niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 5

Wyszłam niechętnie z auta, naciągając mocniej rękawy mojej czarnej bluzy. Wiał lekki wiatr, a słońce skryte było pod ciemnymi chmurami. Nie zdziwiłabym się gdyby zaraz miał spaść deszcz, bo jak na wczesny październik byłoby to naturalne i całkowicie do przewidzenia. Pogoda w Londynie bywa kapryśna. Zwłaszcza jesienią.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy bez najmniejszego trudu odgadłam miejsce naszego postoju. Przez całą drogę byłam tak zafrasowana rozmową z Mulatem, że nie zwróciłam uwagi na naszą trasę, a teraz zewsząd otaczały mnie znajome budynki i drogi.
W Londynie czułam się prawie jak w domu i w pewnym stopniu rzeczywiście tak było. Prawie trzynaście lat mojego życia spędziłam w tym mieście. Rodzice bardzo długo budowali nasz dom, na przedmieściach, a przez ten czas pomieszkiwaliśmy u babci. Był to najwspanialszy okres mojego życia, ale mimo wszystko miło było przeprowadzić się z małego bloku w centrum tego całego zgiełku do własnego kąta. Miałam tu jednak wielu znajomych, babcię, a mama prace, więc zwykle co najmniej raz w tygodniu bywałam w mieście. Rok później, po naszej przeprowadzce babcia zmarła na raka, a ja bardzo to przeżyłam. Zaprzestałam tak częstych wizyt w Londynie. Nadal kochałam to miejsce i raz na jakiś czas tu bywałam. Stratford nie było tak daleko od Londynu, jak Woodford, gdzie mieścił się mój dom dziecka. Gdybym wtedy wiedziała, jak potoczy się moje życie zapewne inaczej bym to wszystko rozegrała, podjęła inne decyzje. Ale czasu nie da się cofnąć. Życie jest zbyt krótkie by stać w miejscu i zastanawiać się "co by było gdyby". Trzeba w końcu wstać. Trzeba w końcu ruszyć do przodu.
Po chwili z rozmyślań wyrwał mnie delikatny, wręcz niewinny dotyk dłoni chłopaka na moim biodrze. Sunął opuszkami palców by za chwilę pociągnąć za szlufkę moich spodni i przysunąć mnie do siebie. Wzdrygnęłam się, machinalnie przenosząc moje zaszklone oczy na chłopaka. Mulat w odpowiedzi na moje nieme pytanie jedynie chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął lekko w stronę jakiejś małej knajpy. Pozwoliłam mu poprowadzić się do stolika i posadzić na jednym z drewnianych krzeseł. Było tu zdecydowanie przytulnie i klimatycznie.
- Na co masz ochotę?- Zayn skinął głową w stronę menu. Chwyciłam białą kartę i omiotłam wzrokiem jadłospis. Nie byłam specjalnie głodna, i szczerze to najchętniej odpuściłabym sobie ten posiłek.
- Ja chyba spasuje.- Mruknęłam, przegryzając dolną wargę.
- Nie masz ochoty na nic z listy?- Brunet zmarszczył brwi. W obu dłoniach, obracał kartę i bez zbędnego zainteresowania przyglądał się wybranym pozycjom.-  Hm, może po prostu zmienimy lokal?
- Nie, naprawdę nie trzeba. - Zaprzeczyłam pośpiesznie, posyłając mu wymuszony uśmiech. - Po prostu nie jestem głodna. Może zamówię sobie jakiś sok? - Wzruszyłam ramionami.
Z ust chłopaka wydobyło się ironiczne prychnięcie.
- Musisz jeść. Cokolwiek.- Wywrócił oczami widząc grymas na mojej twarzy. Posłał mi ostatnie, stanowcze spojrzenie nim ostentacyjnie przywołał kelnera.
