną wolą, by nie wyrzucić go za drzwi, a sama nie pójść do Zayna i powiedzieć mu co o tym myślę. Bo przecież bez znaczenia, że zaprzeczyłam mu, żeby tak było. On i tak wiedział swoje, i tą swoją urojoną wiedzę musiał, po prostu musiał przekazać dalej, by do reszty mnie upokorzyć.
- Nie boje się igieł. - Mruknęłam, posyłając chłopakowi przede mną wrogie spojrzenie. Bo przecież już nic bardziej dziecinnego nie mogłam zrobić. - Nie traktuj mnie jak dziecka. Po prostu to zrób i stąd idź.
- Uhm, tak jasne. Przepraszam. Nie chciałem cię urazić. - Rumieniec na twarzy Szatyna tylko się pogłębił, on sam zdawał się być jeszcze bardziej zestresowany. Szczerze powiedziawszy miałam to gdzieś, ale nie chciałam być wredna dla obcego mi chłopaka tylko dlatego, że Zayn mu coś powiedział. Co nawiasem mówiąc było prawdą, i chyba dlatego tak bardzo mnie irytowało. Na świecie jest tyle różnych fobii. Ludzie boją się pająków, wody, nawet psów. Ja oczywiście muszę bać się igieł. - Wielu pacjentów w klinice ojca boi się igieł, i to w stu procentach normalne, na pewno nie jest niczym złym... - Liam bezbłędnie odgadł co zaprząta mi głowę. Nie wiem, czy to miało być pocieszające, czy po prostu chciał rozluźnić atmosferę, ale jedynie wzruszyłam ramionami w jego kierunku.  - Może po prostu spojrzę na twoją nogę i powiem ci, co możemy z tym zrobić? - Zaproponował, na co skinęłam głową.
Już po chwili Liam klęczał na przeciwko mnie, odlepiając plaster z mojego uda.
- I jak? - Przegryzłam wargę, w oczekiwaniu na odpowiedź chłopaka. Muszę przyznać, że mimo wszystko trochę się stresowałam. Bądź co bądź, to jednak moja noga i ciężko mi było uwierzyć w uzdrowicielskie zdolności mojego chirurga- amatora.
- Uhm, jest to prawdopodobnie rana szarpana. Nie jest zbyt głęboka...
- Ale mimo wszystko lepiej to będzie zszyć. - Dokończyłam za niego, krzywiąc się w wymowny sposób.
- To znacznie ułatwi proces gojenia się rany, więc tak. Najlepiej będzie to zszyć. - Posłał mi szeroki uśmiech, kręcąc w rozbawieniu głową. Mimo że ja zachowywałam się w stosunku do niego- Cóż, nieodpowiednio, on zachował czysty profesjonalizm i naprawdę starał się być w stosunku do mniej okej. Powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia, że zachowuje się w ten sposób, a przecież nie powinnam ich mieć. Nic złego nie zrobiłam. - Muszę zadać ci teraz kilka podstawowych pytań, w celu upewnienia się, że struktury pod powierzchnią skóry są nienaruszone i takie tam. To taka rutyna. - Wyjaśnił, siadając obok mnie. - W jaki sposób doszło do powstania rany? Mam na myśli narzędzie, i może okoliczności.
- Uhm, wywróciłam się, i upadłam na szkło. - Nie było to może najlepsze kłamstwo, ale zdecydowanie lepsze od prawdy. Słowa " Gdy uciekałam z domu przez kłótnie, podczas której między innymi Zayn uderzył swoją dziewczynę, rozcięłam nogę o rynnę. " nie brzmiały zbyt dobrze nawet w mojej głowie.
- Jesteś pewna, że to było szkło? To znaczy, to nie była typowa rana cięta, a szkło... - Zmarszczył brwi, dociskając wacik do brzegu nacięcia, wywołując grymas bólu na mojej twarzy. - Nieważne. Jesteś na coś chora, lub masz jakieś uczulenia?
- Mam astmę. Chyba tyle.- Przyznałam, wzruszając ramionami.
- Okej, więc Zayn mówił, że już wcześniej opatrzył ci ranę, ale na wszelki wypadek zrobię to jeszcze raz. - Widząc mój niepewny wyraz twarzy dodał. - Po prostu zbadam ją i oczyszczę. Muszę upewnić się, że żadne ścięgna nie zostały uszkodzone, lub nie masz jakichś pozostałości szkła. - Skrzywiłam się, słysząc wyraźny akcent przy słowie "szkło". Brzmiało to oskarżycielsko, i nie sposób było nie zgadnąć, że Liam mi nie ufa, i najprawdopodobniej myśli, że kłamię. W jakikolwiek sposób by na to nie spojrzeć, chłopak miał po części rację, więc nie zamierzałam w to dalej brnąć. Jeśli sam się o nic nie pyta, przemilczę to. Zayn i tak będzie mnie krył, a dla mnie było to bez znaczenia, za kogo ten chłopak mnie ma. - Okej, więc teraz możemy wziąć się za szycie. - Rzekł, rozglądając się za swoją walizką. Byłam autentycznie przerażona, gdy w końcu zauważył ją opartą o drzwi, a potem podniósł i ułożył równo na pościeli. W środku jak można się domyślić znajdowały się te wszystkie igły, nici i środki dezynfekujące. Wszystko to, czego do głębi nienawidziłam.
- Narzędzia są sterylne, pozostało tylko zdezynfekować ranę i miejsce wokół, ale może najpierw pójdę umyć ręce. - Mruknął, unosząc dłonie w wymowny sposób przed siebie.
- Jasne. - Uniosłam kąciki ust w górę, starając się wyglądać odrobinę pewniej, co raczej i tak nie wyszło mi zbyt przekonywająco. Prawdę mówiąc, byłam dość strachliwą osobą, odwaga i śmiałość były ostatnimi cechami, które można by mi przypisać. Widząc te wszystkie igły porozkładane równo w plastikowych osłonkach czułam się co najmniej zagubiona.
