wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 8


Przełykam głośno ślinę. W pomieszczeniu panuje głucha cisza. Odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że każdy tylko czeka na moją reakcje.
- Jestem Vanessa. Miło mi cię poznać. - Kłamię, niezręcznie potrząsając dłonią blondynki. Z trudem hamuje mimike twarzy, gdy wyczuwam gorzki posmak alkoholu z ust dziewczyny. To takie przewidywalne.
- Oh, nie trudź się. Wiem, Kim jesteś. - Marszczę brwi, zbita z tropu. Gdyby wiedziała kim jestem, nie byłaby zła na Zayna. Raczej oczarowana jego szlachetnym postępkiem. Mulat zgodził się zaopiekować sierotą, to dla innych zawsze jest COŚ wielkiego. Blondynka puszcza moją dłoń, by wycelować we mnie palcem. - Doprawdy Zayn. To jest to dziecko, które masz niańczyć? - Pyta z drwiną w głosie, kolejny raz wywołując u mnie stan dezorientacji. Czuje się nieswojo, wręcz żałośnie gdy spogląda na mnie w ten protekcjonalny, oskarżycielski sposób. Patrzy na mnie z pogardą, nawet nie starając się ukryć, za jakie dno mnie ma. To tylko sprawia, że czuje się gorzej. - Wygląda zadziwiająco dojrzale, nie sądzisz? - Jej wzrok jest zamglony, pełen żalu. Dopiero teraz to dostrzegam. Wygląda, jakby bardzo cierpiała. Przez moment zastanawiam się, czy to przez Zayna, ale szybko przestaje. To nie jest moja sprawa. I tak  coraz bardziej się w tym wszystkim gubię, nie powinnam tego jeszcze bardziej komplikować.
- Perry, odpuść. - Warczy Mulat, przecierając dłonią twarz. Zachowuje się z rezerwą, błądząc obojętnym wzrokiem po blondynce. Mam ochotę się uśmiechnąć, to tak bardzo w jego stylu, zachowywać się w ten sposób.
- Nie Zayn. Bo kiedy ty mówisz mi, że z nami koniec, ponieważ musisz wychować jakąś małą, słodką dziewczynkę, ani słowem nie wspominasz, że ma ona co najmniej piętnaście lat! - Zabawna ironia. Jej twarz staje się coraz czerwieńsza, podczas gdy moja coraz bardziej blednie. Wymachuje dłońmi, a ja próbuje się powstrzymać od wodzenia wzrokiem za jej krwistoczerwonymi paznokciami, które jeszcze kilka sekund temu wbijała boleśnie w moje ciało. To działa jak płachta na byka.
- Skąd mogłem to wiedzieć, do cholery?! Joseph nigdy nie powiedział mi ile lat ma jego pieprzona córka. Dowiedziałem się o tym dopiero w domu dziecka. - Zayn podnosi głos, jest sfrustrowany. Naciska palcami nasade nosa, zabieg mający na celu pewnie uspokojenie go.
Gdy dociera do mnie gorzka prawda tych kilku prostych wyrazów moje serce staje w miejscu. Gula, powstała w moim gardle, utrudnia oddychanie. Mam wrażenie, że kurczę się w sobie, znikam. Zabolało mnie to bardziej, niż mogłabym przypuszczać.
Mały, nic nie warty śmieć. Oto, za co cie mają. - Krzyczy podświadomość.
Czuje mocny uścisk na ramieniu, palce Lou praktycznie wybijają się w moją skórę. Zastanawiam się, czy stara się uspokoić mnie, czy raczej siebie. Podnoszę głowę, by spojrzeć mu w oczy. Jest zdenerwowany a mimo to posyła mi pokrzepiające spojrzenie. On sam nie chce uczestniczyć w tej kłótni, jest tu chyba tylko dla mnie. Dzięki temu nie czuje się aż tak samotnie.
- Oczywiście, Zayn. Oczywiście. Nie wiedziałeś. - Głos Perry jest przesiąknięty sarkazmem. Opiera się z nonszalancją o stół. Odczuwam ukłócie zazdrości. Ma w sobie wdzięk, którego ja nigdy nie będę mieć. - Powiedz mi, już zacząłeś pieprzyć tą małą dziwke, czy może czekasz do dnia jej pełnoletności? - Krztusze się, słysząc te słowa. Jej wypowiedź jest przesiąknięta ironią i mimo chodź wiem, że są to nic nie znaczące słowa pijanej, zranionej dziewczyny robi mi się niewyobrażalnie przykro.
