poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 9

Nie wiem dokładnie ile czasu minęło od mojej ucieczki, na pewno więcej niż godzina. Przez cały ten czas moje nogi niosą mnie daleko stąd, z dala od problemów i zmartwień.
Biegnę prosto przed siebie, nie odwracając się nawet na moment, w strachu, że się rozmyśle i zawrócę. Nie mogę zawrócić.
Mijający mnie ludzie spoglądają na mnie w ten dziwny, oskarżycielski sposób. Zastanawiam się, co o mnie myślą. Zdaje sobie sprawę, że z rozczochranymi włosami, zakrwawioną nogą i podkoszulką, oraz twarzą napuchniętą od łez, muszę wyglądać niedorzecznie, sprawiać wrażenie niebezpiecznej i niestabilnej emocjonalnie osoby. Wiem, że oni już wyrobili sobie o mnie zdanie, przypięli odpowiednią metkę, ale nie dbam o to. Nie znają mojej historii, nie mają prawa mnie oceniać.
Rana na udzie piecze i ciągle krwawi, ale nie czuje bólu, nie w ten sposób, w jaki powinnam. Może to przez to, że jestem roztrzęsiona i nie potrafię nad sobą zapanować. Świeże emocje wciąż we mnie buzują, nie pozwalając dojść rozsądkowi do głosu. Nie podejmuje teraz racjonalnych decyzji, inaczej już dawno bym zawróciła. Powinnam to zrobić, i dobrze o tym wiem, ale jednocześnie nie potrafię. Za każdym razem, gdy przystaje by odpocząć i zastanowić się co robić dalej, przed oczami przesuwają mi się niczym slajdy obrazy sprzed kilku godzin. Pijana dziewczyna. Wściekły Zayn. Uderzenie w policzek i palące słowa Lou. Należało się jej. To działa na mnie niczym siła napędowa i daje motywacje by uciekać, nawet jeśli nie ma realnego zagrożenia. Nie wiem, co sobie wtedy myślę. Zdaje sobie przecież sprawę, że nie oddalam się realnie od problemu, że wraz z przebytymi kilometrami nie zmienia się nic prócz dystansu. Prędzej czy później w końcu mnie znajdą, a swoją pseudo-ucieczką wszystko komplikuje. Jednak to nie zmienia faktu, że z każdym kolejnym metrem czuje się psychicznie lepiej.
Fizycznie sprawa ma się jednak odrobinę gorzej, zważywszy na moją zranioną nogę, która boli bardziej niż mogłam przypuszczać. Modle się, by nie wdało się żadne zakażenie. Tylko tego mi jeszcze brakuje na liście narastających problemów.
Mija kolejna godzina, może dwie, a wraz z nimi mija pierwszy szok. Powoli zaczynam myśleć realnie, a powaga całego zajścia uderza we mnie ze zdwojoną siłą. Moje nogi protestują przed każdym kolejnym krokiem, a żołądek daje o sobie boleśnie przypominać. Tępy ból w nodze jeszcze bardziej się nasila. Rana jest duża, a ciągły ruch wcale nie pomaga w jej regeneracji . Po raz kolejny zadaje sobie pytanie, co ja do cholery sobie myślałam.
Skręcam wolno w kolejną uliczkę, rozglądając się wokół siebie. Tak jak można przypuszczać nie mam pojęcia, gdzie się znajduje. Wszystko jest mi obce i wzbudza we mnie naturalny lęk przed nieznanym. Powoli otępienie w mojej głowie zastępuje zwykły strach, jednak z uporem idę dalej. Staram się nie myśleć, jak wrócę do domu, bo przecież nie pamiętam każdej ścieżki w którą weszłam, było ich zbyt wiele, a ja byłam zbyt rozkojarzona by spoglądać na każdy znak informacyjny. Żałuję, że nie zwróciłam uwagi choćby na nazwę własnej ulicy, lub przynajmniej nie biegłam w jednym, obranym kierunku.
Uporczywie staram się ignorować myśl, że się zgubiłam. W najgorszy z możliwych sposobów. Sama. W obcym mieście. Z brakiem jakichkolwiek informacji o moim miejscu zamieszkania, lub choćby podstawowej wiedzy o topografii miasta. Nikt nie wie gdzie jestem, ani gdzie mnie szukać. Prawdopodobnie nawet nie zauważyli, że mnie nie ma. Nawet jeśli Zayn zauważył, że opuściłam jego dom, to wcale to nie oznacza, że będzie mnie szukać. Na pewno sądzi, że pamiętam drogę, i wrócę, jeśli sobie wszystko poukładam. To w jego stylu, by dać mi czas, i wiem, że mi go da. Nawet gdyby było inaczej, nie wie gdzie mógłby zacząć mnie szukać, więc to oczywiste, że będzie czekać.
Zastanawiam się po jakim czasie można zgłosić zaginięcie osoby, i czy ten czas dla szesnastolatki nie jest oby dłuższy.
Pomału ogarnia mnie panika, i chociaż staram się zachować zdrowy rozsądek, zupełnie nic nie mogę poradzić na szybsze bicie serca i przyspieszony oddech. Zatrzymuje się na środku chodnika, ignorując ciekawskie spojrzenia innych. Nie wiem, co powinnam zrobić, co będzie w tej sytuacji najodpowiedniejsze, by nie wpakować się w jeszcze większe kłopoty. W końcu ruszam niepewnie naprzód i wchodzę w mały park, gdzie zrezygnowana przysiadam na ławce.
Pierwsze łzy spływają po moich policzkach uruchamiając lawinę. Płaczę ze strachu i bezsilności. To nie powinno tak wyglądać, a jednak znowu jestem sama i nie potrafię uporać się sama ze sobą. Podciągam nogi i oplatam dłońmi kolana, pozwalając by moja twarz skryła się w powstałym zagłębieniu. Moje włosy opadają kaskadą na twarz, zasłaniając mi tym samym wszelki widok i izolując od świata. Moje ciało trzęsie się w spazmatycznym szlochu, i nawet nie próbuje tego powstrzymać. Jest mi okropnie duszno, a moje serce łomoczę tak, jakby miało zaraz wyskoczyć z klatki piersiowej. Nie mogę złapać tchu, czuje, że się duszę, ale nie potrafię, nie mogę tego powstrzymać. To już jest koniec. Umrzesz, i nawet nikt się o tym nie dowie. Nikt cię nie znajdzie. Nikomu na tobie nie zależy. Nie potrafię zatrzymać czarnych myśli siejących panikę w mojej głowię, podświadomie wiem, że to już koniec.
I wtedy pojawia się on.
- Hej, hej. - Czuje na sobie czyjś pilny wzrok, ale nie mam odwagi, by podnieść głowy. Wiem tylko, że to mężczyzna. Miły ton głosu ociera się o moją podświadomość, wysyłając znaki do ucieczki. Nie potrafię jednak zmusić mojego ciała do choćby najmniejszego ruchu, tak jakby nie podlegało ono mojej kontrolii.- Wszystko gra? - Pyta niepewnie, nachylając się nade mną.
- O-odejdź. - Proszę, wbijając paznokcie w swoje odkryte kolana. Jestem zażenowana tym, że ktoś widzi mnie w takim stanie. Nie chce litości i prób pomocy, chce zostać sama i czekać na śmierć.
Słyszę, jak postać kuca naprzeciwko mnie, a po chwili łapię moje nadgarstki. Wzdrygam się, odruchowo napinając mięśnie. Próbuje wyrwać dłonie, ale mimo, że chłopak nie trzyma ich zbyt mocno, nie potrafię tego zrobić, nie mam wystarczająco siły.
- Hej, spójrz na mnie. - Żąda, a gdy ignoruje jego słowa, puszcza moją dłoń i chwyta w palce mój podbródek, unosząc go lekko ku górze. Nasze oczy się spotykają, a mnie przeraża głębia tych błękitnych tęczówek. Są hipnotyzujące, a współczucie w nich zawarte dodaje mi otuchy. - Musisz oddychać. - Instruuje, przenosząc dłoń z powrotem na moją rękę. - Skup się na oddechu. - Mówi, dokładnie rozdzielając wyrazy. Jest spokojny i opanowany, jakby codziennie ratował dziewczynki z podobnych opresji.
Biorę głębszy wdech, starając się zrównać swój drżący oddech z jego. Przymykam oczy, by do reszty się uspokoić. Wsłuchuje się w spokojny, rytmiczny oddech chłopaka, aż w końcu paranoiczny lęk mija tak szybko, jak się pojawił, przynosząc ze sobą jedynie zażenowanie i wstyd. Jestem taka żałosna.
- Dziękuje. - Szepczę, otwierając oczy, by móc się lepiej przyjrzeć mojemu wybawcy. Krótkie bląd włosy okalają przystojną twarz, o jasnej karnacji, z tymi niezwykle błękitnymi oczami. Przełykam ślinę, ciaśniej zaplatając dłonie. Byłoby mi o wiele łatwiej znieść swoje upokorzenie, gdybym dokonała go przed jakimś brzydkim trzydziestolatkiem z tytułem doktora. Jednak z moim szczęściem musiałam trafić na chłopaka w moim wieku, z wręcz idealną twarzą.
