sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 10


Na drżących nogach weszłam wgłąb budynku, spoglądając z wahaniem na Zayna. Stał z założonymi rękoma, i tym zaciętym wyrazem twarzy, tak bardzo wpisującym się w jego postać. Nie musiał robić zupełnie nic, a i tak w tej chwili drżałam na jego widok, co było skrajnie głupie i niedorzeczne.
Louis podążył za mną, zaciskając na moim ramieniu swoje szczupłe palce. Potrzebowałam wsparcia i byłam wdzięczna za nawet tak mały gest otuchy.
- Nie denerwuj się, będzie dobrze. - Posłał mi pokrzepiający uśmiech, rysując uspokajające kółka na mojej łopatce, jakby wyczuwał, że właśnie tego teraz potrzebuje. Nie potrafiłam się rozluźnić, nie potrafiłam nawet spokojniej oddychać, ale czułam się znacznie lepiej; bezpieczniej z myślą, że nie jestem z tym wszystkim sama.
- Gdzie była? - Malik odwrócił się do nas przodem, opierając plecy o framugę drzwi kuchennych. - W tym momencie całkiem zabawny wydał mi się fakt, choć może oszalałam, że wszystkie kłótnie w tym domu mają miejsce w kuchni. Może to jakaś niepisana zasada tego domu? Lub po prostu oszalałam.
Zdecydowanie tak. Oszalałaś, Vanessa.
- Włóczyła się po mieście. Chyba. - Lou wzruszył ramionami, mierzwiąc dłonią swoje potargane, na wpół mokre włosy. - W każdym razie znalazłem ją na ulicy, jakkolwiek by to nie brzmiało. - Posłał nam kwaśny uśmiech, nakierowując mnie na swój tors, tak bym oparła się na nim, a on mógł delikatnie objąć mnie w pasie i ułożyć podbródek na moim ramieniu. Robił to bardziej dla mnie, niż dla swojej wygody, wiedząc lepiej niż ktokolwiek inny, w jaki sposób się teraz czuje.
- Gdzie byłaś? - Mulat skierował swój wzrok na mnie, i choć naprawdę starał się brzmieć łagodnie, zdradzał go drżący głos i równie drżące ręce. Po co udawać, że nie jest się złym, jeśli właśnie to się odczuwa?
Nie musisz przy mnie udawać, Zayn. 
- Chodziłam po mieście. - Mruknęłam niechętnie, śledząc wzrokiem napinające się mięśnie Bruneta. Był zestresowany. Ja też byłam, ale nasze reakcje były skrajnie różne. Podczas gdy on z trudem hamował swój wybuch, ja zamykałam się coraz bardziej w sobie. Byliśmy po prostu inni.
- Więc, możesz mi wyjaśnić, dlaczego do cholery tak długo nie wracałaś?! - Wychrypiał podniesionym głosem. Mówił głośniej, jednak to jeszcze nie był krzyk, a ja naprawdę doceniałam to, że na mnie nie krzyczy. Nienawidziłam, gdy ktoś to robił, i naprawdę nie wiem jak wyglądałaby moja reakcja, gdyby Zayn podniósł na mnie swój głos odrobinę wyżej, niż dotychczas.
- Zgubiłam się. - Przyznałam szczerze, choć w głowie przewijały się setki pomysłów, co mogło się ze mną stać, byleby tylko zniwelować, lub zmniejszyć gniew Mulata. Mogłam powiedzieć cokolwiek; napadli mnie, okradli, porwali; cokolwiek. A ja zamiast tego zdecydowałam się na prawdę, która choć szczera, brzmiała żałośnie. Cóż, być może Zayn to zrozumie.
- Zgubiłaś się? - Uniósł ironicznie brew ku górze, spoglądając na mnie z jeszcze większą złością niż dotychczas. Nie. Jednak nie zrozumiał. Czy to w ogóle powinno mnie zdziwić? Prawdopodobnie ja sama na jego miejscu zachowałabym się w podobny sposób, więc nie powinnam oczekiwać cudów.
Przecież mogłaś skłamać. 
