środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 6


Zasłoniłam twarz obiema dłońmi, mrucząc przy tym kilka niezrozumiałych nawet dla mnie wyrazów, gdy poczułam delikatny dotyk na ramieniu. Dźwięczny śmiech rozbrzmiał w moich uszach, a moje ciało przeszył nieprzyjemny wstrząs, gdy ktoś nieznacznie nim potrząsnął, próbując mnie rozbudzić. Usłyszałam ciche "No już, wstawaj kocie". Moją twarz wykrzywił grymas, jednak zignorowałam zajście. Miałam nadzieje, że uda mi się jeszcze zasnąć. Strząsnęłam dłoń z mojego ciała, ściskając mocniej...
No właśnie. Zbadałam palcem szorstką powierzchnie mojej "poduszki", jednak niewiele mi to powiedziało.
Uchyliłam delikatnie jedną powiekę, by ujrzeć ciemny materiał jeansów Malika. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, czując jak uchodzi ze mnie powietrze. Leżałam w poprzek nóg Zayna, z głową na jego udach a dłońmi kurczowo obejmowałam jego kolana. Zażenowanie wzięło nade mną górę, a sen odszedł w niepamięć, gdy uzmysłowiłam sobie całe zajście.
Podniosłam niezręcznie głowę, opierając ciężar ciała o szybę. Podciągnęłam jedną nogę ku twarzy, opierając na niej brodę.
- Dzień dobry. - Mruknęłam, czując na sobie palący wzrok Bruneta. Nie zamierzałam się gniewać, ale nie chciałam też udawać, że jest okej. Byłam zniesmaczona i zdegustowana jego wczorajszym zachowaniem, a zwykle nie kryłam się z emocjami. Szczególnie gdy te nie dawały mi spokoju. Nie chciałam udawać, że jest dobrze, gdy było całkiem odwrotnie.
- Raczej dobranoc. - Rozłożył się wygodniej w fotelu, mierzwiąc dłonią włosy. Posłałam mu pytające spojrzenie. - Jest przed północą. - Wyjaśnił. - Zaraz lądujemy.
- Przespałam cały lot? - W moim głosie dało się wyczuć nutę żalu. Byłam rozczarowana i zła na siebie, że pozwoliłam zmęczeniu wygrać. Zwykle miałam płytki i niespokojny sen, ale jak widać wydarzenia wczorajszego dnia musiały na mnie wpłynąć bardziej, niż dałam po sobie poznać.
- Nie przejmuj się, będzie jeszcze mnóstwo okazji do podróży. - Mrugnął do mnie, a ja po prostu się uśmiechnęłam. Był taki pogodny i szczęśliwy oraz pewny, że jeszcze gdzieś pojedziemy, że nie mogłam tego tak po prostu nie odwzajemnić. Wyglądał naprawdę uroczo gdy jego piękną twarz rozjaśniał tak szczery uśmiech. Cała jego pozytywna energia przeszła i na mnie. Nie jestem i nigdy nie byłam typem osoby, która w nieskończoność wytyka ludziom błędy i miesiącami wypomina przewinienia. Nie ma ludzi idealnych. Wolę dać komuś drugą szansę, bo ja sama kiedyś chciałabym ją dostać. Zresztą, nie mogę osądzać całkowicie obcego mi człowieka przez pryzmat jednego wydarzenia. A przynajmniej nie powinnam.
Odwróciłam twarz w stronę okna, a Zayn położył podbródek na moim ramieniu, i objął mnie w talii. Oparłam się o niego wygodnie, bawiąc się jego zaciśniętymi palcami. Było to naprawdę miłe, i całkowicie inne od moich wcześniejszych kontaktów z drugą osobą. Nie czułam się skrępowana ani do niczego przymuszana. Może byłam zbyt naiwna, by wyczuć w tym jakiś podtekst, albo rzeczywiście było to tak niewinne jak w moich wyobrażeniach. Byłam zbyt spragniona zwykłych, delikatnych i niosących za sobą pewnego rodzaju bezpieczeństwo gestów, by zauważyć w tym coś niestosownego.
Wielu rzeczy nie zauważałam.
- Zayn? - Spytałam, przechylając nieco głowę, by widzieć choć zarys jego profilu.