Blondyn zbywa moje podziękowania lekkim uśmiechem, by po chwili spoważnieć.
- Jak często zdarzają ci się ataki paniki? - Pyta, patrząc mi przy tym w oczy, przez co czuje się lekko onieśmielona. Kuca, więc musi lekko zadzierać twarz w górę, by móc utrzymać między nami kontakt wzrokowy.
Marszczę brwi, próbując zebrać myśli. Analizując to, do czego przed chwilą doszło, faktycznie mógł być to atak paniki, nigdy jednak nie myślałam o tym w ten sposób. Nie przytrafiało mi się to również na tyle często, by naprawdę się tym martwić.
- To... Pierwszy raz. - Kłamię, wzruszając ramionami.
- Nie brzmisz zbyt przekonywająco. Chcesz o tym porozmawiać? - Pyta uprzejmie, siadając obok mnie.
- Nie, nie sądzę. W każdym razie dzięki... za wszystko. - Mruczę, nie patrząc mu w oczy, mimo, że chciałabym zatopić się na powrót w głębi jego spojrzenia. Ta myśl mnie przeraża. Po raz pierwszy odkąd uciekłam naprawdę tęsknie za Zayn'em, wiem, że on by sobie poradził. Ze wszystkim.
- Jasne. - Mówi, nie drążąc tematu. Przez chwilę milczymy, a ja odczuwam irracjonalną potrzebę ucieczki. Znowu. Obecność chłopaka powoli staje się przytłaczająca. - Co się właściwie stało? - W końcu zadaje pytanie, i nie muszę go wcale znać, by wiedzieć, że wiele go to kosztuje, wtrącanie się nie w swoje sprawy. Wiem też, że nie chodzi mu jedynie o atak, chodzi o coś znacznie większego. Przegryza wargę, patrząc na mnie niepewnie, jak gdybym miała zaraz rozpłynąć się w powietrzu, a ja żałuję, że nie potrafię tego zrobić.
- To bez znaczenia. - Mówię szorstko. Nie chcę mieszać obcego człowieka w moją prywatność. - Nie chce być niemiła, naprawdę jestem ci dozgonnie wdzięczna za okazaną pomoc, ale sądzę... - Wacham się, naprawdę nie pragnę go urazić. On jednak oczekuje szczerości, a ja nie mogę mu jej dać, nie potrafiłabym też go okłamać. Tak będzie lepiej. - Sądzę, że powinieneś już iść.
- Nie zostawię cie tak. - Prycha, rozsiadając się wygodniej na ławce. Unoszę brwi, zszokowana jego bojową postawą.
- Słuchaj, jestem ci naprawdę, naprawdę wdzięczna, ale chciałabym zostać sama. - Akcentuje ostatni wyraz, stanowczość tego chłopaka pomału zaczyna mnie irytować. Jakie on ma prawo, zachowywać się w ten sposób? Cieszę się, że mi pomógł, ale teraz powinien uszanować moje zdanie i się najzwyczajniej w świecie odczepić.
- Nie, powiedziałem już, że nie.
- Zadzwonię na policje. - Syczę, celowo ignorując drobną niedogodność, a mianowicie mój brak telefonu.
- Proszę, dzwoń. - Robi uprzejmą minę, wręczając mi przy tym swoją komórkę.
- Dlaczego po prostu nie zostawisz mnie w spokoju? Kodeks harcerza ci na to nie pozwala? - Ironizuje, wysyłając dłonie w powietrze. A pomyśleć, że jeszcze przed chwilą nie chciałam go zranić. Gwałtownie opuszczam nogi w dół, gotowa by odejść od tego natrętnego chłopaka. Moją twarz machinalnie wykrzywia grymas bólu, noga daje o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki chłopak spogląda w dół, a ja mogę przysiąc, że jego oczy rozszerzają się w wyrazie niemego szoku.
- Krwawisz. - Zauważa, delikatnie ścierając kciukiem strużkę krwi, spływającą leniwie po moim udzie. W jego pięknych oczach maluje się przerażenie.
- Najwidoczniej. - Odsuwam się, niepewna swoich odczuć względem niego. Jakaś część mnie naprawdę chciałaby móc mu zaufać, z kolei inna stanowczo temu zaprzecza. Ja sama wiem, że nie mogę tego zrobić i nie potrafię zrozumieć, czemu jeszcze tu stoję.
- Czy... - Chłopak walczy ze sobą, zaciskając na chwilę usta, by zaraz na powrót je uchylić. - Czy ktoś cię zranił? - Pyta, z pochmurną miną wpatrując się w moje udo. - Jeśli tak, to przysięgam, że znajdę i zabije gnoja... - Coś w jego głosie karze mi wierzyć, że naprawdę jest gotów to zrobić. To miłe i niepokojące jednocześnie. On przecież wcale mnie nie zna.
- Nie, to nie tak. - Uspokajam go, posyłając mu lekki uśmiech. - W pewien sposób sama to sobie zrobiłam. Nie przejmuj się, to nic takiego. - Wzruszam ramionami, przyjmując niedbały ton, mimo choć sama nie wierzę w swoje słowa.
- Ta rana jest naprawdę duża, a ja mimo wszystko wątpię byś była masochistką. Proszę, pozwól mi się zawieźć do szpitala, powinien to zobaczyć jakiś lekarz. - Mówi błagalnie, a ja przez moment jestem w stanie mu ulec.
- Nie, nie ma takiej opcji. Nie jestem ani pełnoletnia, ani nawet ubezpieczona, nie mogę tego zrobić. - Wyjaśniam, skubiąc róg mojego rozciągniętego swetra. Nie wiem, po co właściwie mu to mówie, ale to w pewien sposób pomaga. Czuje się spokojniejsza i w pewien niezrozumiały dla mnie sposób wiem, że ten mały sekret będzie przy nim bezpieczny.
- Jak to?. - Marszczy brwi, czekając na moją odpowiedź.
- Wprowadziłam się tu niedawno, nawet bardzo i... po prostu tak wyszło. - Rzucam zwięźle.
- Okej, rozumiem. - Zmarszczka na jego czole wygładza się, ukazując napowrót jego uroczą twarz. To określenie chyba najtrafniej opisuje blondyna. On był po prostu uroczy. - Więc... mam mały pomysł, ale obiecaj, że się nie zdenerwujesz. - Prosi, a jego wzrok co chwila zatrzymuje się na moim udzie. Martwi się, a mi po raz kolejny staje przed oczami postać Mulata. Czy on też się martwi? Czy w ogóle zauważył, że mnie nie ma?
- Jestem otwarta na propozycje. - Rozkładam ręce w wymownym geście, dodając mu odwagi.
- Pojedź ze mną do mnie.
- Żartujesz, prawda? - Śmieje się, będąc pewną głupiego żartu. Skruszona mina chłopaka mówi jednak sama za siebie. - Nie. Nie zrobię tego, nie możesz mnie o to prosić w takiej sytuacji.
- Posłuchaj, mój ojczym jest lekarzem, on mógłby ci to opatrzyć, to byłoby bezpieczne i bezpłatne. - To wyjaśnia jego profesjonalizm przy moim ataku, i naprawdę jestem w stanie mu w to uwierzyć, nie doszukując się żadnych podstępów. Spogląda na mnie wyczekująco.
- Nie, dobrze wiesz, że nie mogę. To miłe z twojej strony, ale już i tak robisz dla mnie zbyt wiele, nie mogę w to jeszcze mieszać twojego ojczyma.
- Po prostu się zgódź.
- Wiesz, że nie mogę. To byłoby wbrew wszystkim zasadom, jakich się jeszcze trzymam. - Szepczę, spoglądając ponuro w oczy chłopaka. Są obłędnie niebieskie i ładnie współgrają z jego rysami twarzy.
- Wydaje mi się, że dziś i tak już przekroczyłaś limit. Nie masz nic do stracenia. - Posyła mi delikatny uśmiech, jednak widząc moją niechętną minę odpuszcza. Z jego ust wydobywa się głośne westchnięcie, gdy przeciera dłonią twarz. Usilnie zastanawia się jak wybrnąć z tej trudnej sytuacji, a ja znów niczego nie ułatwiam. - Więc, może po prostu kupie w jakimś kiosku gaze i wode utlenioną i zrobimy prowizoryczny opatrunek? - Pyta, podnosząc się wolno z ławki.
- Nie. - Kiwam posępnie głową. - Nie możesz na mnie wydawać pieniędzy, nie pozwole ci na to.
- Wcale nie pytam cię o zdanie. - Ucina krótko, mierzwiąc swoje bląd włosy. - Po prostu tu na mnie zaczekaj, okej?
- Jasne. - Mówię, mimowolnie rozkładając wygodniej nogi. Widząc jak chłopak się oddala, dodaje, sama nie będąc pewną po co - Dziękuje.
- Zaraz będę. - Zatrzymuje się, odwracając twarz w moją stronę, i po chwili już go nie ma, a ja na powrót zostaje sama.