- Chcesz mi powiedzieć, że przez pół dnia i nocy zamartwiałem się o ciebie, wyobrażając sobie najczarniejsze scenariusze, co też ci się mogło do cholery stać, a ty po prostu się zgubiłaś?! Jak mogłaś zachować się tak lekkomyślnie i nierozsądnie?! Ile ty masz kurwa lat, dziesięć?!
Dlaczego nie skłamałaś?
- P- przepraszam, Zayn. - Wyjąkałam, kuląc się pod naporem jego ostrych słów. To co mówił sprawiało mi ból, ale przecież on miał racje. Zasłużyłam sobie na wszytko, co teraz się stanie. Zachowałam się jak idiotka i to był niezaprzeczalny fakt.- P-przepraszam. - Nie wiedziałam, co więcej mogłabym mu powiedzieć. Zawsze byłam słaba i przywiązywałam dużą wagę do krytyki kierowanej w moją stronę. To nie tak, że wierzyłam w każde cudze słowo. Po prostu wiedziałam, że nikt nie rzuca oskarżeń bezpodstawnie i zawsze istnieje w tym wszystkim ziarnko prawdy, więc za wszelką cenę starałam się poprawić, by zadowolić tą osobę. Może to było głupie, ale taka już byłam.
- Hej Vanessa, nie płacz. - Głos Louisa, odbił się echem w mojej głowie. Prawie zapomniałam o obecności Szatyna, który teraz czule przytulał moje dygocące ciało do swojej piersi. Nawet nie wiedziałabym, że płaczę, gdyby nie Lou. Naprawdę nie chciałam płakać, ale te kilka słonych łez samoistnie wypłynęło spod moich powiek. - Zayn, daj jej już spokój. Ten dzień był ciężki nie tylko dla ciebie. - Westchnął pocierając delikatnie moje plecy. Był naprawdę czuły, co mogłoby się wydawać całkiem urocze, gdyby nie ta pogmatwana sytuacja.
- Czy ja jej coś robię, Louis? - Spytał, siląc się na opanowany ton, przez co moje ciało przeszył niemiły wstrząs. Brunet nigdy wcześniej nie brzmiał tak fałszywie jak teraz, prawdopodobnie jeszcze nigdy nie widziałam go tak rozgniewanego. To, że to ja doprowadziłam Zayna do takiego stanu, to, że to przeze mnie taki był, bolało prawie równie mocno, jak jego krzywdzące słowa. Jestem tu od kilku dni, a już zdążyłam wszystko popsuć. Zagubienie i strach były idealnym opisem tego, jak się teraz czułam.
- Wyżywasz się na niej. - Głos Louisa brzmiał nad wyraz spokojnie, co w ogóle nie pasowało do zaistniałej sytuacji. Nie dało się wyczuć nawet cienia irytacji w jego mowie, i gdyby nie napięte mięśnie jego ciała, pomyślałabym, że całe to zajście w ogóle chłopaka nie obchodzi. - Nie widzisz, że ona już ma dość, Malik? - Spytał, wskazując na mnie dłonią. Czułam się niekomfortowo, gdy rozmawiali o mnie w ten sposób, ale było to o niebo lepsze, niż cała złość Zayna skierowana w moją osobę. Naprawdę żałowałam tego, co zrobiłam i przeklinałam cały ten cholerny dzień. Powinnam po prostu nie wstać z łóżka. Wtedy TO by się nie wydarzyło i wszystko zostałoby na swoim miejscu.
- Nie obchodzi mnie to Louis, dopóki to na mnie ciąży odpowiedzialność za jej wychowanie i bezpieczeństwo! - Moje przerażenie wzmogło się, słysząc krzyk Malika. Miałam ochotę podnieść dłonie i zakryć sobie uszy, by tego nie słyszeć. Jego frustracja była wprost wymalowana na jego przystojnej twarzy. Gdy jego głos się podnosił miałam wrażenie, że zaraz podejdzie i mnie uderzy, zupełnie jak Perrie. Wiedziałam, że był do tego zdolny. To chyba było najgorsze. Wolałabym nie wiedzieć, co może mi zrobić, niż zdawać sobie z tego sprawę doskonale. - Na Litość Boską, ona tu nawet nie