- Mhm?
- Gdzie my właściwie lecimy? - Pokiwał przecząco głową, jakby się nad czymś zastanawiał.
- To niespodzianka. Spodoba ci się to miejsce.
- Okej. - Zmarszczyłam brwi. Nie czułam się dobrze z myślą, że nie mam zielonego pojęcia gdzie zabiera mnie obcy mężczyzna. Na siłę próbowałam sobie wmówić, że jest okej, ale rzeczywistość była zupełnie odmienna. - A powiesz mi chociaż ile trwa już lot?
- Osiem godzin.
- Wow. - Byłam w szoku. Osiem godzin to naprawdę dużo. - Ale skoro jest teraz dwudziesta-trzecia, a my... - Mój mózg był jeszcze na tyle otępiały po kilku godzinnym śnie, że z trudem przyswajałam informacje, lecz ciekawość wzięła górę i zamiast samemu się głowić zadałam pytanie. No cóż, a przynajmniej próbowałam je zadać.
- Inna strefa czasowa. - Malik bezbłędnie odgadł dalszą część mojego pytania i brutalnie mi przerwał, po czym wzruszył ramionami, zaciskając usta. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie, nim z zrezygnowaniem opadłam na jego tors.
Coraz lepiej wiem, kiedy należy przy nim zamilknąć.

Po kilku minutach przesłodzony głos stewardessy oznajmił nam w trzech językach, że zbliżamy się do lądowania. Odetchnęłam głęboko nim zapięłam pas. Bałam się turbulencji bardziej niż samego lotu.
- Będzie dobrze. - Chłopak uspokajająco potarł moją dłoń, przez co poczułam się odrobinę lepiej. Nie kłamał.
Po chwili staliśmy na lotnisku, z moimi bagażami w dłoniach. Wyszliśmy na ulicę, gdzie przysiedliśmy na jakiejś ławce, by Malik mógł w spokoju zadzwonić.
Podwinęłam rękawy bluzy, rozglądając się wokół siebie. Powietrze było tu duszne, a temperatura dość wysoka, nawet w nocy. Mimo to było tu pięknie, naprawdę pięknie.
Chłonęłam każdy szczegół tego obcego mi miasta, i z minuty na minutę byłam pod coraz to większym wrażeniem. Pod względem zaludnienia przypominało Londyn, ale było o niebo czystsze, bez tego całego smogu i brudu. Zupełnie inny klimat. Można by rzec, że każde miasto nocą, jest ładne, ale to było wyjątkowe. Wyglądało jak jakiś wakacyjny kurort rodem jak z broszurek wakacyjnych.
W całym tym amoku nie zauważyłam, że Zayn gdzieś odszedł, i dopiero gdy wrócił, niosąc ze sobą pistacjowe lody posłałam mu szeroki uśmiech. Gdzie on znalazł otwartą lodziarnie?
- Witamy na Florydzie. - Wyszczerzył zęby w szelmowskim uśmiechu, podając mi kubełek do rąk.
- Pięknie tu. - Wyznałam szczerze, oblizując łyżeczkę z lodów.
- Tak sądzisz? Zaczekaj aż zobaczysz całe miasto... -  Słowa Mulata zagłuszył ciężko pracujący silnik samochodu, który zatrzymał się tuż przy nas. Spojrzałam na pojazd, który zdawał się być cholernie drogi. Nie znam się na autach, więc nawet nie próbowałam zgadywać marki, ale na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić, że wygląda drogo i snobistycznie. Nie potrzebowałam do tego żadnej specjalistycznej wiedzy. Na pewno nie było na kieszeń zwykłego bankowca. Patrzyłam, jak przyciemniana szyba zsuwa się wolno w dół, ukazując coraz to więcej szczegółów z wyglądu kierowcy.
Przystojny szatyn, z włosami postawionymi ku górze, i promiennym uśmiechem, niczym z reklamy pasty do zębów. Na nosie miał ciemne okulary, które zsunął na tyle, by puścić nam oczko. Z trudem powstrzymałam się od przywrócenia oczami. Jest po północy, okulary mógł dobie darować.