- Co państwu podać? - Wysoki Blondyn o aksamitnie zielonych oczach spoglądał na nas z zaciekawieniem. Wydawał się trochę zbyt młody, by mógł tu pracować. Ponadto nie sprawiał wrażenia osoby odpowiedzialnej by wykonywać jakikolwiek zawód. W głowie od razu zaświtała mi myśl, że jest tu na praktykach, lub zwyczajnie sobie dorabia. Wszystko to przypomniało mi, że będąc u Zayna muszę poszukać potencjalnej pracy, by zyskać choć trochę niezależności. Zaczerwieniłam się, gdy chłopak bez najmniejszych skrupułów taksował mnie wzrokiem, a gdy pochwycił moje zmieszane spojrzenie dwuznacznie mrugnął. Natychmiastowo spuściłam wzrok, ignorując całe zajście. Nigdy nie czułam się pewnie, gdy ktoś okazywał mi większe zainteresowanie, niż powinien, a teraz, zwłaszcza teraz, nie miałam ochoty na rozpoczynanie nowych znajomości w mieście, z którego niedługo i tak wyjeżdżam.
- A więc, na co masz ochotę Skarbie? - Głos mojego opiekuna wytrącił mnie z równowagi. Był przesadnie przesłodzony, a zwrot jakim obdarzył mnie na końcu tylko dopełnił wrażenia, że coś jest nie tak.
Drgnęłam na jego nieprzyjemny ton, spinając się od od środka. Było to całkowicie inne, niż to, do czego zdążył mnie przyzwyczaić. Nie wiedziałam, co go mogło zdenerwować, a nie znałam go na tyle dobrze, by zwyczajnie spytać. Może po prostu był zły, że nie chcę zjeść tego idiotycznego śniadania, na które i tak już jest za późno.
- Nie jestem głodna. - Spojrzałam wymownie na Bruneta. Nie wiem dlaczego zdecydowałam się zagłębić w ten konflikt, zamiast po prostu odpuścić. Może po prostu myśl, że Zayn ma prawo kontrolować każdy aspekt mojego życia i właśnie stara się to udowodnić, wzbudził we mnie niewielki pokład samozaparcia i nie ugięłam się pod jego twardym spojrzeniem. Nie chciałam być kontrolowana. Nigdy nawet nie wiedziałam, jak to jest, gdy ktoś nachalnie narzuca ci swoją wolę. Moi rodzice wierzyli, że miarą sukcesu jest bezstresowe wychowywanie dzieci, a ja jako ich jedyna córka nie byłam zmuszana do niczego. - Ja na razie podziękuję. - Zwróciłam twarz w stronę kelnera. Jego wzrok był zalotny, a spojrzenie dekoncentrujące i choć kolejne pytanie skierowane było do Zayna, jego oczy nadal uważnie śledziły moje ruchy. To zdecydowanie nie było profesjonalne. To było jedynie żałosne.
- A dla Pana...? - Przejechał kciukiem po dolnej wardze, prawie że ignorując Malika. Gdyby nie zaimek osobowy "Pan" mogłabym pomyśleć, że zwraca się z tym do mnie.
- Weźmiemy dwa zestawy śniadaniowe, z sokiem pomarańczowym. - Brunet posłał nam obojgu nazbyt szeroki uśmiech, by mógł być on szczery. Jego dłonie, zaciśnięte w pięści spoczywały równo na blacie stołu. Co chwilę rozkurczał palce i ściskał je z powrotem tak, że na jego skórze tworzyły się wąskie wgłębienia po paznokciach. Domyśliłam się, że jest to jego sposób na uspokojenie się. Jak się później przekonałam, nie był zbyt skuteczny.
- Ale... Um. Twoja koleżanka powiedziała, że nie chce... - Blondyn niepewnie zerkał to na mnie, to na Mulata. Zdziwienie było wprost wymalowane na jego jeszcze dziecinnej twarzy. Był tym typem osoby, która jest nazbyt ciekawska, a momentami wręcz wścibska, by móc być lubianą. To działało na nerwy. Zupełne przeciwieństwo mnie.
- To nie twój pierdolony interes, czego chce moja koleżanka! - Podskoczyłam na krześle słysząc wzburzony głos Zayna. Brzmiał on zdecydowanie głośniej, niż powinien i zakłócił panującą wewnątrz budynku przyjazną atmosferę. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że każda możliwa osoba wpatruje się w nas z półotwartymi ustami, chłonąc każde słowo.