Zapada głucha cisza, słychać tylko nasze nierówne oddechy. Spodziewam się, że Mulat zaraz każe jej wyjść, lub sam ją z tąd wyrzuci, ale to co zaraz ma się stać nie mieści mi się w głowie. Ręka chłopaka z siłą uderza w policzek Perry, pozostawiając na jej gładkiej skórze czerwony ślad. Słyszę pisk a zaraz potem cichy szloch i jestem przekonana, że należy on do dziewczyny, póki nie słyszę głosu Lou nad uchem.
- Ciii, nic się nie stało Ness. Zasłużyła. - W tej chwili uświadamiam sobie dwie rzeczy. To mój płacz. Oraz to, że nie chce już stać w objęciach szatyna. "Zasłużyła sobie" brzmi tak nieludzko i nie na miejscu w tej sytuacji, że przez chwile mam wątpliwości czy ten z pozoru miły chłopak się nie przejęzyczył. Ale to jego słowa, a zdeterminowany wyraz twarzy tylko potwierdza fakt, że właśnie to na myśli miał Louis. Wzdrygam się i próbuje odsunąć, ale chłopak trzyma mnie mocno w talii. Po chwili odpuszczam.
- Nie waż się tak o niej mówić. - Ciszę przerywa głos Malika, jest zachrypnięty i brzmi w możliwie najbardziej złowieszczy sposób. Wzdrygam się na jego brzmienie. - A teraz wyjdź. - Kolejne słowa brzmią już normalnie, wręcz spokojnie. Dokładnie to cechuje jego postawę. Mieszanka znudzenia i obojętności.
- Chciałbyś być taki jak Joseph, ale nie dorastasz mu nawet do pięt. Wy nawet nie jesteście rodziną, prócz tego, że prawdopodobnie jej ojciec pieprzył twoją matkę. - Zauważa, pocierając lekko czerwony policzek. Na jej zmęczonej twarzy powoli zaczyna pojawiać się pierwsza opuchlizna. Szczęka Zayna zaciska się w sposób wręcz alarmujący o tym, jak bardzo jest wkurzony. Trafiła w jego słaby punkt i dobrze o tym wie. Nawet ja to zauważyłam. Ironiczny uśmiech znów zniekształca jej twarz, niczym maska. Nie zamierza odpuścić, a rosnący gniew Mulata przynosi jej satysfakcję.
Zaczynam drżeć z gniewu, gdy pojmuje w całości jej słowa. Ta obelga nie miała obrazić Zayna, była skierowana prosto we mnie. W moją rodzinę.
- Mój ojciec nigdy nie zdradził matki! - Krzyczę, nie panując nad szlochem. Ta sytuacja mnie przerasta, wydarzenia przytłaczają i jedyne czego pragnę to stąd wyjść. Gdyby nie Lou już dawno bym to zresztą zrobiła. Wszystko byleby tego nie słuchać.
- Oh, widzę, że nic jej nie powiedziałeś Zey. A to przecież taka ciekawa historia. Gdyby się to inaczej potoczyło, może moglibyście być taką przyszywaną rodzinką. - Chichocze. Przemawia przez nią zbyt wiele alkoholu, widzę to po jej coraz bardziej nieporadnych ruchach, oraz coraz bardziej plączącym się języku. Ledwo można rozróżnić poszczególne wyrazy. Spoglądam z żalem na Mulata. Jego dłonie trzęsą się w wymowny sposób. Furia przysłania mu kontrolę nad swoim ciałem.
- Nie powiedziałeś mi Czego? - Mój głos jest cichy, ale stanowczy. Nic z tego nie rozumiem. Byłam pewna, że jesteśmy rodziną. Potrzebuje natychmiastowych wyjaśnień, inaczej mój jedyny, trwały i zawsze pewny most runie. Zawsze wierzyłam, że miałam idealną, szczęśliwą rodzinę. Nie potrafię uwierzyć, że mogło być inaczej.