Malik jedynie skinął głową i bez zbędnych słów zaczął pakować moje torby do bagażnika. Nie było tego zbyt wiele. Nasz kierowca posłał mi promienny uśmiech.
- Louis. Louis Tomlinson. - Odwzajemniłam jego gest, ściskając mocno kraniec swojej bluzy. To była kolejna, nowa osoba w moim życiu, i przyznam szczerze trochę się stresowałam. Po za tym musiał być co najmniej znajomym Zayna, i oczywistością było to, że chciałam zrobić na nim dobre wrażenie. Nawet jeśli był bogatym, snobistycznym idiotą.
- Vanessa... - Zaczęłam niepewnie, jednak nie byłam w stanie skończyć swojej prezentacji.
- Wsiadaj. - Brunet otworzył mi drzwi, i grzecznie zaczekał, aż zajmę swoje miejsce z tyłu.
Gdy sam wsiadł do auta szatyn poklepał go przyjaźnie po ramieniu, rozpoczynając tym samym wymianę zdań na tematy, o których nie miałam pojęcia, i szczerze mówiąc nawet mnie nie interesowały. Nie byłam wścibska, a już na pewno nienawidziłam podsłuchiwać, toteż, gdy rozmowa chłopców zeszła na bardziej osobiste tematy, po prostu się wyłączyłam. Zdecydowanie sprzyjał temu fakt, że moi towarzysze w pewnym stopniu mnie ignorowali, pomijając oczywiście ukradkowe spojrzenia Szatyna we wstecznym lusterku, oraz Zayna. To dziwne, że nas sobie nawet nie przedstawił, zważywszy na to, że ich zachowanie sprawiało wrażenie, że pomiędzy nimi jest wytworzona naprawdę silna więź.
Zayn w pewnym sensie mnie zaadoptował. Przyjaciele powinni wiedzieć takie rzeczy. Zresztą, na pewno wie. Może po prostu nie jest wścibski, podobnie jak ja.
Trzymałam w obu dłoniach jasny kubek, z nieco już płynną zawartością i z zaangażowaniem spoglądałam przez uchylone okno. Było ciemno, co zdecydowanie utrudniało widoczność, ale nawet te nieliczne szczegóły krajobrazu niezmiernie mi się podobały. Wiatr delikatnie rozwiewał mi włosy, ale nie przeszkadzało mi to nawet w najmniejszym stopniu.
Czułam na sobie nachalne spojrzenia mężczyzn, ale nie zadałam sobie trudu, by sama przenieść na nich moje kawowe tęczówki. Naprawdę się wyłączyłam, i mój mózg przestał reagować na jakieś przyziemne sprawy.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że zadano mi jakieś pytanie. Przeniosłam swój wzrok na dwie, wprost anielskie twarze, a na moją przeciętną wpłynął gorący rumieniec. Szczęśliwym trafem nie usłyszałam nic z tego co najwidoczniej powinnam usłyszeć.
Odchrząknęłam znacząco, by zyskać trochę na czasie. Miny chłopców niewiele mi zdradzały, chociaż kąciki ust Szatyna delikatnie uniosły się w górę. Czekał na odpowiedź. Poddałam mój mózg usilnej próbie przypomnienia sobie ostatniej części rozmowy, jaka rozgrywała się w moim towarzystwie jednak nie byłam wstanie wyłapać czegokolwiek. Zrezygnowana wymamrotałam - Proszę?
Louis zachichotał, a Malik jedynie przewrócił oczami.
- Pytałem jak minął ci lot. - Rzucił zwięźle spoglądając na mnie znad swoich ciemnych okularów. Był rozbawiony, a to sprawiało, że tylko bardziej się stresowałam.
- Dobrze. Jestem jedynie trochę zmęczona. - Wzruszyłam ramionami, odgarniając niechciane kosmyki włosów wpadające mi do oczu.
- Ośmiogodzinna podróż robi swoje. - Ponownie się zaśmiał przyprawiając mnie o przyjemne wrażenie, że nie jest bogatym snobem, na jakiego wygląda.
- Mhm. - Przytaknęłam, leniwie kiwając głową. Przez chwilę zapanowała neutralna cisza, którą ponownie przerwał zachrypnięty głos Tomlinson'a.