Podczas nieobecności chłopaka czas niemiłosiernie się dłuży. Próbuje wymyślić sobie jakiekolwiek zajęcie, by zająć czymś swój mózg i przestać o tym wszystkim myśleć, ale nie potrafie przestać analizować tego raz po raz, nie mogę ot tak przestać myśleć. To wprowadza mnie w obłęd, ale nie daje rady nic z tym zrobić, więc odpuszczam. Po kilkunastu minutach dochodzę do wniosku, że chłopak mnie po prostu wystawił, ale nie mam o to do niego pretensji. Być może sama postąpiłabym tak samo na jego miejscu. Gdy zamierzam odejść moim oczom ukazuje się dobrze znana sylwetka, a na twarz wstępuje delikatny uśmiech. W tym momencie jestem naprawdę wdzięczna Bogu, że się myliłam.
- Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. W sklepie były straszne kolejki. - Wyjaśnia. Jego oddech jest przyśpieszony i wszystko wskazuje na to, że biegł całą drogę. - Masz. - Rzuca w moją stronę paczkę ciastek i soku, które o dziwo udaje mi się nieporadnie złapać. - Pomyślałem, że będziesz głodna.
- Dziękuje, naprawdę nie trzeba było...  - Urywam, speszona tym, że nawet nie wiem, jak ma na imię.
- Niall. - Posyła mi szczery uśmiech, nim przyklęka przy mojej nodze.
- Vanessa. - Drżę, pod wpływem jego sprawnych palców badających fakturę mojego uda. Wie co robi, jestem pewna, że jego ojczym musiał go sporo nauczyć.
- Vanessa. Ładne imię. - Podnosi wzrok by spojrzeć mi w oczy. - Rana nie jest zbyt głęboka, ale przydałoby się szycie. W innym wypadku zostanie brzydka blizna, a tej byśmy nie chcieli. - Mówi rzeczowym tonem, odkręcając butelkę wody utlenionej. - Teraz trochę zapiecze.
- Boje się igieł. Chyba zaryzykuje tą bliznę. - Syczę, gdy Niall polewa moją ranę obficie płynem.
- Nie sądzę, by był to dobry pomysł, ale zrobisz jak zechcesz. - Jego kąciki ust wykrzywiają się w grymasie na moje słowa. Rozrywa zębami małą paczuszkę by po chwili wyjąć z niej biały materiał. Przykłada go ostrożnie do mojej rany, delikatnie przylepiając końce białym plastrem. - I gotowe. - Mruczy zadowolony z siebie.
- Dzięki. - Uśmiecham się najszerzej jak potrafię.
- Może w ramach rewanżu pozwolisz mi się podwieźć do domu? - Sprawnie podnosi się z ziemi, otrzepując dłońmi kolana.
- To niestety nie będzie możliwe. - Wzdycham, przypominając sobie dlaczego się tu znalazłam. Przez chwilę, naprawdę krótką chwilę zdołałam zapomnieć w jak beznadziejnej sytuacji się znajduje.
- Czemu? - Unosi pytająco brew ku górze, jego głos ma podejrzliwą barwę.
- Ja... chyba się zgubiłam, Niall. - Przegryzam wargę, starając się nie patrzeć na chłopaka. Nie powinnam, a jednak czuje się w pewnym stopniu skompromitowana.
- Żartujesz? - Uśmiecha się, a po chwili jego twarz wykrzywia się w grymasie rezygnacji. Teraz już na pewno czuje się skompromitowana. Jak ostatnia idiotka, która zgubiła się w centrum handlowym. - No tak, mogłem się spodziewać. Przyciągasz kłopoty jak magnes.
- Cóż, ciężko się z tym nie zgodzić. - Wzdycham, opierając twarz na dłoniach. - Więc co powinnam zrobić?
- Hm, możemy pojeździć po okolicy, póki sobie czegoś nie przypomnisz, ale... nie chciałbym cię wywieźć jeszcze dalej. - Wzdrygam się na taką możliwość, ta opcja na pewno odpada. - Lub, po prostu od razu pójdźmy na policje? Twoi rodzice pewnie się martwią.
- Nie mieszkam z rodzicami. I nie chce iść na policje. - Wiem, że brzmię jak rozkapryszona księżniczka, ale Niall zdaje się tego nie zauważać. Jest naprawdę wyrozumiały względem mnie, a to tylko udawadnia jak wspaniałym facetem mógłby być.
- W takim razie, jedyne co nam pozostaje to czekać. - Wzrusza ramionami, na całe szczęście nie zagłębiając się w moją sytuacje rodzinną. - Jeśli nikt cię nie znajdzie do wieczora, to pójdziesz ze mną do domu, i rano pójdziemy na ten cholerny komisariat, okej? - Proponuje, a ja po chwili wahania przystaje. I tak nie znajdę lepszego rozwiązania, a wizja spędzenia nocy na ławce w parku wcale nie wydaje się być tak interesująca jak w dzieciństwie.
- Dziękuje Niall. - Przysuwam się w jego stronę i delikatnie szturcham go ramieniem. - Jesteś niesamowity. - Mówię, i faktycznie tak myślę. Chłopak okazał się być moim prywatnym bohaterem i naprawdę boli mnie fakt, że nie będe miała okazji mu się odwdzięczyć.
- Przesadzasz. - Wywraca oczami, a z moich ust wydobywa się chichot. Ciężko pogodzić mi się z faktem, że prawdopodobnie to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Czuje, że mogłabym się z nim zaprzyjaźnić, ale to i tak niemożliwe ze względu na Zayna. Czy to normalne, że boje się jego reakcji nawet na tak normalną rzecz? Moje ciało przechodzi dreszcz na myśl o Brunecie i z miłym zaskoczeniem odnotowuje, że mój blond towarzysz mylnie interpretując moją reakcje. Nałożywszy mi uprzednio na ramiona swoją szarą bluzę, zasunął zamek pod samą szyje, starając się mnie uchronić tym samym od zimna. Zagłębiłam nos w miękkim materiale, a umiarkowany uśmiech rozświetla moją twarz.
Okrycie pachniało subtelnym zapachem perfum, i czymś innym, co bezprecedensowo kojarzyło mi się z nim. Ta był po prostu zapach Nialla. W pewien sposób wyjątkowy i w swoim rodzaju.