Stres wzrósł, gdy Liam wrócił zaszczyciwszy mnie promiennym uśmiechem, świadczącym o tym, że dla niego to była błahostka, a dla mnie prawdziwe wyzwanie.
- To wszystko jest na pewno konieczne? - Spytałam, mając nadzieje na jakiś cud.
- Nie, nie jest konieczne, ale ułatwi gojenie rany, i zostanie ci po tym mniej szpetna blizna. - Westchnął, siadając obok mnie. Przełożył moją nogę przez swoje kolano. tak by prawe udo leżało wprost na jego nogach, a lewe wyciągnięte za nim, stykając się z jego plecami. Nie była to zbyt komfortowa pozycja, ale na pewno nie najgorsza. Samo siedzenie w rozkroku w sukience było po prostu żenujące, tak jak nadmierna bliskość i trochę bolące plecy. Ostatnie mogłam przeboleć, ale podwijająca się stale sukienka stawiała prawdziwe wyzwanie, by nie uraczyć chłopaka widokiem mojej bielizny. Chłopak począł przemywać moją ranę i skórę wokół niej jakimiś substancjami, ale nazwy brzmiały zbyt obco, bym mogła je poprawnie wymówić, więc postanowiłam nie pytać go co to, by jeszcze bardziej się nie ośmieszyć.
- Tak, wiem. Wszyscy wokół mi to powtarzają. - Jęknęłam tylko, zauważając pokaźną strzykawkę w dłoni Liama. Zrobiło mi się niedobrze, widząc, jak przykłada to wielkie coś do mojej nogi. Machinalnie cała się spięłam. Gdyby nie Liam trzymający mocno moją nogę na pewno bym się odsunęła, co zresztą mimo wszystko próbowałam zresztą zrobić.
- Spokojnie, to tylko znieczulenie. - Posłał mi uspokajający uśmiech, przysuwając mnie bliżej siebie. - Postaram się, by bolało jak najmniej.
- D-dobrze. - Mój drżący głos zdradzał moją panikę, ale nie potrafiłam nad tym zapanować.
- Jeśli chcesz, możesz złapać mnie w pasie, i mocno ściskać, gdy poczujesz ból. - Liam zaproponował, chwytając moje dłonie w nadgarstkach i oplatając wokół swojego torsu. Chcąc nie chcąc ułożyłam czoło na jego ramieniu i mocno zacisnęłam oczy, zaraz jednak odskoczyłam, uświadamiając sobie istotny fakt. Szatyn zmarszczył brwi, posyłając mi pytające spojrzenie.
- Nie chce krępować ci ruchów. - Wzruszyłam ramionami, przegryzając wargę. Jeśli z powodu mojego komfortu to wszystko miałoby trwać dłużej... Nie, stanowczo nie.
- Właściwie to było mi całkiem wygodnie. - Posłał mi szelmowski uśmiech, na co uderzyłam go zaczepnie w ramię. Liam chyba wiedział co robi, bo odrobinę się rozluźniłam, i mój stres był zauważalnie mniejszy.  - No już, złap mnie. Nie chce byś mi tu zemdlała patrząc na to wszystko.
- Zaznaczam, że nie płacę za przeszczep wątroby, jeśli ci ją przypadkiem zmiażdżę. - Zażartowałam, ściskając go mocno w pasie, na potwierdzenie moich słów.
- Przeszczepy są refundowane. - Chociaż nie widziałam jego twarzy, czułam, jak się bezgłośnie śmieje, na co wskazywał jego drżący tors pod moimi dłońmi. - Okej, teraz cię odrobinę zaboli, ale nie zaciskaj mięśni. I staraj się nie ruszać nogą, dobrze?
- Mhm. - Mruknęłam, wbijając mocniej palce w skórę chłopaka.
- Więc na trzy. Raz, dwa... - Poczułam ukłucie, a po chwili mocne pieczenie w nodze. Nie zdążyłam nawet zareagować, bo po chwili było po wszystkim, i Liam wyciągnął strzykawkę z uda. Znieczulenie właściwie nie bolało aż tak, jak to sobie wyobrażałam, a sam moment wkłucia nastąpił zbyt szybko bym mogła rzeczywiście odczuć ten ból. Fakt, nie było to przyjemne, ale spodziewałam się czegoś znacznie gorszego.
- Mogłam to przewidzieć. - Sapnęłam, odchylając głowę do tyłu.
- W filmach to zawsze działa. - Wzruszył niewinnie ramionami, posyłając mi delikatny uśmiech, który z wahaniem odwzajemniłam. - Więc do dzieła.
Po tych słowach niestety nie było już tak przyjemnie. Odczekaliśmy kilka minut, aż poczułam mrowienie w nodze. Znak, że znieczulenie zaczęło działać. Przez cały etap szycia, moje oczy pozostały szczelnie zamknięte, a ciało wtulone w chłopaka. Nie chciałam tego widzieć, i byłam wdzięczna Bogu, że rzeczywiście nie muszę. Inaczej moje śniadanie mogłoby dumnie barwić puchaty dywan.
- Nieźle się spisałaś. - Jak na zawołanie rozluźniłam uścisk i pośpiesznie odsunęłam się od chłopaka. Cieszyłam się, że to już koniec. Nie chciałam by Liam odebrał to w zły sposób, jednak on tylko się zaśmiał, i rozdarł zębami pokaźny plaster, który przylepił do rany. Cóż, był o wiele bardziej wyrozumiały niż Zayn, tego nie można mu odmówić.
- Dzięki. - Mruknęłam, i w ten oto magiczny sposób z gracją zakończyłam naszą konwersacje. Oboje zamilkliśmy, ze sztucznym uśmiechem przyklejonym na ustach.
Patrzyłam jak Liam dezynfekuje przyrządy i wkłada je do walizki, a niektóre po prostu wyrzuca. Pragnęłam, by chłopak odrobinę się pośpieszył i ruszył swój szanowny tyłek z mojego pokoju, jednak rzecz jasna nie mogłam mu tego powiedzieć.