- Stary, wyluzuj. Ja tylko mówię, że... - Kelner pobladł na twarzy pod wpływem nagłego wybuchu Bruneta i byłam pewna, że moja twarz ma teraz bardzo podobny odcień. Chłopak zaczął się niepewnie jąkać, starając jakoś załagodzić sytuacje. Nie dziwiłam mu się. Sama byłam śmiertelnie przerażona zachowaniem mojego towarzysza względem chłopca z obsługi. Jeśli Zayn reaguje tak w każdej podobnej sytuacji... Nie. Blondyn jeszcze raz zerknął na mnie i byłam pewna, że w moich oczach dostrzegł coś więcej, niż chciałam mu przekazać. Przez chwilę zamilkł, a ja w duchu modliłam się, by skończył wypowiedź tak, jak na początku zamierzał. Bałam się, że będzie chciał zgrywać bohatera i sprowokuje Malika do dalszych czynów. Nie chciałam wywoływać niepotrzebnych sporów w miejscach publicznych. Nie chciałam jakichkolwiek sporów. - Że Twoja koleżanka ma chyba... ma chyba prawo decydować sama za siebie. Nie jesteś jej ojcem. - Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Stał teraz pewny siebie, nawet mogłabym rzec zadowolony i z triumfem spoglądał jak z twarzy Malika odpływają kolory. Odwrócił się by posłać mi porozumiewawcze mrugnięcie. - Więc zamów grzecznie coś dla siebie, lub będę musiał cię stąd wyprosić. - Założył dłonie na ramiona, spoglądając na nas z góry wzywającym wzrokiem.
Nie, nie, nie. Błagam nie. Jego słowa odbiły się echem po pomieszczeniu, a ja w myślach przeklinałam się za to, że pozwoliłam doprowadzić do takiej sytuacji. Na moje usprawiedliwienie miałam jedynie fakt, że nie wiedziałam, że Malik tak łatwo popada w gniew. Nigdy nie znałam osoby, która by w tak oczywisty sposób wyrażała swoje negatywne emocje względem obcych ludzi.
Byłam jak sparaliżowana, i gdy Mulat wstał, zaciskając jeszcze mocniej dłonie, nie potrafiłam zrobić nic, by go powstrzymać. Jego ciało wprost trzęsło się z gniewu, a oczy pociemniały. Podświadomie przeczuwałam, co zaraz się stanie. Moje obawy po kilku sekundach stały się smutną rzeczywistością.
Głośny trzask rozerwał niczym grom złowróżbną ciszę, która zapanowała od słów kelnera. Widziałam jak na zwolnionym tempie, jak Brunet z zaciętym wyrazem twarzy uderza z siłą w szczękę chłopaka. Słyszałam dokładnie trzask łamanych kości, i byłam pewna, że idealnie prosty nos Blondyna już nigdy nie wróci do pierwotnego kształtu.
Niebieskooki pod wpływem siły upadł na sąsiedni stolik tłukąc zastawę i raniąc się jeszcze bardziej odłamkami szkła. Podniósł się z ziemi, zataczając przy tym lekko. Dopiero teraz, gdy Chłopak wstał, zdałam sobie sprawę, że wstrzymywałam oddech. Ulżyło mi, że pod wpływem upadku nie doznał poważniejszej kontuzji.
- Ałłł! Mój nos! Złamałeś mi nos!- Pisnął, ocierając twarz z krwi. Przyłożył dłoń do uszkodzonego narządu i delikatnie ścisnął opuszkami palców jego nasadę, sycząc głośno z bólu. W jego oczach zaczęły gromadzić się łzy, i czekałam tylko, aż się rozpłacze. Nie zrobił tego jednak, może w porę przypominając sobie, że nie byłoby to dostatecznie męskie. Natomiast Zayn z kolei stał kilka kroków od niego z wyrazem rozbawienia na twarzy. Z obrzydzeniem otarł rękę o ciemne jeansy, pozbywają się tym samym śladów krwi z knykci. Przysiadł na jednym ze stołów i z zaangażowaniem zaczął śledzić rozwój wydarzeń, cudem powstrzymując śmiech. Był wyluzowany do granic możliwości, podczas gdy ja byłam cała spięta. Miałam ochotę wstać i pomóc blondynowi, lub chociaż wyprowadzić stąd Mulata i wezwać pomoc, ale moje ciało nie było zdolne do jakiegokolwiek ruchu.