Siedzieliśmy w ciszy, ja wpatrzona w profil chłopaka, on- w cudowny zachód słońca. Obejmował mnie ramieniem, co jakiś czas upewniając się, że na pewno jest mi ciepło. Jego delikatne rysy twarzy dodawały mu uroku, wyglądał niemal jak chłopiec.
Siedzieliśmy tu już którąś z kolei godzinę, przez znaczną część czasu milczący, jednak udało mi się poznać kilka szczegółów z życia Nialla.
Urodził się w Mullingar, i przez większą część życia tam właśnie mieszkał, do czasu rozwodu swoich rodziców, bo po tym czasie przeprowadził się wraz z mamą i ojczymem na Florydę, zostawiając tym samym ojca i brata daleko, daleko stąd- w Irlandii.
Ja sama powiedziałam mu o domu dziecka, i Zaynie. Był cierpliwy i wyrozumiały, nie naciskał. Czekał cierpliwie, aż będę gotowa, a ja mu zaufałam.
- Na pewno nie jest ci zimno? - Spytał po raz kolejny tego wieczoru, pocierając lekko moje zziębnięte dłonie. - Jesteś zmarznięta, w dodatku robi się ciemno. Pojedźmy do mnie, teraz to i tak nie ma sensu. Nie chcę byś była przez to chora. Zajmiemy się tym jutro. - Namawiał, starając się brzmieć pogodnie, mimo to, jego głos wystarczająco zdradzał, jak bardzo się o mnie martwi.
- Jeszcze chwilę, proszę. - Wyjąkałam, opadając lekko na bok chłopaka. Byłam zmęczona, głodna, obolała i przede wszystkim zrezygnowana, ale nie mogłam się tak łatwo poddać, nie potrafiłam. Być może byłam naiwna, ale nadal liczyłam na cud. Jeszcze nigdy nie żałowałam tak bardzo żadnej swojej decyzji.
- Vanessa. - Zaczął, uważnie skanując moją twarz. - Nie oszukujmy się. Obydwoje dobrze wiemy, że dziś już nie wrócisz do domu. Dlaczego więc nie chcesz bym zabrał cię do siebie, gdzie będziesz mogła wziąść prysznic i choćby coś zjeść? Nie rozumiem tego. - Pokręcił z dezaprobatą głową, a ja skuliłam się pod naporem jego przenikliwego spojrzenia.
- Boje się Niall. - Wyszeptałam, a w moich oczach zaczęły gromadzić się pierwsze łzy. - Boje się, że gdy stąd pójdę, on już mnie nigdy nie znajdzie. - Mówię, starając się ignorować to, jak żałośnie i dziecinnie brzmię.
- Hej, proszę nie płacz. Przepraszam - Otarł wierzchem dłoni moje mokre policzki, w jego oczach dostrzegłam szczery smutek i skruchę. - Ja cię znalazłem. - Po chwili wahania dodał, zamykając mnie w szczelnym uścisku. Te słowa sprowokowały mnie do wypuszczenia jeszcze większego pokładu łez, a ten obcy mi chłopak, tak po prostu przy mnie był, oferując mi swoje wsparcie, nie oczekując niczego w zamian. Po chwili z nieba zaczęły spadać pierwsze krople zimnego deszczu, zwiastujące prawdziwą ulewę.
- Wracajmy do domu. - Mruknął mi do ucha, chwytając moją dłoń i ciągnąc w stronę ulicy. Nie miałam sił by protestować. Musiałam mu znowu zaufać.