jest tydzień. Jakby to wyglądało, gdybym zgłosił na policje, a potem opiekę społeczną, że zaginął mi dzieciak, po dwóch dniach? Trafiłaby z powrotem do domu dziecka, lub poprawczaka, a ja miałbym problemy z policją. - Zamilknął, by przeczesać dłonią swoje ciemne włosy, pociągając mocno za końcówki. Odetchnął głęboko, zaciągając się czystym powietrzem. Jego głos zabrzmiał ciszej, wręcz złowróżbnie. - A gdybyś jej nie znalazł? Spędziłaby noc na ulicy, gdzie jest w cholerę zboczeńców i psycholi. Ktokolwiek mógłby ją zgwałcić, porwać, sprzedać do agencji, zażądać okupu... Na Litość Boską, to jest Miami, nie jakieś pieprzone Stratford, to cud, że ona jeszcze żyje. - Pokręcił w konsternacji głową, jakby odpychając od siebie niechciane myśli. - Żałuję, że ją tu wziąłem Wyciągnąłem z tego bagna, jakim był dom dziecka. Powinna tam wrócić. Zasługuję, by tam wrócić. - Westchnął, przymykając powieki. Gorycz, którą przesiąknięte były jego słowa była wręcz przytłaczająca. Czułam, jak ciało Lou drży, pod wpływem mojego szlochu.
On miał rację, On naprawdę miał rację, i chociaż jego słowa raniły, były prawdą.
Spoglądałam przez półprzymknięte powieki, jak Mulat mija próg kuchni, gdzie zniknął mi z oczu. Dopiero wtedy wybuchnęłam prawdziwym płaczem, stojąc na korytarzu, kołysana przez obcego mi chłopaka, oraz kompletnie zniszczona przez obcego mi chłopaka. Tutaj każdy był mi obcy, ale dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo jestem samotna.
Mimo wszystko, nie chciałam tam wrócić. Nie chciałam, by Zayn mnie porzucił, nawet pomimo tego, co miałam okazje tu przeżyć. Pozostało mi jedynie mieć nadzieję, że chłopak tego nie zrobi. Musiałam znów mu zaufać.
- Ciii, już dobrze. - Głos Louisa rozbrzmiał czule nad moim uchem. Chłopak obejmował mnie w pasie, bujając delikatnie naszymi ciałami. - Ciii, już wszystko dobrze. Nie płacz. - Obtarł łzy z mojej twarzy, ignorując fakt, że zaraz po tym wypłynęły nowe, po czym całując mnie w czoło, odsunął od siebie by zajrzeć głęboko w oczy. - On tak nie myśli.
- To bez znaczenia Louis, kiedy jest to prawdą. - Spuściłam wzrok, nie potrafiąc patrzeć w te błękitne, przepełnione żalem tęczówki. Louis nie zasługiwał na to wszystko, co musiał przeze mnie znosić. Zayn też nie.
- Przestań Vanessa. To nie jest prawda. Po prostu zapomnij o tych słowach. - Rzekł z goryczą. - On nigdy nie powinien był tego mówić. Jestem pewien, że już tego żałuję.
- P- przepraszam Lou. Chciałabym już pójść spać. - Wyjąkałam, odsuwając się od chłopaka, by odejść. Nie chciałam słuchać zapewnień Louisa, zwłaszcza teraz, gdy wiedziałam, że jego słowa nie mają wiele wspólnego z prawdą. Mają pocieszać, dodawać otuchy, ale nie są szczere.
- Vanessa...- Zatrzymał mnie, chwytając moją drobną dłoń w swoją dużą. Kolejny kontrast w moim życiu. - W niepojęty dla ciebie sposób, jesteś dla niego naprawdę ważna.
- N-nie, Lou... - Zaprzeczyłam, wiedząc dobrze, że to kolejne kłamstwo.
- Jesteś. Po prostu teraz jeszcze tego nie rozumiesz, ale kiedyś, gdy poznasz całą prawdę wszystko stanie się dla ciebie jasne. A teraz idź i odpocznij. Miałaś dziś ciężki dzień. My wszyscy mieliśmy ciężki dzień. - Posłał mi delikatny uśmiech, po czym zostawił mnie samą na rozległym korytarzu.