- Jak spisała się moja mała pacjentka? - Odwróciłam wzrok w stronę drzwi, napotykając na sobie kakaowe tęczówki Zayna. Nie wiedzieć czemu, moja irytacja względem chłopaka jedynie wzrosła. Ostentacyjnie odwróciłam wzrok, spychając na sam dół świadomości, że zachowuje się jak mały, rozkapryszony bachor.
- Świetnie. - Szatyn uśmiechnął się do nas szeroko, zapewne nawet nie wyczuwając napiętej atmosfery. - Będę się zbierać. - Rzucił do Zayna, spoglądając na mnie ostatni raz. - Miło cię było poznać, Vanessa. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Nie wątpię. - Posłałam mu sztuczny, wymuszony uśmiech. Nawet ślepy zorientował by się, że jest fałszywy, jednak Liam z grzeczności to zignorował. Nadal był przesadnie miły i radosny. Można było bez trudu dojść do wniosku, że on po prostu taki był. Pożegnał się ostatni raz i poszedł, zostawiając mnie i Zayna samych.
Po wyjściu chłopaka natychmiastowo nastała głucha cisza. Było to dość niezręczne, zważywszy na to, że Zayn po prostu się na mnie patrzył, ze zmarszczonymi brwiami i zaciśniętymi mocno ustami. Z początku byłam tym skrępowana.  Nie wiedziałam co powinnam zrobić, gdzie podziać wzrok, gdzie ułożyć drżące dłonie. Po kilku minutach stało mi się to zupełnie obojętne. To był jego cholerny problem. Nie mój.
Wstałam z łóżka tylko po to, by usiąść na parapecie. Nie było tu zbyt wiele rzeczy, które mogłabym robić, prócz wgapiania się w pustą ulicę.
- Jesteś zła? - Przez głos chłopaka przewijała się doza zdziwienia i konsternacji. Brawo Zayn. Zajęło ci niecałe dziesięć minut, by się domyślić. Wnikliwy obserwator z ciebie, nie można ci tego odmówić. 
- Nie. - Rzuciłam cierpko, obrysowując paznokciem zakrzywiony kształt bandaża. - Po prostu to nie w porządku Zayn. - Wyrzuciłam z siebie na wydechu, nie patrząc mu w oczy. Nie chciałam się rozkleić. Chciałam być zła i wkurzona. Patrzenie na Zayna mogło tylko pokrzyżować moje plany, nie mogłam sobie na to pozwolić.
- Rozumiem. - Usłyszałam jego niski głos tuż obok mnie. Przysiadł na drugim krańcu parapetu, mogłam wręcz poczuć zapach jego drogich perfum. Przełożył moje nogi przez swoje, opierając kręgosłup na szybie. - Mogłabyś mi wyjaśnić, co właściwie jest nie w porządku Vanessa?
- Traktujesz mnie jak dziecko. Podejmujesz za mnie decyzję. Działasz za moimi plecami, nawet nie pytając mnie o zdanie. - Zaczęłam wyliczać, spoglądając na niego kątem oka. Dzięki Bogu, zdawał się być skupiony i być może, brał choć trochę na poważnie moje słowa. - To nie powinno tak wyglądać. - Zamilkłam, niepewna, czy powinnam dodać coś jeszcze.
Chciałam tyle mu opowiedzieć. O tym, jak bardzo czuje się tu samotna i opuszczona. Jak bardzo brakuje mi znajomych twarzy, miejsc. O tym, jak bardzo obcy wydaje mi się ten dom, to miasto. I wreszcie, jak bardzo się boje. Zamiast tego, jedynie bardziej skuliłam się w sobie. Nie potrafiłam się przed nim stuprocentowo otworzyć. Nie ufałam mu. I jestem pewna, on nie ufał mi.
- Nie traktuje cie jak dziecko. - Zaczął ostrożnie, wpatrując się uważnie w moją twarz. - Po prostu się o ciebie martwię. Chce dla ciebie tego, co najlepsze. Przepraszam, jeśli pomyślałaś inaczej. Czasami mam wrażenie, że jesteś po prostu zbyt uparta, by spojrzeć na wszystko obiektywnie, więc podejmuje decyzje za nas obu. - Posłał mi delikatny, przepraszający uśmiech, a mój gniew momentalnie wyparował. Jego zamiary zdawały się być jak najbardziej racjonalne. Ponadto- martwił się o mnie. Tak dawno nikt się o mnie nie martwił, że prawie zapomniałam, jakie to uczucie. - Wybaczysz mi? - Spytał, ukazując równe, białe zęby w najsłodszym uśmiechu, jaki miał okazję mi zaprezentować. Sądzę, że mogłabym godzinami ćwiczyć przed lustrem, a i tak nie osiągnęłabym tak zniewalającego efektu.
- Okej. - Westchnęłam. Nadal byłam trochę zła, ale ciągnięcie tego dalej i tak byłoby bezsensu. Jeśli cokolwiek ta rozmowa zmieniła, i tak okaże się to z czasem. - Okej. Mogłabym się teraz przespać? Jestem trochę zmęczona. - Wzruszyłam ramionami, wskazując jednocześnie na opatrunek. Na całe szczęście Malik załapał aluzje i szybko zostawił mnie samą, życząc uprzednio słodkich snów. Sam stwierdził, że skoczy do pracy po jakieś papiery, których zapomniał zabrać wcześniej. Cóż, przynajmniej dzięki temu dowiedziałam się, że Zayn ma jakąś pracę. Wedle pozorów, poczucie stabilizacji finansowej to bardzo ważna rzecz dla nastolatki.

Obudziłam się kilka godzin potem. Otworzyłam okno by poczuć rześkie powietrze. Wszystko, łącznie z parapetem i trawnikiem pode mną było wilgotne, jasno dając mi do zrozumienia, że przespałam piękne oberwanie pogody.