Błagam, Boże. To się nie może dziać naprawdę.
Siedziałam nieruchomo na swoim krześle, dłońmi zakrywając uchylone usta. Od nadmiaru wrażeń i widoku krwi zaczynało mnie powoli mdlić i by nie pozwolić sobie zwymiotować rozejrzałam się niepewnie wokół siebie.
Po za lamentującym głośno kelnerem, w pomieszczeniu byliśmy sami. Wszyscy musieli wyjść, gdy Malik uderzył chłopaka. Nikt dobrowolnie nie chciał być zamieszany w sprawę pobicia, więc wcale nie zdziwiłam się, że nikt też nie został, by pomóc nieszczęsnemu chłopcu. Ludzie wolą trzymać się z dala od kłopotów, niż samemu je na siebie ściągać.
W końcu przez boczne drzwi wszedł mężczyzna po około pięćdziesiątce. Siwe, przerzedzone włosy i gęsta broda pasowała do jego przyjemnej, ciepłej twarzy, wykrzywionej teraz przez grymas niezadowolenia i gniewu. Przypominał mi teraz złego świętego Mikołaja, któremu renifer zjadł wszystkie prezenty. W innych okolicznościach pewnie nawet bym się uśmiechnęła z tego bezsensownego skojarzenia. Teraz śmiech był ostatnią rzeczą, o której byłam zdolna myśleć.
- Co tu się do cholery wyprawia?! - Zmierzył ich obu wzrokiem, utrzymując go nieco dłużej na zakrwawionym nosie chłopaka i zaczerwienionych dłoniach Zayna. Jego twarz rozjaśniła się w ponurym zrozumieniu. Był zły, ale nawet teraz potrafił zachować opanowanie. - Karl? - Młodzieniec podniósł głowę wpatrując się szmaragdowymi oczami w mężczyznę. Zauważyłam błękitną plakietkę na jego nienagannej, białej koszuli. Nie zdziwiłam się, że był szefem.
- Ten człowiek mnie zaatakował! - Musiałam się naprawdę wysilić, by zrozumieć bełkot Karla. To przez ten nos. Brzmiał jakby się krztusił. - On jest jakiś chory, trzeba go stąd wywalić! - Właściciel knajpy utkwił swoje błękitne tęczówki w Mulacie. Przyglądał mu się krytycznie. Otworzył usta, i zaraz je zamknął gdy dostrzegł trzęsącą się z przerażenia dziewczynę. Musiałam wyglądać naprawdę fatalnie, gdyż "Święty" jedynie pokiwał ze zrezygnowaniem głową.
- Drogi chłopcze. Nie wezwę policji pod warunkiem, że opuścisz ten lokal w tej chwili i nigdy tu nie wrócisz. - Westchnął przeciągle, pocierając pomarszczoną twarz dłońmi. - Nie potrzebuje problemów z policją, ty pewnie też. Wyjdź stąd, proszę. - Spojrzał jeszcze raz na mnie, posyłając mi współczujący uśmiech, którego nawet nie byłam w stanie odwzajemnić.
Jego słowa zaskoczyły mnie zapewne w równym stopniu co Zayna, jednak on nie dał tego po sobie poznać. Po prostu wstał ze stołu i podszedł wolno do drzwi, wywracając oczami.