Nie wiem, co oznaczały słowa Louisa. Nie wiem dlaczego Zayn chciałby sprawiać mi tak duży ból, gdybym była dla niego ważna. Nie wiem, po co mówiłby mi to wszystko, gdyby tak nie myślał. Jestem dla niego tylko obcym, irytującym dzieciakiem, które wywraca mu życie do góry nogami i sprawia same kłopoty. Słowa szatyna pozostawiają po sobie zbyt wiele nieścisłości, ale nie mam ochoty by nad tym dłużej myśleć.
W mojej głowie siedzi zbyt dużo pytań bez odpowiedzi, by móc rozwiązać zagadkę. Ale zaufałam Louisowi. Zaufałam mu, i naprawdę, na przekór wszystkiemu poszłam odpocząć.


Obudziłam się około trzeciej w nocy, oddychając płytko przez usta. W pokoju panowały egipskie ciemności, a ja przez moje nabrzmiałe od płaczu oczy, nie potrafiłam dojrzeć nawet wyciągniętej naprzeciwko siebie dłoni.
Zbudził mnie mój własny krzyk, koszmar był jeszcze bardziej rzeczywisty niż zwykle, doprowadzając tym samym mój mózg do ruiny. Zdawałam sobie sprawę, że to tylko zły sen, ale mimo wszystko nie mogłam opanować rozszalałego tętna, to było po prostu silniejsze ode mnie.
Odetchnęłam głęboko, starając się uspokoić, lecz mimowolnie wybuchłam szlochem, opierając czoło o podkurczone kolana. Przyciągnęłam do siebie skrawek kołdry i naciągnęłam go pod samą szyję mimo gorąca panującego w pokoju. To dawało złudne poczucie bezpieczeństwa.
Czułam pulsujący ból w głowie, który zdecydowanie ustępował temu w nodze. Wczoraj zupełnie zapomniałam o ranie na udzie, a dzisiaj tępy ból dał o sobie przypomnieć w okrutny sposób. Wszystkie wspomnienia odżyły, a ja nie potrafiłam poradzić z tym sobie sama.
Miałam po prostu dość. Wrażenie, że wczorajszy dzień ciągnie się za mną bez końca było przytłaczające. Nie wiem, ile jeszcze zdołam wytrzymać. Dziewczyna Zayna. Jej obelgi. Kłamstwa; mam nadzieję kłamstwa na temat mojego ojca. Policzek Zayna. Słowa Lou. Ucieczka. Rana. Zgubienie. Atak paniki. Gniew Mulata. Strach. Przerażenie. Koszmar. Ból.
Nie. Ja naprawdę nie zniosę tego więcej.
Usłyszałam kroki na korytarzu, a zaraz potem skrzypienie drzwi. Ktoś wszedł do środka, zapalając światło. Nie musiałam unosić głowy, by sprawdzić kto wszedł, i tak tylko jedna osoba mogła to zrobić.
- Vanessa? Co się stało? - Głos Zayna był zatroskany, jednak nadal sprawiał wrażenie oziębłego. Zmusiłam się, by spojrzeć mu w oczy.
- N-nic takiego. - Wyjąkałam, czując się wyjątkowo żałośnie. Brunet uniósł brew, przypatrując mi się uważnie. - Po prostu trochę źle się czuje. Boli mnie głowa. - Dodałam, czując się winna mu jakichkolwiek wyjaśnień.
- Nie masz gorączki. - Zmarszczył brwi, przykładając dłoń do mojego czoła. Jego chłodne palce gładziły delikatnie moją twarz, upewniając się o mojej temperaturze.
- Nie jestem chora. - Wzruszyłam ramionami, ciaśniej opatulając się kołdrą. - To tylko głowa. - Wiedziałam, że to tylko głowa. To nie było nic poważnego, jedynie skutek zbyt wielu wylanych łez, niewyspania i stresu. Mulat jednak nie był do końca przekonany. Jego wargi zacisnęły się w wąską linie, a brwi złączyły się u nasady nosa.
- Przynieś ci jakieś leki? - Spytał, odgarniając przy tym delikatnie kosmyki włosów z mojej twarzy. Jego ruchy były delikatne i nieśmiałe, przyjemne.
- Nie, dziękuje. - Wymruczałam. - Zaczekam, aż samo przejdzie.
- Jak sobie życzysz. - Mruknął. Przez jego twarz przemknął grymas, krótkie zawahanie, nim podjął decyzję i uchylił kołdrę, by położyć się obok mnie. Moje serce zabiło szybciej, gdy jego rozgrzane ciało przylgnęło do mojego, a dłonie wsunęły się pod moje plecy, by ułożyć nas w wygodnej pozycji. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a nogą oplotłam jego tors. Słyszałam dokładnie zrównoważone bicie jego serca i miarowy oddech. Czułam, jak jego klatka unosi się  i opada spokojnie w dół, a jego palce delikatnie przesuwają się po powierzchni mojej skóry, po całej długości ramienia, bądź pleców. Trwaliśmy w ciszy, a mimo to, czułam się bezpiecznie. Znów było wszystko okej. Mój ulubiony, kochany Zayn wrócił, niosąc za sobą mój spokój.
- Przepraszam. Proszę, nie oddawaj mnie znów do domu dziecka. - Mruknęłam sennie, unosząc delikatnie głowę w górę, by zajrzeć mu w oczy. Czułam jak jego mięśnie napinają się w alarmujący sposób, by po chwili na powrót się rozluźnić.