Zeszłam na dół, w poszukiwaniu Mulata, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Poczułam ukłucie niepokoju w środku, bezsensowne ukłucie, bo przecież chłopak jasno zaznaczył, że musi iść do pracy. Mimo wszystko nie czułam się dobrze, będąc sama w tym domu. Był zbyt duży by stwarzać wrażenie bezpiecznego, zbyt cichy by czuć się tu swobodnie.
Przez chwilę stałam bezczynnie na środku korytarza, zastanawiając się co powinnam ze sobą zrobić. Nigdy jeszcze nie zostałam tu sama, Zayn zawsze był gdzieś obok mnie, niczym mój anioł stróż. Gdy jego zabrakło, czułam się tu samotna i zagubiona. Nie wiedziałam, że tak szybko można uzależnić się od drugiej osoby, ale najwidoczniej tak właśnie się stało, bo w tym momencie, po prostu czekałam aż wróci.
Po mniej więcej godzinie siedzenie w kuchni zbrzydło mi już na dobre. Przeniosłam się tam, z nadzieją, że jedzenie jakkolwiek ukoi mój strach. Ile jednak można jeść jedną paczkę paluszków? Na pewno nie wieczność, a miałam wrażenie, że właśnie tyle nie ma Mulata. W końcu otrzepałam się z resztek przekąski i ze znużeniem powlokłam w stronę salonu, po drodze przez przypadek zahaczając o szafkę. Będąc dokładną wypadało by podać, że szafka była w zasadzie pokaźną, drewnianą komodą, w którą z wyczuciem uderzyłam dłonią. Wyklinając siebie i tą nieszczęsną szafkę, zastanawiałam się, jak do cholery można uderzyć w tak duży przedmiot, i to jeszcze ręką. Przecież to prawie tak, jakbym uderzyła w ścianę. Głową. Gdy tak myślałam, moje zirytowanie jedynie wzrosło, aż w końcu, w punkcie kulminacyjnym, kopnęłam butem w lśniącą powierzchnie, celnie trafiając w ostatnią szufladę, która oczywiście gładko odskoczyła, uderzając mnie dla odmiany w piszczel. Zaklęłam pod nosem, schylając się by naprawić swój błąd, podczas gdy moje oczy natrafiły na niewielki przedmiot, a właściwie to zdjęcie. Odruchowo wzięłam w dłoń szklaną ramkę, przyglądając się uważniej postaciom uwiecznionym na nim. Uśmiechnęłam się delikatnie widząc małego Zayna ściskającego dłoń jeszcze młodej kobiety w długiej sukni. Miała około 30-35 lat, gładkie, falowane włosy i podobne do Zayna- duże, brązowe oczy. Uśmiechała się, ale jej wzrok pozostawał pusty. Odnosiłam wrażenie, że kryło się za tym coś nieszczerego. Oczywiście, mogła po prostu pozować do zdjęcia i stąd to nieobecne spojrzenie, lub kryje się za tym jeszcze inna historia, której nie miałam okazji poznać. Nie wiedziałam dlaczego chłopak trzyma to zdjęcie na dnie szafki, zwłaszcza, że było naprawdę urocze i niewinne. Musiał być jakiś logiczny powód, jednak jedyne co teraz przychodziło mi na myśl, to to, że chłopak zwyczajnie nie chciał, bym ja je zobaczyła. Poczułam się nieswojo, wręcz niedorzecznie źle z myślą, że naruszam jego prywatność, a tym bardziej to, co najprawdopodobniej chciał przede mną zataić. Z odrazą do samej siebie wsunęłam zdjęcie z powrotem do szuflady, dostrzegając kontem oka, że jest ich tu wiele więcej. Oczywiście, miałam piekielną ochotę by wszystkie je przejrzeć i chociaż próbować się domyślić co jest z nimi lub ze mną nie tak, że nie mogłam ich zobaczyć. Posłuchałam jednak głosu sumienia i z głuchym trzaskiem wsunęłam szufladę na miejsce. Po krótkim namyśle opuściłam korytarz i udałam się do salonu, gdzie włączyłam telewizor, byleby tylko nie myśleć o tych zdjęciach. Obraz małego, szczupłego chłopca skutecznie jednak zagnieździł się gdzieś z tyłu mojej głowy, nie pozwalając skupić się na fabule jakiegoś nudnego serialu. Nie mogłam zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, miałam zbyt mało puzzli układanki, by móc stworzyć obrazek. Biorąc pod uwagę chęci bruneta do zwierzeń, szansa na to, że dowiem się tego w najbliższym czasie była stosunkowo nikła.
- Co oglądasz? - Usłyszałam uwodzicielski, niski głos nad swoim uchem, na co machinalnie podskoczyłam. Śmiech Zayna wyrwał mnie z transu i przyprawił o zażenowanie. Rozejrzałam się wokół siebie w poszukiwaniu pilota, by sprawdzić program. Sama rzecz jasna nie miałam pojęcia co leci w telewizji. Moje skupienie na serialu było tylko pozorne, myślami byłam daleko stąd, i naprawdę nie miałam pojęcia, który sitcom się przed chwilą skończył, a który zaczął. Dla mnie i tak wszystkie były podobne. W końcu mój wzrok padł na dłonie chłopaka, które obracały smukły, czarny przedmiot. No tak, jakżeby inaczej. Wzruszyłam zrezygnowana ramionami. - Odpowiedź brzmi "Teoria wielkiego podrywu", Vanessa. Dość płytkie poczucie humoru, ale chyba wciąż zabawne, skoro z takim zaangażowaniem śledzisz akcje. - Mrugnął porozumiewawczo, co wprowadziło mnie w jeszcze większe zażenowanie.
- Zamyśliłam się. - Rzuciłam zwięźle, wyjmując pilot z jego rąk i wyłączając telewizor. - Zrobić ci coś do zjedzenia? Musisz być głodny, długo cię nie było. - Spytałam, starając się modulować swój głos, by zdawał się być naturalny, nawet trochę znudzony. Miałam pewien plan i musiałam go zrealizować. Nie dotyczył zdjęć, ale były one swego rodzaju motywatorem. To dzięki nim naprawdę zrozumiałam, jak niewiele wiem o chłopaku z którym mieszkam. Zayn miał swego rodzaju przewagę, na pewno miał prawo zapoznać się z moimi aktami z domu dziecka. W efekcie czego, on wiedział o mnie wszystko, ja nie wiedziałam o nim nic.
