sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 7


- Posłuchaj Vanessa. - Westchnął, masując skronie. - Naprawdę chce, by było ci tu dobrze i naprawdę się staram. Chce zbudować między nami dobrą relacje, ale nie zrobię tego sam. - Przejechał kciukiem w stronę mojego uda zatrzymując dłoń tuż przy szlufkach. Czułam się nieswojo, gdy mierzył palcami odległość do zamka moich spodni. Chciałam by w końcu przestał. - Musisz mi w tym pomóc. - Posłał mi pusty uśmiech; jego wzrok zdawał się być martwy. Skuliłam się w sobie. 

Byłam przerażona zachowaniem chłopaka, i nie wiedziałam, a może nie chciałam wiedzieć, do czego on zmierza. Jego dotyk był subtelny, ale stanowczy. Badał palcami powierzchnie moich ud, coraz bardziej i nachalniej zmierzając ku zamkowi moich spodni. Zacisnęłam mocno uda. Jego kąciki ust uniosły się w górę. Nie miałam odwagi, by spojrzeć mu w oczy, mój wzrok utkwiłam na moich drżących dłoniach i naprawdę wiele kosztowało mnie, by przenieść go na jego szczękę. Chyba nie powinnam tego robić, bo jego pewny siebie uśmieszek tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że chłopak naprawdę robi to świadomie. Powoli ogarniała mnie panika.

Mulat umieścił jedną dłoń na moim obojczyku i obrysował jego kształt. Oddychałam płytko, a moje ciało delikatnie drżało. Nie to miałam na myśli gdy pragnęłam lepiej go poznać. Nie byłam dzieckiem, by nie dostrzegać w tym nic złego. Bo to było złe. A ja bałam się to przerwać. Zayn nie znosił sprzeciwu. Moje ciało spięło się do granic możliwości, gdy jego dłoń wsunęła się powoli pod materiał moich krótkich spodenek. Tego było za wiele.
Wyrwałam się spod jego uścisku i prawie podbiegłam w stronę drzwi. Dopiero teraz spojrzałam mu w oczy. Były zbyt ciemne, z powiększonymi źrenicami. Jego piękną twarz wykrzywiał grymas niezadowolenia.
- Naprawdę doceniam twoje starania, to Naprawdę miłe, że chcesz między nami dobrych relacji. Jestem za, Naprawdę to popieram. To... Naprawdę świetny pomysł. - Mówiłam od rzeczy, zbyt szybko wypowiadając słowa. Zdałam sobie sprawę, że brzmię niedorzecznie.
Przełknęłam głośno ślinę. - Jestem głodna. Zjedzmy śniadanie. - Mój głos brzmiał błagalnie, ale nie potrafiłam tego zmienić, zbyt bardzo bałam się jego reakcji. 
Chłopak był widocznie zły. Oddychał ciężko przez nos, a usta zaciskał w cienką linie. Przez moment miałam wrażenie, że wstanie i zrobi mi krzywdę. Bez trudu mógłby mnie uderzyć, nikt by się o tym nawet nie dowiedział. Naprawdę byłam przerażona. Cała ta sytuacja nie powinna mieć miejsca, a on musiał o tym wiedzieć. Po prostu musiał. 
Przez chwilę naprawdę żałowałam, że mu przerwałam. Trwało to jednak tylko kilka sekund. Po tym czasie Malik ochłonął i znów przybrał wystudiowany, wręcz znudzony wyraz twarzy i lekko skinął mi głową. Tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło.
- Chodź, pokaże ci przy okazji resztę domu. - Wstał i ujmując mnie pod łokieć poprowadził przez korytarz w dół schodów. Byłam w szoku, wszystkie wydarzenia sprzed chwili ciążyły w mojej głowie, i potrzebowałam wyjaśnień. Chciałam by Zayn ze mną porozmawiał. On jednak zachowywał się tak, jakby nic się nie stało, podczas gdy ja sparaliżowana strachem z trudem pozwoliłam mu się prowadzić,bo moje ciało jeszcze drżało na wspomnienie jego wcześniejszego dotyku. - Tu jest salon, tu łazienka; na górze są jeszcze trzy. Możesz z nich korzystać. Tu jest moja sypialnia, a tam. Tam jest kuchnia. - Przybrał rzeczowy ton głosu, pokazując po kolei pary drzwi, które usilnie próbowałam zapamiętać. Ten dom był naprawdę wielki. - Jest tu jeszcze kilka pokoi gościnnych, strych i oczywiście piwnica, ale to bez znaczenia. Zapamiętasz? - Złapał mnie za ramiona, schylając delikatnie twarz, by spojrzeć mi w oczy. Byłam zdezorientowana jego zachowaniem. Znowu.
Ciągle zachowywał się tak, jakby tamto zajście nie miało miejsca, i ja sama zaczynałam wątpić, czy moja wyobraźnia nie posuwa się zbyt daleko. Przecież ten stanowczy i profesjonalny człowiek nie dotykał by mnie w ten sposób. Nie mógł by.
- Jasne. - Pokiwałam drętwo głową. Czułam się trochę jak Mary Lennox, bohaterka powieści "Tajemniczy ogród". Tylko Zayn nie do końca wpasowywał się w postać pana Cravena. 
- Więc skoro wszystko mamy wyjaśnione, chodźmy zjeść to śniadanie. - Mruknął, na wpół rozbawionym głosem, a ja podświadomie wyczułam, że jego dobry humor wrócił tak szybko jak zniknął. Odetchnęłam z ulgą. Teraz na pewno będzie już dobrze.