- Powiedz mi, gdzie Zayn poznał tak piękną dziewczynę? - Jego głos był przymilny, lekko uwodzicielski, i w normalnych okolicznościach moje policzki świeciłyby teraz szkarłatem, ale mój umysł zaprzątała inna kwestia. Zmarszczyłam brwi, patrząc w skonsternowaniu na Zayna. Ten machinalnie się spiął, zaciskając przy tym swoje pełne wargi w wąską linie. Nie potrafiłam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, byłam pewna, że mimo wszystko Lou jednak wie kim jestem.
- Hm? - Ponaglił mnie szatyn, który jako jedyny nie wyczuł napiętej atmosfery, jaka zapanowała od jego słów.
- Louis... - Zaczął spokojnie Malik, jednak już po chwili przestał. Jego dłonie delikatnie drżały.
Jeszcze przez chwilę usilnie próbowałam ogarnąć zamęt powstały w mojej głowie, nim bolesna prawda uderzyła mnie niczym boomerang w twarz.
Wstydził się mnie.
To jest jedyne, logiczne wyjaśnienie tej sytuacji. Zayn nie powiedział Louis'owi, że wziął mnie z domu dziecka, bo się tego zwyczajnie wstydził. Poczułam się jak bezbronny karaluch, którego bezlitośnie zdeptano butem.
Wstydził się mnie.
Przełknęłam głośno ślinę, patrząc w oczy Bruneta. Dostrzegłam w nich smutek, a to dobiło mnie jeszcze bardziej. Było mu mnie żal. Niepotrzebnie.
- W domu dziecka. - Szepnęłam na przekór samej sobie. Może Malik wstydził się tego gdzie przebywałam, ale ja nie.
- O mój Boże, przepraszam. Nie wiedziałem, że Ty to Ty. Myślałem, że będziesz mieć dziesięć, góra dwanaście lat... - Był widocznie zszokowany i zażenowany, prawie w równym stopniu co ja. Spojrzał z wyrzutem w stronę mojego opiekuna. - Mogłeś mi powiedzieć. - Potarł kark jedną dłonią, a z jego wąskich warg wypłynął wymuszony śmiech. - Palnąłem straszną gafę, przepraszam.
- Myślisz, że wiedziałem? Naprawdę, ciężko było się domyślić Louis. - Zayn rzekł z przekąsem, a po jego minie nietrudno było odgadnąć jak bardzo jest wściekły. Szczerze, było mi to wszystko jedno. Z serca spadł mi ogromny ciężar. Lou jednak wiedział. Moje głupie obawy były bezsensowne.
- Nie, nic się nie stało. - Rzuciłam pośpiesznie, starając się wyglądać w miarę pogodnie. Po kilku minutach przymknęłam oczy, udając sen. Wolałam nie widzieć ukradkowych spojrzeń chłopaków; pełnych troski i żalu. Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy.
Kiedy w końcu samochód zaparkował, a moi towarzysze wyszli na zewnątrz, ja nadal udawałam. Właściwie i tak byłam zmęczona. Słyszałam przytłumione dźwięki kłótni, i byłam im naprawdę wdzięczna, że chociaż wyszli z auta. Już urywki tej "rozmowy" przyprawiały mnie o mdłości i naprawdę wolałabym tego nie usłyszeć. W skrócie: Malik krzyczał na Tomlinson'a jakim to on nie jest kretynem, przypominając mi moją przeszłość, ten drugi zaciekle się tłumaczył, i było mu autentycznie żal, czym zyskał moją sympatię. Gdy wygarneli sobie to, co mieli a ich głosy przycichły auto wypełniła martwa cisza. Ostatnie zdanie, które zapadło mi w pamięć były to słowa Louisa "Jest taka krucha i delikatna. Uważaj na nią." i  odpowiedź Zayna "Zrobię wszystko by była szczęśliwa.". Nieświadomie wstrzymałam oddech. Był to jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu. Słowa Bruneta były dla mnie niczym obietnica. Obietnica lepszego życia. Pierwszy raz od bardzo uwierzyłam, że będzie dobrze.