- Nie, właściwie to jadłem lunch w pracy. - Potarł dłonią kark, rzucając się na kanapę.
- Jasne. - Uśmiechnęłam się delikatnie, siadając obok. - Wyglądasz na zmęczonego. Miałeś... ciężki dzień? - Spytałam, podciągając nogi pod brodę. Być może nie powinnam przesłuchiwać Zayna w ten sposób, może to naprawdę nie był dobry pomysł, ale w tej chwili jedyny by czegokolwiek się o nim dowiedzieć. Metoda czekania, aż Mulat sam się przede mną otworzy, która kiedyś zdawała się być wręcz idealnym pomysłem, dziś budziła pewne wątpliwości.
- Można tak powiedzieć. - Zdawkowe odpowiedzi chłopaka pomału zaczynały działać mi na nerwy, a przecież dopiero co zaczęliśmy tą rozmowę.
- Irytujący szef? - Spytałam przymilnie, strzelając palcami w obu dłoniach.
- Raczej pracownicy. - Mruknął, rozmasowując sobie kark. Zmarszczyłam brwi. Czy to oznaczało, że Zayn miał własną firmę? To niemożliwe, był za młody, nie miał doświadczenia, wiedzy... Chociaż skoro zadawał się z Liamem, który sam dostał staż w klinice ojca... i taka opcja była możliwa.
- Masz własną firmę? - Uniosłam pytająco brew ku górze. Być może moja bezpośredniość wyda się mu gburowata, ale naprawdę nie miałam siły owijać czegokolwiek w bawełnę. Zresztą, czy to nie Zayn kiedyś mówił, jak ważne są szczerość i zaufanie? Właśnie daje mu niesamowitą okazję, do wykazania się tym pierwszym i zyskania drugiego w pakiecie.
- Można tak powiedzieć. - Panie i panowie, Zayn właśnie zyskał tytuł mistrza wymijających odpowiedzi. Jego znudzony ton i bierna postawa wprost zachęcały by dalej kontynuować tą rozmowe.
- A... czym się zajmujecie? - Krótki moment zawahania wyczuwalny w moim głosie był spowodowany brakiem jakiegokolwiek przejawu zainteresowania ze strony Bruneta. Nie chciałam go zdenerwować, nie chciałam być też nachalna i nieuprzejma. Po prostu chciałam się czegoś o nim dowiedzieć, być z nim trochę bliżej. Moją wścibskość tłumaczyłam sobie jedynie chęcią poznania go lepiej, to nie mogło być złe.
- Mamy... dość rozbudowaną ofertę, jeśli o to ci chodzi. - Wzruszył po raz kolejny ramionami, krzywiąc się, zapewne przez ból kręgosłupa, gdyż jego dłonie zaraz wystrzeliły ku górze, uciskając bolące miejsce. Długie siedzenie w jednej pozycji zwykle kończy się w ten sposób, Zayn nie był w tej kwestii wyjątkiem.
Nie zdziwiłam się już ogólnikową odpowiedzią chłopaka, szansa, że Zayn przedstawiłby mi całą charakterystykę firmy w podpunktach była znikoma. Nie poczułam się nawet dotknięta jego brakiem zaufania co do mnie, zainteresowała mnie natomiast inna część jego wypowiedzi.
- Mamy? - Spytałam, nie bardzo rozumiejąc. Może Mulat faktycznie założył firmę z ojcem, co wiele by wyjaśniało. Gdy byłam mała, mój tata też planował, że odziedzicze po nim kancelarie, lub chociaż jedną z jej filii. Planował, bo ostatecznie całą firmę odziedziczył ktoś inny. Nie wiem czemu w ostatniej chwili zmienił spadek, ale fakt faktem przepisał kancelarie na kogoś innego, pewnie jakiegoś zaufanego współpracownika. Nie byłam mu za to zła. I tak nigdy nie widziałam się w roli prawnika, może on też to w końcu zauważył.
- Mogłabyś mi rozmasować kark? - Głos Zaufa przebił się do mojej świadomości. Przytaknęłam, licząc, że kontynuuje rozmowę. Podniosłam się z sofy, stając za jego plecami. Nie byłam zbyt dobrym masażystą, miałam o tym jednak niewielkie pojęcie, gdyż jako dzieciak, zawsze po pracy, rozmasowywałam ojcu plecy. Mimo to, Zayn musiał przykryć moje dłonie swoimi i nakierować moje ręce na dobry tor. Badałam opuszkami strukturę jego skóry, była gładka i aksamitna. Przez koszulkę przebijały liczne tatuaże, a nawet kilka blizn. Ściągnęłam brwi, wodząc palcem po jego ramionach. Chciałam spytać, skąd one się wzięły. Czy ktoś kiedyś zrobił mu krzywdę? Nie, na pewno nie. Nie jemu.
- Mówiłeś coś o swoim współpracowniku..? - Zaczęłam, zdając sobie sprawę, że od dobrych kilku minut milczymy. Nie było to niekomfortowe, wręcz przeciwnie, jednak teraz musiałam zająć myśli czymś innym, odsunąć je od tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczy, które błąkały mi się po głowie.
- Tak? - Uniósł brew ku górze, zapewne już zauważając, jak bardzo wścibska jestem. Nie skomentował jednak ani słowem mojego niedyskretnego zachowania, a o dziwo odpowiedział. - Można powiedzieć, że Louis mi pomaga. Właściwie, jest taką moją prawą ręką. - Uniósł kąciki ust ku górze, a ja nie mogłam nie zauważyć, jak słodko wygląda, gdy się uśmiecha. Prawie tak niewinnie jak chłopiec ze zdjęcia. Byłam nieco skołowana faktem, że to nie jego ojciec, czy choćby wujek, a Lou mu pomaga. Postanowiłam nic jednak nie mówić, to przecież nie była moja sprawa. Cóż, przynajmniej bezpośrednio nie dotyczy mnie.