- Nie zamierzam. - Westchnął, przejeżdżając dłonią po moim udzie. Zacisnęłam oczy, czując ból w nodze. Prawie udało mi się zapomnieć o ranie.
Chłopak podniósł się, siadając na łóżku, i tym samym zmuszając mnie, bym zrobiła to samo. Zmarszczył brwi, unosząc do góry swoją dłoń naznaczoną szkarłatną cieczą.
- Krwawisz. - Zauważył przyglądając się w skupieniu swojej dłoni. Zdezorientowany wyraz jego twarzy mówił sam za siebie.
- Najwidoczniej. - Mruknęłam cicho, czując lekkie zażenowanie. Powinnam wcześniej powiedzieć mu o tej ranie, przynajmniej uniknęłabym tej niezręcznej sytuacji.
- Czy chcesz... - Zaczął, przyglądając mi się niepewnie. Wyglądało na to, że dalsza część zdania, po prostu nie przejdzie mu przez gardło.Wydawał się na wpół przerażony, na wpół zażenowany i zawstydzony. Jego reakcja na moją ranę była całkiem zabawna. Czyżby bał się krwi?. -  Chcesz bym poszedł do sklepu po podpaski lub...
- Mój Boże, Zayn! Nie krwawię w ten sposób! - Pisnęłam, czując gorąco na swoich policzkach. Zsunęłam szybko kołdrę, ukazując moje udo z przylepioną gazą, na wpół przesiąkniętą krwią. Teraz to ja czułam się zażenowana. Nie wierzę, że odebrał to wszystko w ten sposób, choć wiem, że mogło to tak wyglądać. Westchnęłam chowając twarz w dłoniach. - Wczoraj przez przypadek zahaczyłam nogą o rynnę i rozcięłam udo. To nic poważnego, ale dzięki za ... troskę. Usłyszałam, jak oddech Zayna wraca do normy, a on sam rozluźnia się. Sytuacja, w której się znalazł jak widać przerastała go w mniejszy sposób niż poprzednia możliwa.
- Mógłbym na nią spojrzeć? - Spytał, po czym nie czekając na moją odpowiedź chwycił moją nogę i przełożył przez swoją, mając pełny dostęp do uda.
- Tak, jasne. - Rzuciłam z przekąsem,przyglądając się, jak odlepia bandaż. Nadal czułam się zażenowana poprzednim niedomówieniem, jednak widząc, że chłopak zachowuje się całkowicie naturalnie, jakby zapomniał o tym, co przed chwilą miało miejsce, sama zaczęłam się rozluźniać.
- Nie wygląda to najlepiej. - Mruknął pocierając w konsternacji brodę.
- Zostanie blizna, tak? - Skrzywiłam się, oczami wyobraźni już widząc wielką zaczerwienioną kreskę, biegnącą przez udo.
- Prawdopodobnie tak. Sądzę, że przydałoby się to zszyć.
- Nie, Zayn. Nie. - Pisnęłam, patrząc z zacięciem w jego oczy. - Nie zgadzam się na to. Nie ma takiej opcji. - Dodałam, krzyżując ramiona w piersi.
- Boisz się igieł? - Na twarzy Mulata błąkał się dwuznaczny uśmiech, i byłam pewna, e z trudem powstrzymuje śmiech. - Obiecuje, że nie będzie bolało.
- Nie, po prostu nie jestem ubezpieczona, a takie zabiegi kosztują. - Rzuciłam twardo, zaciskając usta w wąską linie. Nie spodziewałam się, że będę musieć użyć tej wymówki drugi raz.
- Pieniądze nie stanowią dla mnie problemu. - Uniósł brwi, na co oblałam się delikatnie rumieńcem. Tak, Zaynowi na pewno nie brakowało pieniędzy.
- Pomijając problem pieniędzy, każdą wizytę w szpitalu przez pierwszy rok mojej obecności tutaj musisz zgłaszać opiece społecznej. Będzie ciężko wyjaśnić im skąd mam taką ranę. - Zauważyłam, przybijając sobie w myślach piątkę. Mogłam wpaść na to dużo wcześniej.
- Wcale nie musimy tego zgłaszać Opiece. Nie musimy nawet jechać do szpitala... - Posłał mi szelmowski uśmiech, a ja naprawdę nie chciałam poznać jego planu, który najprawdopodobniej już posiadał.
- Nie Zayn, nie zgadzam się. - Ucięłam, zaciskając mocniej palce na moim ramieniu.
- Proszę cię. Vanessa. Nawet jeszcze nie wiesz, jaki mam plan...
- I co z tego. Nie zgadzam się. - Czułam, jak wzrasta we mnie irytacja. - Czego nie rozumiesz w słowie " N I E " ?
- Okej. - Westchnął, przecierając dłońmi twarz. - Porozmawiamy na ten temat jutro. Tak tego na pewno nie zostawimy.
Wzruszyłam ramionami, pewna, że właśnie tak to zostawimy. Nie pozwolę wbijać sobie igły w nogę, na pewno nie.
- Choć do łazienki, trzeba ci zmienić ten opatrunek. - Pomógł mi wstać, ciągnąc w stronę łazienki. - Kto ci w ogóle opatrzył tą nogę, Louis?
- Uhmm. - Mruknęłam dwuznacznie, decydując się na swego rodzaju niewinne kłamstwo. Miałam tylko nadzieję, że Zayn nie będzie naciskać. Oraz, że nie spyta o to Louisa.