W pewnym momencie drzwi po mojej prawej stronie zostały uchylone, i czyjeś silne ręce podniosły mnie z miejsca. Poruszyłam się niespokojnie, czując jak unoszę się w powietrzu. Osoba, która trzymała mnie w dłoniach musnęła uspokajająco kciukiem mój policzek. Od razu rozpoznałam ten dotyk.
- Weź jej bagaże. - Mruknął Zayn, wnosząc mnie do jakiegoś budynku. Wyczułam, że miejsce jest duże i przestronne, bo jego kroki głucho odbijały się  po posadzce. Było tu chłodno, ale nie zimno. Zayn musiał mieć naprawdę dobrą klimatyzację. Było mi odrobinę żal, że nie zobaczę domu od zewnątrz, ale i tak było to lepsze od tej całej niezręczności, jaka na pewno by zapanowała po słowach Lou.
Mulat niósł mnie ostrożnie, ale pewnie w ramionach, a jego ciepły oddech muskał co chwilę mój policzek gdy chłopak niespodziewanie się schylał. Było to urocze i przypominało mi czasy dzieciństwa, gdy po oglądnięciu filmu wieczorem zasypiałam, a tata odnosił mnie do mojej sypialni.
Po około minucie Brunet wspiął się po schodach. Otworzył kopnięciem drzwi i wniósł mnie do jakiegoś pokoju. Położył mnie delikatnie na miękkim łóżku i troskliwie przykrył kocem.
- Śpij dobrze. - Mruknął nim ucałował mnie w czoło i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Podparłam się na łokciach, omiatając wzrokiem pomieszczenie. Tak jak podejrzewałam była to duża sypialnia. Pomimo panującego tu mroku bez trudu dostrzegłam, że wszystko było tu w pastelowych odcieniach, z przewagą różu, bieli i błękitu. Było dziewczęco, ale w dobrym stylu. Jeśli Zayn sam odpowiadał za wystrój pokoju, musiał mieć naprawdę dobry gust. Nie było to może całkowicie w moim stylu; zbyt oziębłe i wyrachowane, ale w pewnym sensie trafiało w moje pojęcie estetyki.
Mimowolnie przypomniałam sobie wygląd mojego dawnego pokoju, a w oczach stanęły mi łzy. Wiele oddałabym za to, by było tak jak kiedyś...
Westchnęłam cicho, przecierając mocno oczy. Rozpoczęłam nowy etap; nie mogę wiecznie rozpamiętywać przeszłości, bo to będzie niczym pożegnanie z przyszłością. Z przyszłością, którą jeszcze mam.
Opadłam z powrotem na poduszki i po raz kolejny zaczęłam rozpamiętywać ostatnie dni. Nie byłam pewna kim do końca jest Zayn. Ciężko było go rozgryźć i choć trochę poznać. Jego tajemniczość, która pewnie pociągała większość dziewczyn, mnie wprowadzała w stan dezorientacji, i irytowało mnie to, że nic o nim nie wiem. Postanowiłam jednak dać mu szanse. Było w nim coś wyjątkowego, co sprawiało, że chciałeś go poznać. Coś, co postanowiłam tej nocy za wszelką cenę odkryć.


Obudziłam się rano, z lekkim bólem głowy. Wczorajszej nocy długo nie mogłam zasnąć. Nigdy nie potrafiłam "od tak" zasypiać w nowym miejscu, do tego tej nocy męczyły mnie okropne koszmary. Niektóre bywają tak realistyczne, że paranoidalny strach po nich nie mija nawet długo po przebudzeniu. Większości zwykle nie pamiętam, może tylko nic nie znaczące urywki, ale czasami, pewne obrazy nawet miesiącami nie mogą mi wyjść z głowy. Nie wiem od kiedy to się zaczęło. Łatwiej mi wmówić, że po śmierci rodziców, choć może to trwać znacznie dłużej. Z biegiem czasu przyzwyczajasz się do takich rzeczy, i przestajesz przywiązywać do nich wagę. Po prostu tak jest, i nic nie możesz na to poradzić.
Wstałam nieśpiesznie z łóżka, zastanawiając się, co teraz powinnam ze sobą zrobić. Rozejrzałam się po pokoju, skupiając wzrok na dwóch drzwiach, na równoległych ścianach. Uchyliłam jedne z nich i tak jak się spodziewałam, znalazłam łazienkę.