- Już okej? - Spytałam w zamian, odsuwając dłonie od szyi Mulata.
- Tak, dzięki. - Chłopak pokręcił głową na wszystkie strony, by zademonstrować swoje pełne możliwości.
- Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość. - Zażartowałam, podchodząc do okna. Znów zaczęło padać, a ja pomału zaczynałam popadać w zwątpienie, czy oby na pewno znajdujemy się w tym legendarnym, słonecznym Miami. - Czy tu ciągle tak pada? Zaczynam się tu pomału czuć jak w Anglii.
- To przez to, że mamy listopad. Wszystkie Angielki są tak kapryśne?  - Śmiech chłopaka wypełnił pomieszczenie, gdy odwróciłam twarz w jego stronę by udać oburzenie.
- Zayn, masz doczynienia z prawdziwą Brytyjką, powinieneś więc wiedzieć, że jesteśmy również niezwykle honorowe. - Mówiłam z wyższością i udawaną pogardą, celowo potęgując mój brytyjski akcent. Byłam przyzwyczajona do powszechnego już stereotypu o typowych Anglikach. Jesteśmy niesympatyczni, wyniośli, sztywni, a w dodatku pijemy obrzydliwą herbatę z mlekiem. Wszystko to już słyszałam.
- Przepraszam, Mädel. - Czarujący uśmiech targnął jego ustami, podczas gdy zrobił głęboki ukłon w moją stronę. Wywróciłam oczami, kręcąc głową z politowaniem. - Panienka pozwoli zaprosić się na romantyczne zakupy? Dorzucę do tego przejażdżkę moją osobistą dorożką i może kolacje przy świecach. - Spontaniczny pomysł chłopaka przypadł mi do gustu, zamknięta ciągle w domu zaczynałam czuć się jak w klatce.
- Mmm,  brzmi czarująco. - Westchnęłam, chwytając jego wyciągniętą w moją stronę dłoń. Chłopak poprowadził mnie w kierunku drzwi wyjściowych, gdzie puścił moją dłoń i chwycił z wieszaka za dużą bluzę, którą wsunął na moje gołe ramiona.
- Na wszelki wypadek. - Mruknął, zasuwając suwak pod samą szyję. Skrzywiłam się, odruchowo poprawiając zamek, jednak nic nie powiedziałam. Chciałam choć na chwilę wyjść z tego domu, po za tym jego bluza pachniała. .. nim. Było to wystarczające, bym mogła chodzić w niej nieskończoność i stale wąchać jej krańce. Chyba jeszcze nigdy tego nie mówiłam, ale Zayn naprawdę dobrze pachnie. Gdy wychodziliśmy, chłopak otworzył przede mną najpierw drzwi od domu, potem od auta. Trochę ponarzekałam, że nie możemy się przejść, ale Malikowi ostatecznie udało się mnie przekonać, że jeśli pójdziemy piechotą zejdzie nam to w nieskończoność. Nie przeszkadzało mi to w takim stopniu jak to, że Zayn nie miał parasola, a przynajmniej przy tym się upierał. W samochodzie rozsiadłam się wygodnie i zapięłam skórzany pas. Droga minęła nam zadziwiająco szybko. Luźna rozmowa zdawała się trwać zaledwie kilka minut, choć tak naprawdę jechaliśmy mniej więcej pół godziny. Gdy w końcu wysiedliśmy, mulat znów otworzył mi drzwi, a ja w rewanżu posłałam mu szeroki uśmiech.
- Ściemnia się. - Zauważyłam, rozglądając się po wciąż jeszcze zatłoczonych ulicach Miami. Wielu mijanych ludzi biegało, lub spacerowało, ale byli też tacy, którzy po prostu włóczyli się bez celu.
- Trafna uwaga panno Evans. - Uśmiech Zayna był zaraźliwy. Sam Malik miał osobowość tak silnie dominującą, że jego nastrój wpływał na twój, nawet jeśli odczuwałaś skrajne emocje. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, że tak wiele zależy właśnie od bruneta.
Pozwoliłam chłopakowi ciągnąć się na oślep w stronę jakiegoś centrum handlowego, nie zastanawiając się nawet po co tam zmierzamy.
- A więc, oto jesteśmy. - Głos Zayna brzmiał wzniośle i dumnie, wręcz patetycznie. - Czy zdajesz sobie sprawę panno Evans, po co znajdujemy się w centrum handlowym? - Spytał, dotykając dłonią moich pleców, drugą zaś zataczając wokół nas, wskazując na budynek przed którym stoimy.
- Nie wiem, chcesz sobie kupić nowe spodnie? - Proponuje, wzruszając ramionami. Szczerze, nie mam pojęcia po co tu przyjechaliśmy, ale najwyraźniej Zayn widzi w tym jakiś cel.
- Poprawka, tobie chce kupić nowe spodnie. - Przeciągnął mnie przez drzwi obrotowe, trzymając ciasno przy swoim boku, na wypadek, gdybym zdecydowała się uciec. - A dokładniej całą szafę.
- Zayn, nie. - Wykrzywiłam twarz, gdy w całości pojęłam sens tych słów. Nie było mowy by chłopak wydawał swoje pieniądze na mnie, i to w dodatku na tak zbędną rzecz jak ubrania. Moje ciuchy z domu dziecka były jeszcze w dobrym stanie, nie potrzebowałam nowych. - Mam ubrania. Nie chce innych.
- Daj spokój, przydadzą Ci się nowe rzeczy. Twoje ubrania w większości nie są adekwatne do panującego tu klimatu. - Wyjaśnił krótko, napierając na mnie coraz silniej. - No już, rusz się w końcu.