Oparłam ramiona na wyspie kuchennej podziwiając jak Zayn robi jajecznice.
Jajecznice, bo podobno tylko ją umiał. Nie byłam do końca pewna, czy chłopak aby na pewno mówił prawdę, bo spoglądając na jego nieporadne ruchy przy kuchence można było odnieść zupełnie inne wrażenie.
Zachichotałam, gdy kolejna skorupka całkowicie przypadkiem wylądowała w misce. Sytuację z rana zepchnęłam w najgłębszy kąt mego umysłu. Ważne, że teraz zachowywał się normalnie; w sposób w jakim zdążyłam się już zakochać.
- Cholera. - Zaklął, przeczesując dłonią poplątane włosy. - Inaczej zaplanowałem sobie to śniadanie.
- Przestań. Całkiem dobrze się bawię patrząc na to. - Z udawaną powagą skarciłam Mulata, nieudolnie powstrzymując śmiech. Brunet posłał mi kwaśny uśmiech, praktycznie nie odrywając wzroku od żółtawej masy w półmisku. - Oh, daj mi to. Nie mogę dalej patrzeć jak rujnujesz ten piękny posiłek. - Odepchnęłam biodrem chłopaka, i wyciągając mu z dłoni drewnianą łyżkę poczęłam ratować wodnistą substancje. Malik w odpowiedzi teatralnie westchnął i ułożył podbródek na moim ramieniu a dłońmi objął mnie w talii. Przez chwilę staliśmy tak w milczeniu; ja gotowałam, a Zayn z uwagą śledził każdy mój ruch.
- Naprawdę nie wiem jak ty radziłeś sobie, gdy mieszkałeś sam...- Przerwałam ciszę, przelewając masę jajeczną na patelnie.
- Istnieje coś takiego jak "Pizza na telefon", kocie.
- Niee, nie wierze, że jadłeś tylko pizze. - Potrząsnęłam przecząco głową. - To niemożliwe.
- Masz racje. Czasami zamawiałem chińszczyznę. - Uroczy śmiech wypełnił pomieszczenie mieszając się z moim. Jego zarost drapał moje ramię, ale było to zadziwiająco przyjemne.
- To okropne. Faceci powinni obowiązkowo przechodzić kurs gotowania. - Przełożyłam gotową już jajecznice na dwa talerze i uwalniając się z objęć Zayna ułożyłam to, jak i resztę naszego śniadania na stole.
- Nie sądzę, by był mi teraz potrzebny. Wygląda pysznie.- Pocałował mnie w czoło i rozpoczął posiłek. Wywróciłam oczami. Przesadzał. To była tylko jajecznica. Mimo to uwielbiałam sposób, w jaki mnie chwalił.
- Smacznego. - Posłałam mu szeroki uśmiech, nim sama zaczęłam jeść.