Po tym jak Mulat opatrzył mi ranę i założył świeży opatrunek, zmienił pościel w łóżku i kazał spać, co po dłuższej chwili naprawdę udało mi się zrobić. Na pewno pomagał mi w tym fakt, że chłopak położył się obok mnie. Dla jednej osoby łóżko w moim pokoju było stanowczo za duże.


~


Nazajutrz wstałam około południa, całkowicie przebudzona i w dobrym humorze. Już wczoraj postanowiłam sobie że ten dzień będzie lepszy od poprzedniego, i szczerze zamierzałam przeskoczyć tą poprzeczkę.
Po wykonaniu porannej rutyny, która zajęła mi nieco więcej czasu niż przewidywałam przez bandaż, zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni, gdzie czekał już na mnie Zayn. Zjedliśmy razem śniadanie, w przygotowaniu którego w niewielkim stopniu pomógł mi chłopak, po czym zostałam sama, by pozmywać. To nie tak, że Zayn nie posiadał zmywarki, po prostu ja nie sądziłam, by opłacało mi się ją włączać na kilka talerzy i sztućców. Sam chłopak poszedł do siebie, tłumacząc, że ma dużo pracy, nie wyjaśniając jednak jakiej. Nie chciałam być wścibska, więc nie wypytywałam Zayna jaki ma zawód, wiedząc tylko, że zwykle pracuje w domu, i zarabia na tym niezłe pieniądze. Wyszłam z założenia, że jeśli sam będzie chciał mi powiedzieć, to to zrobi. Stałam więc przy zlewie, omywając ostatni talerzyk i śpiewając wraz z radiem, gdy usłyszałam za sobą ciche klaskanie. Odwróciłam się napięcie, zauważając przed sobą obcą postać.
- Brawo. Piękny występ . - Szatyn o brązowych oczach przyglądał mi się z rozbawieniem, podczas gdy w mojej głowie siedziało tylko jedno pytanie, " Kim on jest?"
- Yhmm, Pan jest...? - Zaczęłam niepewnie, rozglądając się na boki w poszukiwaniu Malika, lub przynajmniej jakiejś drogi ucieczki. Zapewne byłam zbyt przewrażliwiona, ale zawsze lepiej jest mieć jakiś plan awaryjny.
- Oh, Przestraszyłem cię? Myślałem, że Zayn powiedział ci, że przyjdę. Jestem Liam Payne. - Wyciągnął w moją stronę dłoń, czekając aż podam mu swoją, co w końcu zrobiłam.
- Vanessa Smith. - Posłałam mu delikatny uśmiech. - Miło mi Pana poznać.
- Mów mi Liam. Wydaje mi się, że pomiędzy nami nie ma wcale aż tak dłużej różnicy wieku. - Zauważył, na co przytaknęłam. Chłopak rzeczywiście wyglądał młodo, prawie jak nastolatek, a skoro wiedział kto tu mieszka na pewno nie był włamywaczem. Gdyby było inaczej, po co by tu przyszedł, skoro wszyscy są w domu?
- Dobrze, Liam. Mam... zawołać Zayna? - Spytałam, nie będąc pewna, po co właściwie chłopak ze mną rozmawia.
- Nie, może lepiej od razu pokaż mi tą nogę. - Rzucił , cofając się w stronę stołu, na którym leżała pokaźna walizka.
- Słucham? - Spytałam zdezorientowana, nie wiedząc o co tu chodzi. Może jednak z nim było coś nie tak.
- Zayn powiedział, że zrobiłaś sobie coś w nogę i potrzebne jest zszycie rany. Jestem chirurgiem, więc prosił, bym to zrobił. - Spojrzał na mnie, ukazując zęby w szczerym uśmiechu, który niechętnie odwzajemniłam.
Prawda była taka, że jeszcze nigdy nie byłam tak zła na Zayna.