Po dłuższej chwili znaleźliśmy się na ulicy, kierując się w stronę parkingu. Drżałam z zimna, obydwoje byliśmy mokrzy i zmarznięci, Niall zapewne bardziej, zważywszy, że oddał mi bluzę. Wchodząc za róg uderzyłam głową w pierś mężczyzny, który wyłonił się nagle, i praktycznie z nikąd wpadł na mnie. Złapał mnie za ramiona, powstrzymując moje wiotkie ciało przed upadkiem. Jego ruchy były ostre, ale nie agresywne, był rozkojarzony, na pewno nie pijany.
- Przepraszam. - Pisnęłam cicho, rozmasowywując dłonią głowę. Spojrzałam uspokajająco na Nialla, ledwo zauważając go przez ścianę deszczu.
- Nic się nie stało. - Mruknął mężczyzna, odsuwając mnie delikatnie na bok, torując sobie drogę. Podniosłam twarz w górę, by posłać mu kulturalny uśmiech, i sama odstąpić mu miejsca na wąskim chodniku, lecz w tym samym czasie moich uszu dobiegł mój własny pisk. Nawet mimo późnej pory i deszczowej pogody bez trudu rozpoznałam tą zwykle radosną twarz. Moje serce mimowolnie zabiło szybciej a wszystkie troski się ulotniły. Znałam tego mężczyznę w kapturze, ja naprawdę go znałam. I to nie była żadna fatamorgana, to był ON.
- Louis! - Krzyknęłam wspinając się na palce by wtulić się w tors szatyna. Z początku stał niepewnie, łącząc jeszcze fakty, lecz już po chwili jego twarz rozjaśnił wyraz ulgi i nieposkromionej radości. Zakręcił mną w powietrzu, całując uprzednio w głowę.
- Vanessa! O Mój Boże... to naprawdę ty. Jesteś cała? Wszystko dobrze? Na pewno nic ci nie jest?- Zasypał mnie pytaniami, nawet nie czekając na moją odpowiedź. Oparł swoje czoło o moje, próbując unormować oddech. - Nawet nie wiesz jak się martwiłem, jak my się martwiliśmy. Zayn był taki wściekły, chciał dzwonić na policje, i naprawdę, zrobiłby to, gdyby tylko mógł...
- Przepraszam, Lou. Nie chciałam żeby tak wyszło. - Sama nie wiem, kiedy zaczynam płakać.
- Ciii, to już bez znaczenia. - Szepta, całując mnie ponownie w głowę. Stoimy tak przez chwilę w ciszy, aż w końcu Louis dostrzega postać Nialla opierającą się leniwie o ścianę i przyglądającą nam się z nikłym zaciekawieniem.
- To jest Niall. - Chrząkam znacząco, starając się jakoś przełamać napiętą atmosfere, podczad gdy chłopacy mierzą się niechętnie wzrokiem. - Bardzo mi pomógł, i gdyby nie on to... nie wiem co bym zrobiła. - Przyznaje cicho, uśmiechając się nieśmiało do blondyna.
- Dzięki, że się nią zaopiekowałeś. - Burczy Lou, przyciągając mnie zaborczo do siebie, jakby to Niall był tu jakimkolwiek zagrożeniem. Mam wrażenie, że nie dotarło do niego to, co przed chwilą mu powiedziałam. - W każdym razie teraz już nie będziesz nam potrzebny.
- Jasne. Nie ma sprawy. - Syczy sucho, mierząc Lou pogardliwym spojrzeniem. Jego wzrok po chwili mięknie, natrafiając na moje kawowe tęczówki. - Trzymaj się mała. - Posłał mi delikatny uśmiech, po czym cofa się wstecz, nie czekając na moją reakcje. Nie wiem dlaczego, ale w moim gardle już formuuje się gula, a ja mam ochotę pobiec za nim i należycie mu podziękować. Nie zasłużył sobie na coś takiego, zwłaszcza po tym co dla mnie zrobił. Wiem, jestem pewna, że go zraniłam, ale nie mogę już nic z tym zrobić i pozostaje mi jedynie żyć z wyrzutami sumienia, bo jestem prawie pewna, że nigdy więcej go nie zobaczę. Nawet gdybym chciała rzucić się w pogoń za Niallem, to silne dłonie Lou skutecznie mi to uniemożliwiają. Pociągam nosem.
- Dziwny dzieciak. - Rzuca od niechcenia, przeczesując dłonią swoje mokre włosy. Nie odpowiadam nic na to, a w zamian pozwalam mu chwycić moją dłoń i pociągnąć w stronę dobrze już mi znanego czarnego auta należącego do szatyna. - Chodź, jedziemy do domu.