Po skończonym posiłku Zayn posprzątał ze stołu całkowicie ignorując moje szczere chęci pomocy mu. Uniósł mnie na ręce i bezceremonialnie posadził na wyspie kuchennej. Zrobiłam naburmuszoną minę, jednak odpuściłam.
Siedziałam więc i podśpiewując jakąś wesołą melodie obierałam powoli mandarynkę.
- Wiesz, naprawdę mogłam ci w tym pomóc. - Rzekłam, gdy Brunet wkładał ostatni talerz do zmywarki.
- Nawet nie zaczynaj... - Teatralne westchnięcie wydobyło się z jego pełnych warg.
- Ej! - Pomarańczowa skórka wylądowała na wręcz idealnej twarzy chłopaka. Zaśmiałam się z wyrazu twarzy Zayna. Wiedziałam, że mi tego nie daruje. Nim jednak chłopak zdążył jakkolwiek zareagować w drzwiach pojawiła się znana mi już postać. Zeskoczyłam z blatu.
- Nigdy nie pukasz, Tomlinson? - Mulat odłożył kraciastą ścierkę, wymownie patrząc na Louisa. Chłopak ubrany był w zwykły t-shirt i spodnie, ale nawet w tak prostym stroju robił oszałamiające wrażenie. Jego zmierzwione włosy, ostre rysy szczęki  i niesamowicie rozbudowana klatka piersiowa w zaskakujący sposób dodawały mu uroku i tworzyły spójną całość jego wizerunku. Był przystojny, nawet bardzo, ale to jego charakter i pewność siebie najbardziej mnie onieśmielały. 
- Nie, ale też się ciesze, że Cię widzę, Zey. - Zabawnie poruszył brwiami, wysyłając w powietrzu całusa Zaynowi.
- Jesteś żenujący. - Brunet wywrócił oczami.
- Vanessa, miło Cię widzieć! - Ku mojemu zdziwieniu, Louis objął mnie w pasie i oparł podbródek na mojej głowie, całkowicie ignorując uwagę Malika. - Boże, jesteś taka malutka.
- Mi ciebie też, Lou. - Oddałam uścisk, sunąc palcami po jego pasiastym podkoszulku. - Ty za to jesteś wielki. Zbyt wielki.
- Mógłbyś łaskawie przestać ją obmacywać, Louis? Opieka społeczna raczej nie byłaby zadowolona. - Na słowa Zayna moją twarz pokrył krwistoczerwony rumieniec, nawet pomimo tego, że zdawałam sobie sprawę, że był to jedynie specyficzny żart.
- Nie bądź zazdrosny, Zey. - Szatyn wywrócił oczami, spuszczając dłonie z mojej talii. - Macie jakieś plany na dzisiaj?
- Zakupy. Vanessa potrzebuje... Właściwie to wszystkiego do nowej szkoły.
- Szkoły? - Mój głos zabrzmiał niepewnie. Nie byłam gotowa by rozpocząć naukę w nowym miejscu. Oczywiście wiedziałam, że kiedyś to będzie musiało nastąpić, ale sądziłam, że otrzymam trochę czasu by się tu zaaklimatyzować.
- Tak. Powinniśmy też kupić ci jakieś ubrania i mundurek szkolny. - Brunet, nawet jeśli zdawał sobie sprawę, że się stresuje, nie dał tego po sobie poznać. Odkąd go poznałam zawsze pytał, gdy wyczuł, że coś jest nie tak i byłam naprawdę zdziwiona, że nie drąży tematu. Ciekawiło mnie, czy to przez wzgląd na szatyna, a może po prostu ma mnie dość. Miałam nadzieję, że to pierwsze.
- Nie cieszysz się. - Louis powiedział ostrożnie, spoglądając ukradkiem w stronę Zayna. Próbowałam sobie wmówić, że nie zauważyłam wymiany ich porozumiewawczych spojrzeń.
- Cieszę. Po prostu trochę się tym wszystkim stresuje. - Przyznałam nie do końca szczerze. Wolałam zachować dla siebie to, jak bardzo wolałabym uczyć się na przykład w domu. Zdawałam sobie sprawę, że mam duże braki w nauce i pewnie nie zdążę wszystkiego nadrobić, zawale semestr  w dodatku inni uczniowie będą mnie traktować jak wroga, w najlepszym razie jak jakieś dziwadło.