- Nie, nie, nie. Nie zamierzam brać od ciebie żadnych pieniędzy. - Zmarszczyłam brwi, zdejmując jego dłoń z swojego ramienia. Ta sytuacja to jakiś absurd. Czułam jak mój cały dobry humor wyparowuje wraz z każdą sekundą tutaj. Nie mogłam uwierzyć, że Malik sam wpadł na tak idiotyczny pomysł. - To głupie i niedorzeczne. Wróćmy lepiej do domu. - Jęknęłam, chwytając dłoń chłopaka i ciągnąc z powrotem ku wyjściu.
- W ogóle nie współpracujesz. - Zany pokręcił głową z rezygnacją, a ja odniosłam wrażenie, że był przygotowany na moją odmowę. - Po pierwsze, źle to odbierasz. Traktujesz to jako jakieś zniewolenie i wielce poniżający czyn, a tak naprawdę nic się nie dzieje. Jestem twoim prawnym opiekunem, mam więc prawo do tego. - Uciął, wprowadzając mnie do niewielkiego butiku, zapełnionego niezliczoną ilością markowych butów. - A po za tym kupiłbym ci te ubrania tak czy siak więc zamknij dziób.
Zacisnęłam wąsko usta, zakładając ramiona za siebie. Nie chciałam zachowywać się jak rozpieszczona księżniczka, ale chyba jedynie to mi pozostało. Po za tym, zawsze byłam nieco zbyt honorowa.
Przez następną godzinę skrupulatnie udawałam obrażoną, właściwie to nawet nie musiałam niczego udawać. Byłam autentycznie
o b r a ż o n a, czego Zayn nawet nie próbował zmienić. Po prostu uparł się, że kupi mi te ciuchy i z uporem maniaka realizował swój plan, nie zważając na moje głuche protesty. Na przemian wchodziliśmy do kolejnych sklepów, gdzie chłopak kazał mi wybierać tonę zbędnych ubrań, które musiałam rzecz jasna mierzyć. Oczywiście, nie robiłam tego, przez co sam wybierał odpowiednie jego zdaniem rzeczy. Było mi wszystko jedno, i tak nie zamierzałam w tym potem chodzić. Miałam wrażenie, że znów wracamy do początku, a poprzednia rozmowa o zachowaniu własnego zdania na nic się nie zdała. Kryzysową sytuacją było dla nas starcie w przymierzalni, gdzie siedziałam tak długo, aż brunet sam tam za mną wszedł, ignorując ekspedientke. Gdy zauważył jak siedzę ze stosem ubrań na kolanach, jego twarz stężała, a oczy pociemniały. Dopiero teraz dostrzegłam jakiekolwiek podminowanie moim dzisiejszym sprzeciwem, wciąż jednak nie tak silne, jak się spodziewałam.
- Załatwimy to inaczej. - Mruknął cicho, i z łatwością podniósł mnie na nogi, by potem jednych ruchem dłoni rozsunąć zamek w mojej sukience, i patrzeć jak opada na ziemię. Z moich ust wydobył się cichy pisk, stłumiony przez dłoń Zayna zaciśniętą na moich wargach.
- Okej, dobra. Poddaje się! - Syknęłam, zakrywając się jakimś dużym t-shirtem wyciągniętym pospiesznie ze sterty porozrzucanych ubrań.
- Dobrze. Jeśli będziesz grzecznie współpracować przez resztę wieczoru, kupię ci w nagrodę lody. - Szepnął poważnym tonem, a z jego ust machinalnie uleciał stłumiony chichot, widząc mój pełen wyrzutu i nienawiści ton. - Sądzisz, że teraz kasjerka uwierzy mi, że jestem tylko twoim starszym bratem? - Spytał, po czym wyszedł zostawiając mnie samą pośrodku sterty ubrań. Stałam tak skołowana przez jeszcze kilka minut nim zdołałam się otrząsnąć, po czym skrupulatnie przymierzyłam wszystko, co wybrał dla mnie Malik. Na wszelki wypadek.
Mam w głowie mętlik i nawet nie wiem, czy mam się z tego śmiać czy być o to zła. Bądź co bądź, irytowała mnie bezpośredniość Zayna. To co zrobił było bezczelne i nieodpowiednie, nie. On naprawdę teraz przesadził. Mimo wszystko nie złamałam naszego rozejmu, chyba z obawy, co jeszcze byłby zdolny zrobić Zayn, i z wyraźną trudnością wychodzę z kabiny, po czym mówię mu, co zamierzam wziąć.
- Grzeczna dziewczynka. - Mrugnął, a ja zagryzam mocno policzek, by nie wybuchnąć. Idiota, kretyn, dupek, cham. - Powtarzałam w głowie z coraz większą prędkością.
W końcu wyszliśmy z tego przeklętego ze sklepu i ku mojej uldze, ani kasjerka, ani Zayn nie wspomnieli więcej o jakże żenującym zajściu w przebieralni. Mulat nadal prowadził mnie za rękę, przez co czułam się bardziej jak małe dziecko, niż dorosła dziewczyna. Nie lubiłam tego, jaką władzę miał nade mną. W domu dziecka miałam pewną niezależność, nikogo nie obchodziło jak wyglądam i gdzie jestem. Było nas zbyt wiele, by móc każdego dopilnować i zwykle kończyło się to tak, że nie dopilnowywali nikogo. Mogłam spokojnie znikać na cały dzień, by łazić po pobliskim parku, lub nawet włóczyć się po ulicach. Teraz wiem, że nie było to dobre, ale wtedy tego potrzebowałam. Samotność w pewnym stopniu pozwoliła mi się ze wszystkim uporać. Można by rzec, że wydoroślałam za szybko, jednak teraz zwracało mi się to z nawiązką.
- Więc, powiesz mi, w skali od jednego do dziesięciu, jak bardzo jesteś na mnie o to zła? - Mulat westchnął, przeczesując dłonią swoje kruczoczarne włosy. Uniosłam głowę, by spojrzeć mu w oczy. Jedenaście, Zayn. Opuściłam wzrok z powrotem na stopy, zaciskając mocno wargi. Nie mogłam teraz wybuchnąć. Jeszcze nie. Zresztą, Zayn nawet nie wydawał się skruszony. Zwyczajnie znudziła mu się panująca między nami cisza, nic nadzwyczajnego.