Po chwili namysłu zdecydowałam się wziąć orzeźwiający prysznic, a potem poszukać Zayna. Chciałam obejrzeć dom, a bez jego zgody nie miałabym odwagi.
Po krótkim prysznicu, zdecydowałam się również przebrać, uczesać, i umyć zęby. Związałam włosy w wysoki kucyk i teraz opadały delikatnymi falami na plecy. Nie miałam zbyt wiele letnich ubrań, większość, które ze sobą zabrałam była adekwatna do temperatury panującej w Londynie. Ubrałam więc moje jedyne szorty i szarą bokserkę, a na to czarny, dłuższy sweterek.
Po chwili zastanowienia zasłałam dokładnie łóżko i rozwinęłam żaluzje. Na dworze zdawało się być dokładnie tak ciepło, jak się spodziewałam. Przysiadłam leniwie na parapecie, podziwiając widok z okna. Patrząc z góry na to wielkie, przepełnione miasto mogłam poczuć się niczym mała, nic nieznacząca osoba, zupełnie nie na miejscu. I może rzeczywiście tak było.
Chciałam się czuć tu okej, naprawdę chciałam, ale to wszystko było zbyt przytłaczające i byłam tym coraz bardziej przerażona. Na tyle, że nie potrafiłam nawet zejść na dół, by odnaleźć Zayna. Czułam się tu obco, nie pasowałam tu. To nie było moje miejsce i naprawdę nie wiem czemu uwierzyłam, że dam sobie radę.
Podciągnęłam nogi, opierając na kolanach swój drobny podbródek. Musiałam zebrać się w sobie i zejść wreszcie na dół, ale byłam zbyt wielkim tchórzem by choćby rozpakować bagaże. Jestem beznadziejna.
W tej pozycji znalazł mnie Zayn. Zapukał do drzwi, a gdy nic nie odpowiedziałam po prostu wszedł. Gdy mnie zobaczył uniósł lekko brwi. Nic nie mówiąc podszedł do mnie i przysiadł na skraju parapetu, przekładając moje łydki przez swoje kolana.
- Ładny widok, prawda?
- Piękny. - Zgodziłam się uczciwie, przenosząc na niego wzrok. Przez chwilę siedzieliśmy w zupełnej ciszy.
- Dlaczego nie zeszłaś na dół? - Zmrużył oczy przypatrując mi się podejrzliwie. Ognisty rumieniec wpłynął na moją twarz, a ja sama spuściłam wzrok. Co niby miałam mu powiedzieć? Że bałam się zejść, bo nie wiedziałam czy mi wolno? To nawet w mojej głowie brzmi mocno żałośnie. Milczenie było najrozsądniejszą opcją.
- Posłuchaj Vanessa. - Westchnął, masując skronie. - Naprawdę chce, by było ci tu dobrze i naprawdę się staram. Chce zbudować między nami dobrą relacje, ale nie zrobię tego sam. - Przejechał kciukiem w stronę mojego uda zatrzymując dłoń tuż przy szlufkach. Czułam się nieswojo, gdy mierzył palcami odległość do zamka moich spodni. Chciałam by w końcu przestał. - Musisz mi w tym pomóc. - Posłał mi pusty uśmiech; jego wzrok zdawał się być martwy. Skuliłam się w sobie.

Hej misiaki!  :* Po 1. Wesołyyyyyych świąt! ! Jak wam minęła wigilia i przygotowania? U mnie wyszło całkiem zabawnie i rozczulająco. Trochę :> Opowiadajcie jak u was !
Po 2. Dziękuję za komentarze!! Kocham was za te wszystkie miłe słowa! ^-^
Po 3. Co myślicie o tym rozdziale? W końcu pojawił się Lou. Sądzę, że ten był trochę nudny i w dodatku pisałam go w godzinę, bo chciałam dodać już dziś, więc jest kompletnie nie sprawdzony. Błędy poprawie jutro, więc proszę mi ich nie wypominać :p
po 4. Następny rozdział zależy od waszego zainteresowania tym. Do dzieła miśkii! Pozdrawiam i wesołych świąt jeszcze raz!