Hej Miśki! Przepraszam, że tak długo nie było żadnego rozdziału, ale nie mogłam się jakoś zebrać po odejściu Zayna. To chyba mnie trochę przerosło, ale już jest okej. Powiedzmy, że szanuje jego decyzje :)
+ Jestem w III gimnazjum, co oznacza, że pisze teraz egzaminy AAAAAA!!!, Mój poziom stresu jest dokładnie na takim poziomie.
Jeśli ktoś z was już pisał, lub bd dopiero pisac to piszcie, postresujemy się razem! :D
Jak wam się w ogóle podoba ten rozdział? Co o nim myślicie? + Mamy kolejną postać Liiijama, który będzie bardzo fajną postacią. Jedną z moich ulubionych po Zeeejnie :D
 Acha, i byłabym wdzięczna, gdyby ktoś wszedł na mój profil na wattpadzie i pomógl mi troche wypromowac to ff tam. Na razie dodaje tam rozdziały trochę poowoli, i coś tam zmieniam w nich, ale to raczej normalne, bo nigdy nie podoba mi się to, co piszę . Jeśli więc wejdziecie , będę wam bardzo wdzięczna! www.wattpad.com/myworks/33731123-difficult-love
+ Ostatnio tak sobie pomyślałam, że tyyyyle osób czyta to ff, i jestem wam za to naprawdę wdzięczna, ale ja nie wiem o was nic. Więc pomyślałam, że moglibyście mi coś o sobie napisać. Zawsze czytam każdy komentarz, i doceniam te wszystkie miłe słowa, a tak jakoś dziwnie się je czyta, nie wiedząc kim jesteście. Więc moglibyście pisać w komentarzach co się u was dzieje itp. Sądzę, że to mogłoby być miłe, mieć taką dobrą relacje z czytelnikami. :D
W każdym razie miłego czytania!



























34 komentarze:

  1. Haha ale ją Zayn załatwił :) Nie dziwię się,że Vanessa nie chce tego zaszywac.... też się boję igieł :/ Szczerze mówiąc to rozumiem Cię. Ja pisze egzaminy za rok a mimo to baardzo się boję. Od tego zależy dalsza część naszego życia więc...
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Łał ale słodki rozdziałby więcej takich <3//Kxx

    OdpowiedzUsuń
  3. TAAAKKKKK jest rozdział ale powinnaś zdecydowanie częściej je dodawac bo są wspaniałe. Pozdrawiam o już chcę nn^x mortajuliana

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie to boskie; *<3Karolina <3

    OdpowiedzUsuń
  5. to jest to uwielbiam takie opowiadaniaaaa... dawaj jak najszybciej następny;>@love_hariana:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie moglam sie doczekac tego rozdzialu ♡♡♡ kocham tem moment gdy Zayn pyta sie czy przyniesc jej podpaski xdd no po prostu uwielbiam :D hmm i chcesz cos siedziec o czytelnikach? Wiec ja nazywam sie Weronika i w tym roku tez zdaje egzaminy wiec wiem co czujesz ;) lubie spiewac, czytac i sluchac muzyki. Moj ulubiony zespol to oczywiscie One Direction ♥ po gimnazjum chce sie uczyc w liceum na profilu biol-chem. No i to chyba na tyle o mnie ;) zycze powodzenia na egzaminach i zebys dostala sie do swojej wymarzonej szkoly! PS. Czy jest mozliwosc zebys dodawala czesciej rozdzialy? Tak juz po egzaminach? Prosze przemysl to, bo jestem pewna ze wszyscy czytelnicy beda zadowoleeni :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nononononoononononononononono!
    ARMAGEDON!!!!
    NO NIE MOGĘ. MMRRRR....
    ALE SIĘ DZIEJĘ!!!!
    , kochana przeszłaś dzisiaj samą siebie. Tak mi się podoba ten rozdział, że awwww *.*
    Nie no. Kiedy next? ♥♥<33@nxd69♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pytanie: KIEDY NEXT??????????????????????????? Oj coś czuję że będzie się działo ♥ Valerie

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział piękny. Jeju uwielbiam jak piszesz, bardzo dobrane zdania dobrze ułożone, wszystko się ze sobą spaja, a jak czytałam to, aż nie mogłam się oderwać.
    Piszesz po prostu świetnie ♥♥♥
    Kocham i Pozdrawiam czekając na kolejne losy bohaterów�@zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń
  10. No no no... proszę państwa... istne cacko! ♥ hmmm... co ja mogę napisać o sobie... AHA !!! UWIELBIAM czytać i jeść słodycze i kocham koty i nie lubię fizyki i aktualnie jestem chora

    OdpowiedzUsuń
  11. O ja Cię kręcę.! Jak ostro!
    Nowy rozdział dawaj szybko♥
    <333@niall_quad

    OdpowiedzUsuń
  12. Hey ! Rozdział jak zawsze nie jest super JEST SUPER-ŚWIETNY ! :D Czekam na nn^^ Ameliaa <33