- Nie martw się. Początki zawsze są ciężkie. - Szatyn posłał mi uroczy uśmiech. -To dobra szkoła prywatna. Szybko się tam zaaklimatyzujesz.
- Wiem, jest okej. - Spojrzałam pośpiesznie na Mulata, chcąc sprawdzić czy mi uwierzył. Mimowolnie zadrżałam, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Rozchylił wargi by coś powiedzieć, jednak przerwał mu donośny dzwonek do drzwi. Podskoczyłam w miejscu, na ten przeszywający dźwięk, dając tym samym Louisowi powód do śmiechu. To odrobinę rozładowało napiętą atmosferę.
Zayn wyszedł z kuchni, a ja jak głupia wpatrywałam się w jego znikający tors. Słyszałam jak otwiera drzwi, jednak nie sposób było wyłapać dźwięków rozmowy. Nie chciałam podsłuchiwać, ale wolałabym się jakoś przygotować przed poznaniem kolejnych przyjaciół Bruneta.
- Macie coś do jedzenia? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Szatyna i zajęło mi trochę czasu nim pojęłam o co mu chodzi. 
- Uhm, na patelni powinna być jeszcze jajecznica. - Wzruszyłam ramionami, patrząc jak Lou grzebie w lodówce. Musiał bywać tu często, bo orientował się tu lepiej niż ja, co zresztą i tak nie było trudne.
- Wygląda zjadliwie. - Potarł swój podbródek, przyglądając się zawartości naczynia. - Gotowałaś?
- Tak... Tak jakby. - Moją twarz z niewiadomych przyczyn pokrył rumieniec na wspomnienie przygotowywania tego posiłku wraz z Malikiem. 
- Cóż ... - Jego słowa zagłuszyły odgłosy kłótni. Dwa podniesione głosy nieustępliwie zmierzały w naszą stronę. Spojrzałam zdezorientowana na Louisa, który nagle znalazł się tuż obok mnie, otaczając mnie swoim ciepłym ramieniem niczym tarczą. Wiedziałam, że wie, o co tu chodzi, a jednak nie mówił nic. Dawał mi jedynie wsparcie, w postaci mocnego uścisku i ciepłego oddechu muskającego moje ucho i szyję. Wiedział, że będę tego potrzebować o wiele szybciej niż ja sama. 
- Nawet. Się. Kurwa. Nie. Waż. - Słyszałam ostry i nieprzyjemny głos Zayna. Odruchowo się spięłam, zaciskając dłonie na podkoszulku chłopaka obok, który w odpowiedzi potarł uspokajająco moje ramię. - Po jaką cholerę w ogóle tu przyszłaś?
- Oh, Zayn. Chce tylko ją zobaczyć. - Przesłodzony damski głos rozległ się tuż za drzwiami. Wstrzymałam oddech, podświadomie przeczuwając najgorsze. 
Drzwi rozwarły się z głośnym hukiem, ukazując niską blondynkę z kolorowymi pasemkami. Posłała mi cierpki uśmiech, zmierzając w moją stronę pewnym krokiem. 
Wyciągnęła w moją stronę drobną dłoń, czekając aż podam jej swoją. Jej krwistoczerwone paznokcie od razu wbiły mi się w skórę, raniąc moją rękę. 
- Jestem Perry. 





Okej. A więc po 1. 
Przepraszam, że taki krótki, taki beznadziejny, tak długo czekaliście.
Naprawdę nie mam czasu teraz pisać, i dodaje rozdziały kiedy mogę, ale nigdy nie obiecywałam, że będą one wcześniej niż raz w miesiącu. 
Po 2. Dziękuje za wspaniałe komentarze! I te miłe, i te krytyczne. 
+ Na prośbę anonima mamy tu więcej dialogów, yuhu! 
Iii chcę naprawdę podziękować, za kilka wspaniałych komentarzy, które dosłownie łamią moje serceee, bo są naprawdę przewspaniałe <3 Dziewczyny, dziękuje! Tylko szkoda, że z anonima :/ 
Może mogłybyście się podpisywać? Byłabym wdzięczna :p
a tu oto ask tego ff! Zadawajcie tu swoje pytania odnośnie właśnie tego ff :p 


No i to by było na tyle. Następny rozdział planuje napisać  w przyszłym tygodniu, ale nic nie obiecuje. Wszystko i tak zależy od was :) Pozdrawiam i całuje ! ;*