- Wypierdalaj. Słyszysz?! - Wstrzymuje oddech, gdy chłopak podchodzi do dziewczyny i łapie ją mocno za ramiona. Na miejscu Perry byłabym przerażona, ale na jej twarzy nie widać cienia strachu. Zastanawiam się, czy to przez alkohol, czy raczej przyzwyczajenie. - Wypierdalaj! - Ostatni raz krzyczy, nim siłą ciągnie ją za drzwi. Nie czekam co wydarzy się dalej, nie chce tego widzieć. Wyrywam się szatynowi z uścisku i biegnę jak najdalej stąd. Łzy moczą mój podkoszulek, ale zupełnie o to nie dbam, gdy zatrzaskuje za sobą zamek w łazience, bo tylko tam tak naprawdę mogę się zamknąć. Wkładam w  otwór klucz, na wszelki wypadek, gdyby Zayn miał zapasowy. Kładę się na zimnej posadzce, ignorując wołania chłopaka. Dobija się do drzwi, krzycząc moje imię. Naprawdę lubię Louisa, i nigdy nie chciałabym go celowo ignorować. Wiem, że robi to wszystko z zwykłej troski, ale w tej chwili mnie to nie obchodzi. Chcę tylko, żeby przestał pukać w te cholerne drzwi i wołać moje imię. Od hałasu zaczyna boleć mnie głowa. Po kilku minutach zrezygnowany odchodzi. Zastanawiam się nad tym, gdzie jest Zayn. Ciekawi mnie, ile czasu pozwoli mi spędzić w tej łazience, nim siłą wyważy zamek.
W myślach ciągle odtwarzam jeden i ten sam moment. Uderzył ją. W taki sam sposób może uderzyć i mnie. Nie mogę uwierzyć, że był w stanie to zrobić. Nawet jeśli mówiła to, co mówiła, i tak nie powinien podnieść na nią ręki. Jestem przerażona tym, co widziałam i nie potrafię przestać tego rozpamiętywać.
W tym momencie nie jestem w stanie nawet myśleć o tym, że prawdopodobnie to, w co wierzyłam przez całe moje życie, to złudne kłamstwo. Mój ojciec zdradził mamę. Z mamą Malika. Kim jest więc dla mnie Brunet, i czemu wziął mnie pod swoje skrzydła? W tej chwili nie potrafię uwierzyć w jego bezinteresowność. Nie potrafię uwierzyć już w nic. Coś musiało go do tego pchnąć. Zemsta, złość, żal. Cokolwiek, ale na pewno nie bezinteresowna pomoc. Jemu na mnie przecież nie zależy.
Nie czekam, aż Mulat wejdzie na górę. Nie chce go po tym wszystkim widzieć. Nawet jeśli zaszczyciłby mnie jakimikolwiek wyjaśnieniami, nic nie jest tego warte. Niewiele myśląc otwieram okno i  nieporadnie schodze w dół, raniąc nogę o ostry kant rynny. Wycieram stróżkę krwi o sweter i rozglądając się na boki, wybiegam na ulicę. Jedyne czego pragnę, to zniknąć. Nie dbam o to, co myślą o mnie ludzie, których mijam. Po prostu chce zniknąć, więc biegnę jak najdalej potrafię.




Okej, rozdział 8 za nami, paraparara!
Mam małe pytanko. Wolicie, gdy piszę w ten sposób, jak teraz, (w sensie czas teraźniejszy) czy raczej mam pisać tak, jak inne rozdziały dotychczas?  :p
Liczę, że pomożecie mi wybrać.
Piszcie jak wam się podoba, i co myślicie.
Ma jużm pomysł na następny rozdział,  taką mini wizję w głowie, i zaczynam pisać już dziś, więc następny na pewno pojawi się wcześniej :p
Tego oczywiście nie sprawdzałam, bo wydaje mi sie i tak kiepski, więc przyjmę słowa krytyki na klatę!
+ mały bonusik. W następnym rozdziale pojawi się nowa postać, zgadnijcie kto  ^^
Okej, więc do następnego.  Buziaki, pa!  :*
Aaa i jeszcze dziękuję za komentarze, kochaaam was za to, jak mili i wyrozumiali jesteście!
Możecie mnie też pytać na asku, to chyba naprawdę ostatnie, co chce wam powiedzieć.

30 kom=nowy rozdział