    OdpowiedzUsuń
  13. dziewczyno masz talent to czemu tak rzadko piszesz i rozdziały sa takie krótkie. Pisz bo bardzo fajnie to robisz;-)@bromalikx

    OdpowiedzUsuń
  14. wserdtfgyuhj boże...chce następny *-* <3 <3 :) x / Emiiily

    OdpowiedzUsuń
  15. To się nazywa powrót w wielkim stylu. Podobał mi sie rozdział jak zawsze oczywiście. mam nadzieję że teraz już będziesz dodawała regularnie rozdziały bo na zawał padnę przez ciebie.Mam nadzieję że Zayn przeprosi za swoje słowa bo jak nie to mu jaja urwę. Jak on mógł coś takiego powiedzieć???ZATŁUKĘ. Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział genialny. Jak zawsze a końcówka wbiła mnie w fotel. Genialna robota.
    Pozdrawiam i życzę weny twórczej :)
    ALLLLA

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudny! Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. <3Czekam na nextaDominika :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajny rozdział! Ciekawe jaką rolę odegra tu Liam, już nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdzial swietny. Zayn byl zly, rozumiem, ale te slowa ktore powiedzial do Venessy byly przegieciem. Wcale sie nie dziwie, ze dziewczyna sie przestraszyła, ze jedyna osoba, ktora chciała jej pomoc mowi takie rzeczy. Chociaz z drugiej strony to troche sobie naskrobala. Ale dobrze, ze jednak Zayn jej nie chce oddac. Oplulam sobie telefon i dokumenty kiedy przeczytalam to co powiedzial Zayn o tych podpaskach. Haha powinno być tak jakies ostrzeżenie :D i koncowka. Och Zaynek sobie przeskrobal. I to bardzo. Mam tylko nadzieje, ze nie dowie sie o Niallu, a cos czuje w kosciach ze tak będzie. I będzie pewnie zly.
    Dobra. Teraz powiem tak. Czuje sie stara. Chcialabym wrocic sie do gimnazjum. A tak to teraz siedzę w pracy i zamiast pracowac to czytam ff.
    Pozdrawiam Asia.
    Ps. Mam nadzieje, ze na nastepny nie będziemy musiały tyle czekac :)
    Ciao! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. To się nazywa prawdziwe opowiadanie. piszesz GENIALNIE aż chce się człowiekowi czytać tylko nie każ znowu nam tyle czekać na kolejny rozdział. ~AgaA

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba jeden z najlepszych rozdziałów. Pisz pisz ;>

    OdpowiedzUsuń
  22. Boski rozdział jak zawsze będę niecierpliwie czekać na następny
    pozdrawiam i buziaczki śle<3 ♥ ;-)@broxxx

    OdpowiedzUsuń
  23. Aaa! To było MEGA! Cudo <3 kocham Kocham kocham <3^x mortaju

    OdpowiedzUsuń
  24. kocham to i czekam na kolejny życzę miłej weny

    OdpowiedzUsuń
  25. rozdział jak zawsze mi się podoba i już czekam na kolejny. Zayn mógłby trochę jej odpuścić i nie krzyczeć tak na nią, ale najbardziej rozśmieszyło mnie to o tych podpaskach to mnie rozwaliło.
    O mnie nie wiem co byś chciała wiedzieć jestem nudna no ale dobra. Wyszłam już z gimnazjum teraz obecnie szukam pracy bo maturę pisałam i czekam na wyniki no troszkę się stresuje jak to w ogóle wyszło no ale wiesz. Powodzenia na egzaminach trzymam za ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Halooo? Czy ktos tu jeszcze jest?
    Bedzie nowy rorozdzial? Bo czekam i chetnie bym przeczytala :)

    OdpowiedzUsuń
  27. ejjjjjj kiedy kolejny

    OdpowiedzUsuń
  28. Tik tak tik tak.... ktos jeszcze prowadzi tego bloga?

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy będzie kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  30. czy ktoś jeszcze tu jest?

    OdpowiedzUsuń
  31. Olałaś nas? Napisz chociaż że nie będziesz już prowadzić bloga a nie trzymasz nas w niepewności... bardzo zależy mi na tym blogu. Fabuła mnie zaciekawiła a twój styl pisania bardzo mi się spodobał :) proszę, daj nam znać jak wygląda sytuacja, bo rozdziałunie było od 4 miesięcy! Pozdrawiam, Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo nie olałam. Miałam wiele na głowie, przepraszam. Bloga nie zawieszam, a jeśli kiedykolwiek będę chciała to zrobić to napisze. Rozdział już jest. Jeszcze raz przepraszam. :)

      Usuń