Przez całą drogę powrotną do domu moim ciałem wstrząsają ogromne dreszcze, jestem pewna, że mam gorączkę. Zawsze miałam słabą odporność i nawet nie muszę zgadywać jak bardzo będę chora jutro, bo odpowiedź zawsze będzie brzmieć- bardzo. Martwie się jak Niall się teraz czuje, był w samym t-shircie, a ja nadal mam jego bluzę.
Drugą część mojego mózgu zaprząta zupełnie inne zmartwienie, dosłownie wżerając się w moją i tak już bolącą głowę. Wiem, że muszę o to spytać. Im szybciej to zrobię, tym lepiej.
- Lou? - Szepczę, przykładając dłonie do kratek wentylacyjnych, by ogrzać nieco dłonie. Było mi zimno i gorąco jednocześnie. To zły znak. Chyba naprawdę będę chora.
- Tak, Ness? - Pyta, delikatnie odgarniając mi kosmyk włosów z twarzy. Patrzy na mnie z widoczną troską, nim powraca wzrokiem na pas jezdni. - Dobrze się czujesz?
- Tak, ja po prostu... chciałam o coś spytać. - Mruczę, niepewna czy naprawdę chce poznać prawdę.
- Pytaj o co chcesz. - Posyła mi zachęcający uśmiech, odwracając na chwilę twarz moją stronę.
- Uhm, a więc. Pamiętasz, wtedy, gdy mnie zauważyłeś, wspominałeś coś o tym, że Zayn jest zły. - Odczekuke chwilę, aż Lou potaknie, próbując sobie przypomnieć dany moment. - Jak bardzo jest zły? - Staram się brzmieć pewnie, jednak mój głos zdradza mnie na ostatnim wyrazie zdania. Załamuje się, nie pozostawiając żadmych złudzeń.
- Bardzo. Nie zdziwiłbym się, gdyby cię potraktował tak jak Perry. - Mówi, a ja odruchowo wstrzymuje powietrze, nie wierząc w to co słyszę. Nigdy wcześniej nie brałam pod uwagę tego, że konsekwencją mojej ucieczki może być taka reakcja Zayna, ale to jest prawdopodobne, a ja nawet nie kryje przerażenia.
- Hej, skarbie. - Lou, dostrzegając panikę w moich oczach, próbuje chwycić mnie za podbródek, ale odtrącam jego dłoń. Z jego ust wydobywa się głośne westchnięcie. - Żartowałem. Naprawdę tylko żartowałem. Przepraszam. - Widząc moją niepewną minę dodaje - Jeśli naprawdę boisz się jego reakcji, to wiedz, że będę tam z tobą i dopilnuje by nie stała ci się żadna krzywda. Ze mną nic ci nie grozi. - Mówi uspokajająco akurat w momencie, gdy wjeżdżamy na wielki podjazd.
Wychodzę z auta, moje nogi niebezpiecznie drżą i w tym momencie jestem wdzięczna Louisowi za jego silne ramiona. Podchodzimy do drzwi a ja niepewnie naciskam dzwonek.
Moje serce podchodzi do gardła, gdy drzwi otwierają się z łoskotem, ukazując postać Zayna. Jego twarz wykrzywia grymas gniewu i frustracji, tylko troche złagodzony przez wyraz ulgi. Zwężone oczy wpatrują się we mnie z morderczym błyskiem, a mocno zaciśnięte dłonie wzdłóż tłowia nie wróżą nic dobrego. Jego szczęka jest zbyt ściśnięta, by mógł od tak się do nas odezwać, więc tylko wskazuje głową wgłąb budynku.
Louis nie kłamał. Zayn był bardzo zły. Pytanie tylko, co to dla mnie oznaczało.