- Więc, teraz nie będziesz się do mnie odzywać? - Spytał retorycznie, gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Po jego twarzy nadal błąkał się ten pewny siebie uśmieszek. - To całkiem dorosłe zachowanie, jak na ciebie.
- Powiedzieć ci co jeszcze jest dorosłe, Zayn? - Prychnęłam, stając w miejscu, przez co Mulat też się zatrzymał. Odetchnęłam głęboko, czując na sobie wzrok kilku przechodniów, w tym dziecka z lizakiem w ręku. Lubiłam dzieci, zawsze chciałam być opiekunką lub przedszkolanką, jednak teraz miałam serdecznie dość małego obserwatora, który stał praktycznie naprzeciwko nas, leniwie przeżuwając pozostałość lepkiej przekąski. Poczekałam kilka dodatkowych sekund, aż chłopiec odbiegł do mamy, po czym wyważonym głosem zwróciłam się ku Zaynowi. - Traktowanie mnie jak jakiejś swojej własności. Nie jestem twoją lalką Zayn, nie możesz zachowywać się w ten sposób. Ale... ciągle to robisz, a ja jestem w tym coraz bardziej zagubiona.- Pokręciłam przecząco głową, gdy chłopak wyciągnął w moją stronę otwartą dłoń. - Więc, proszę. Nie mów mi, że to ja zachowuje się jak dziecko, podczas gdy to ty robisz ze mnie swoją maskotkę. - Zadrżałam, wypowiadając te słowa. Wiem, że znowu brzmiałam jak rozhisteryzowana nastolatka, ale chyba tym właśnie wtedy byłam. Po tym słowach odwróciłam się napięcie i wpadłam do najbliższego sklepu, praktycznie od progu uświadamiając sobie, że popełniłam duży błąd wchodząc właśnie tutaj. Zewsząd otaczały mnie setki wieszaków z markową bielizną, zbyt wyzywającą i drogą jak na mój gust. Mimowolnie poczułam, jak moje policzki okrywa krwistoczerwony rumieniec.
- Wychodzimy. - Mruknęłam zwięźle, wyczuwając za sobą obecność bruneta.
- Nie. - Obrócił moje ciało, by spojrzeć mi w oczy. - Ja wychodzę, a ty po prostu kupuj, co chcesz. - Wzruszył ramionami, wciskając mi swój portfel w dłoń.
- Nie, Zayn. Ja nie mogę... - Jąkałam się, marszcząc brwi. Czułam się odrobinę zażenowana, a w dodatku byłam ciągle zła.
- Posłuchaj mnie. - Chłopak warknął zirytowany, zaglądając mi głęboko w oczy. - Nawet jeśli przesadzałem, choć naprawdę, nadal nie dostrzegam w tym nic złego, to ty teraz robisz to samo. Nie wiem dlaczego nie chcesz niczego ode mnie przyjąć, nie rozumiem tego, ale jeśli potrzebujesz samotności to okej. Będę czekał na zewnątrz, a ty po prostu... sama zadecyduj. - Wzruszył ponownie ramionami, puszczając moje dłonie, które wcześniej chwycił. Patrzyłam przez szybę wystawową, jak brunet siada na ławce i wyciąga telefon a następnie przykłada go do ucha. Westchnęłam przeciągle. Nie wierzę, że się na to zgodziłam. Rozejrzałam się niepewnie po wnętrzu, wchodząc coraz bardziej w głąb sklepu. Przystanęłam przy dziale z gładką, czarną bielizną, spoglądając z wahaniem na jeden komplet. Nie był najdroższy, wciąż jednak sądziłam, że go nie potrzebuje. Wiedziałam jednak, że Zayn będzie zirytowany gdy niczego nie kupię, a mimo wszystko nie chciałam, by bieliznę też mi wybierał. Stojąc tak, nie zauważyłam zbliżającej się do mnie postcaci drobnej blondynki, o krwistoczerwonych ustach. Gdy już ją jednak dostrzegłam, nie było sensu uciekać. Nie było nawet możliwości.
- Hej, Perrie. - Mruknęłam, posyłając dziewczynie naprzeciwko mnie niewymuszony uśmiech. W miejscu gdzie uderzył ją Zayn dostrzegłam drobnego siniaka o fioletowym zabarwieniu. Machinalnie zrobiło mi się jej żal, wzbudzała moje współczucie a tym samym sympatię.
- Musimy porozmawiać Vanessa. Mamy mało czasu. - Rzuciła, nie kłopocząc się z zbędnym przywitaniem. Wiedziałam, że Malik byłby zły, gdyby się o tym dowiedział, ale... jego tu nie było. Była natomiast Perrie, a jej zdeterminowany wyraz twarzy nie pozwalał mi na odmowę. Kiwnęłam powoli głową, zgadzając się na wszystko, co miałam zaraz usłyszeć.




Hej moi mili!  Po 1, chciałabym was przeprosić. Nie było mnie tu ostatnio zbyt często, dzisiejszy rozdział również nie jest idealny, ale ostatnio mam zbyt wiele na głowie i nie radzę sobie z tym wszystkim. Szkoła, egzaminy, wybór liceum, operacja mamy, ciągle przygotowania do wesela siostry, praca.  To wszystko mnie wykańcza. Przepraszam. Następny rozdział postaram się dodać wcześniej, a już na pewno obiecuje, że będzie lepszy.
Dziękuję za liczne komentarze, jestem w szoku, że tak wiele moim czytelniczek już pracuje. ;) I chciałabym wam powiedzieć, że jesteście wspaniałe, a każdy ten jeden poszczególny komentarz wiele dla mnie znaczy. Dziękuję!
+ Zapraszam was do poznania czegoś nowego,  tym razem bardziej o Harrym. Jest to inne i mam nadzieje, że wam się spodoba.

https://www.wattpad.com/128351123-learn-to-love-part-1 

Miłego czytania i wakacji!  A właśnie, jak one wam mijają? Xx