Hejj, i jak? :) Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale moje prywatne problemy wymieszały się z tymi szkolnymi, i tymi wyższej natury- brak netu I jakos tak wyszło.
Jutro wszystko wypoprawiam, oboecuje! A na razie ide sie uczyc, piszcie... po prostu wszystko, co chcielibyscie mi powiedziec :p
zycze udanej nocy, pa ;*
+zaczynam pisac na wattpadzie, ta powiesc przenioslam dopiero hmm w 3/10 ale jesli chcecie xobaczyc to wpiszcie difficult love w wyszukiwarke i boom! Byloby mi milo, gdyby ktos wszedl :p
okej, to tyle, pa <3











35 komentarzy:

  1. O w morde jeza! Ta koncowka. Ciekawe co Zayn zrobi. Kurde, swoja droga to musialas akurat teraz przerwac?! Niech to no!
    I mamy nowa postac, Niall. Cos czuje, ze to nie bylo ich ostatnie spotkanie. I Louis taki kochany. Lubie go w tym opowiadaniu chyba najbardziej :)
    Jestem pelna podziwu dla Venessy. Z taka rana, dala sobie rade. No moze z mala a raczej duza pomoca Nialla, ale jednak dala. Dobrze, ze sie odnalazla, juz myslalam ze Niall okaze sie kims zlym hihi. Ale tak sie nie stalo i dobrze, moze zyska przyjaciela?
    Chciałam napisac wiecej, ale jestem w pracy i zaraz dostane ochrzan jak nic hihi, wiec czekam na kolejny z wielka niecierpliwością, jestem tak bardzo ciekawa reakcji Zayna.
    Pozdrawiam Asiek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I boom.. mamy uroczego Nialla xD Rozdział jest genialny i czekam z niecierpliwością na reakcję Zayn'a :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Niall jaki pomocny :) Aż się boję reakcji Zayna :/
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham!. Kocham!. Kocham!. Zajebisty :* Życzę weny <3 Do następnego :* ;>-AGA

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mogę się doczekać kolejnego genialnego rozdziału ♥ mam nadzieję, że będzie szybko, bo naprawdę nie mogę się doczekać :D kocham ciebie za to, że piszesz tak genialne ff jeju ♥ ;-)@bromalikx

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle genialny rozdział, nie mogę doczekać się nexta <3♥♥♥♥♥ ❤@Maliczeg♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże cudowny!!! KOCHAM TWOJEGO BLOGA!!!!! <3 Pozdrawiam @zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie spodziewałam się, ale rozdział wyszedł świetnie ^^ Czekam z niecierpliwością na nexta xx @Mika69_1D

    OdpowiedzUsuń
  9. Łooo takiego czegoś się nie spodziewałam, będę częściej zaglądać na twojego bloga. Każdy rozdział jest genialny, nawet jeśli jakiś jest krótki to cudo !! Czekam na dalszą część ;**<3//Kxx

    OdpowiedzUsuń
  10. PER-FECT ! :D Czekam na nn ;* Weny ^-^x mortajuliana

    OdpowiedzUsuń
  11. Super czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurdę jakie zarąbiste ! Czekam na nexta !! Aby był szybko !!--ANGELA

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku zajebiste
    *-*
    Czekam.na kolejny, fajnie jakby sie pojawił jak najszybciej
    Kochaaaam <3Karolina <3

    OdpowiedzUsuń
  14. jejku, jak zwykle wspaniałe. Rozdział czyta się strasznie lekko i niesamowicie wciąga, aż przeczytałam go kilka razy! Piszesz naprawdę uroczo i nie z niecierpliwością czekam na kolejny, który mam nadzieję pojawi się niebawem.
    Ściskam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww *___*
      jeju mam mętlik w głowie hihi nie mogę się już doczekać kolejnego no:**,ciekawe co będzie w następnym bo ten był boski oczywiście jak zawsze i wgl aghjdhsksb *,* kocham to <33@nxd69

      Usuń
  15. Niall bohater! <3 To naprawdę urocza postac, ale wciaz zastanawia mnie, co nim kierowalo, ze byl az taki pomocny. To naprawde bylo takie bezinteresowne z jego strony, czy ja już wszędzie wietrzę intrygi? xD
    Świetny rozdział i już czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem tak szczesliwa ze az nie wiem co napisac. Poczekaj chwilke musze sie skupić.Wszystko jest tak spójne. No już nie wspomnę o fabule idealnie Weja

    OdpowiedzUsuń
  17. Koooochaaaam ♥♥♥ dalej poproszę

    OdpowiedzUsuń
  18. WYBACZ ♥
    KOCHAM CIĘ ZA TEN ROZDZIAŁ!
    KOCHAM CIE ZA TEGO BLOGA!
    KOCHAM CIĘ ZA TO < ŻE PISZESZ COŚ TAK WSPANIAŁEGO!
    Jesteś Wielka!!! ♥♥
    Koffam i czekam na nn^^

    //Tami G.

    OdpowiedzUsuń
  19. Matko kochanie jesteś genialna uwielbiam tobo. Masz wielki talent <3 puszesz genialnie wszystko jest. Przemyślane. Nue mogę się doczekać nexta: *NELLLA

    OdpowiedzUsuń
  20. Kocham x100000
    Odgadłam ze to Niall pojawi sie w tym rozdziale ♡ uwielbiam go ibardzo ci dziekuje za to ze go tu umiescilas :) do nexta kochana i zycze weny! :* :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Życzę weny.
    I zapraszam do mnie:
    http://krol-lasu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam dwa pytania ,ale najpierw powiem coś.Awww cudooooooooooooo! To jest najlepszy blog ever .Kocham cie ,po prostu uwielbiam.Kiedy kolejny rozdział? Powiedziałaś ,że zaczynasz pisać na wattpadzie wiec chciałam się spytać cię czy nadal będziesz też tu pisać.Będziesz? Jeśli tak to cudownie ,jeśli nie to chciałabym cię bardzo poprosić byś tu też pisała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, dziękuję! to takie urocze *-*
      Hm, kolejny rozdział. .. powiedzmy, że jestem w trakcie :D
      jasne, że będę tu pisać. Po prostu myślałam nad pisaniem jeszcze kilku innych ff, i nie wiem, czy ich nie pisalabym już tylko na wattpadzie, ale szczerze wątpię, bo w ogóle mi to nie podchodzi, ugh :/

      Usuń
  23. Ciekawi Cię, co się stanie, gdy jeden czyn zaważy na życiu młodego człowieka? Jedno wydarzenie może zmienić wszystko na gorsze. Jeśli tak, koniecznie musisz odwiedzić Zastępcę (wystarczy kliknięcie na tytuł, żeby przenieść się na odpowiednią stronę). Jest to opowiadanie, w którym przeważają sceny przepełnione krwią, ale zdarzają się również inne wzloty. Nic tu nie jest tak, jak powinno być. Ludzie znikają, umierają lub odchodzą, ale zastępca zostaje do samego końca.
    Serdecznie zapraszam,
    dajmond

    OdpowiedzUsuń
  24. rozdział ekstra. A co do tego, że wczoraj dowiedzieliśmy się, że Zayn Malik chce odejść ze zespołu to podobno, że Perrie Edwards go zdradzała dlatego chce odejść

    OdpowiedzUsuń
  25. Tylko, że. .. on przecież już odszedł- to po pierwsze.
    A po drugie to Perry go nie zdradzała. Zayn po prostu chce żyć jak zwykły 22 letni chłopak- to są jego słowa :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziennikarze jeszcze bardziej się go uczepią bo będą chcieli wiedzieć co z nim się dzieje a poza tym jak chcuał normalnego życia to po co poszedł do X-factor ,a teraz dodatkowo wydał singiel to bez sensu

      Usuń
    2. Zresz taą po 3 godzinach jak on ogłosił że odchodzi samobójstwo popełniło 165 directioners a po 3 dniach ok.1700

      Usuń
    3. To o samobójstwach nie jest potwierdzone :)
      No tak, zgadzam się, trochę bez sensu postąpił, ale szanuje jego decyzje
      a nowy rozdział już się pisze, ot co! ; D

      Usuń
    4. Też szanuje jego decyzje i współczuje mu bo ja bym nie dała rady żyć ze świadomością że ktoś przeze mnie odebrał sobie śycie(bo napewno było tych fanek troche)

      Usuń
  26. Cześć ☺ Zostałaś nominowana do Liebster Awar, zajrzyj tutaj po więcej informacji : impossible-love-onedirection.blogspot.com

    Co do Twojego bloga JEST WSPANIAŁY. Uwielbiam to opowiadanie. Taki kochany Niall...♥ ☺ Czekam na next i pozdrawiam :* ~ Ann.

    OdpowiedzUsuń
  27. Odpowiedzi
    1. Przepraszam, po odejściu Zayna jestem rozdarta wewnętrznie i ciężko mi się zająć pisaniem :(
      Postaram się dodać kolejny rozdział w tym lub przyszłym tygodniu!

      Usuń
  28. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, sama mi go proponowałaś po tym jak zawiesiłaś tamtego, mam nadzieje że chociaż ten zostanie, nie przestawaj pisać, jesteś najlepsza :D
    Pozdrawiam, Klaudia :)

    OdpowiedzUsuń