- Vanessa. - Jego szorstki głos zakłócił ciszę a mnie mimowolnie przeszły dreszcze. Czekał, aż wstanę i za nim pójdę, ale wydarzenia sprzed chwili wywarły na mnie zbyt duży wpływ i nie potrafiłam opanować targających mną emocji. Nienawidziłam, a nawet brzydziłam się przemocą. Nie mogłam uwierzyć, nie docierało to do mnie, że chłopak z którym miałam zamieszkać, który wydawał się z pozoru miły i sympatyczny, mógł czerpać satysfakcje z nieuzasadnionej agresji. Pociągnęłam nosem bezskutecznie próbując powstrzymać łzy. Malik spoglądał w skupieniu na moją twarz. Zmarszczył brwi, dostrzegając moje załzawione oczy i bez słowa podszedł do mojego stolika. Przykucnął naprzeciwko mnie, opierając brodę na moich kolanach, dłońmi oplatając moje łydki. Spięłam się w środku na ten dotyk i machinalnie odsunęłam najdalej jak potrafiło mi na to oparcie krzesła. Dlaczego on go uderzył? Zniszczył całe zaufanie i szacunek jakim go obdarzyłam.
- Przepraszam. - Mruknął cicho, całując czule moje kolano. - Proszę, chodź ze mną.
Mulat złapał mnie za nadgarstki, i delikatnie podniósł na nogi. Skrzywiłam się, gdy moje stopy zetknęły się z podłożem.
Nie miałam wyjścia. Poszłam za Mulatem, z niechęcią i rezygnacją posuwając do przodu nogami. W połowie drogi chłopak stanął, a ja uderzyłam czołem w jego muskularne plecy, przez co kąciki jego ust nieznacznie drgnęły, zwłaszcza gdy potem musnął nosem zaczerwienione miejsce. To było naprawdę mocne zderzenie. Odwrócił się przodem do mężczyzny i prawą dłonią, jakby od niechcenia zasalutował mu w powietrzu. Cóż, byłam trochę zawiedziona. Nie były to ani podziękowania, ani przeprosiny, ale siwowłosemu ten gest chyba wystarczył, bo z uśmiechem go odwzajemnił. Cóż, być może w męskim kodeksie prawnym nie funkcjonuje coś takiego jak "trzy magiczne słowa" a użycie ich, względem drugiego jest zszarganiem swojej godności? Lub może po prostu tylko Zayn nie używał tych słów.

Przez całą drogę do auta nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. W oczach innym moglibyśmy uchodzić za parę obcych ludzi, gdyby nie fakt, że Zayn ciągle trzymał mnie za nadgarstek, jakby upewniając się, że nie ucieknę. Cóż, nie było to bezpodstawne działanie, bo w danej chwili dokładnie na to miałam ochotę. Uciec jak najdalej stąd.
Gdy znaleźliśmy się w samochodzie, odseparowani od dźwięków z zewnątrz, cisza zaczynała być przytłaczająca, ale żadne z nas nie zrobiło nic, by ją przełamać.
Skuliłam się w fotelu, zamykając oczy. Bolała mnie głowa i brzuch. Chciałam zasnąć.
Malik podjechał do jakiejś FastFoodziarni i już po kilku minutach wnętrze auta wypełniło się mdłym zapachem smażonego mięsa. Chłopak podsunął mi czerwony kubełek z podejrzaną zawartością. Zajrzałam z niechęcią do środka. Mój żołądek zaprotestował na widok udka z białą kością połyskującą pod ugotowanymi ścięgnami. To nie wyglądało jak jedzenie, wyglądało raczej jak kawałek poćwiartowanego ciała. Wiedziałam, że zjedzenie go będzie praktycznie niemożliwe.
Mimo to, nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Może sprawdzałam, czy nie zacznie się ruszać.
- Vanessa. - Z trudem zmusiłam się by oderwać wzrok od nieżywego kurczaka. - Nie jesz.
- Wiem. - Odparłam.- Przepraszam, nie czuje się zbyt dobrze.
Zayn spojrzał na mnie wzrokiem pozbawionym litości.
- Poczujesz się lepiej, jeśli zagłodzisz się na śmierć? - Nie odpowiedziałam.- Jedz.
Tłuste udko poćwiartowanego kurczaka leżało bez życia na moim talerzu. Podniosłam je i ugryzłam.






Po naszym "śniadaniu" pojechaliśmy prosto na lotnisko, gdzie spędziliśmy resztę dnia rozwiązując krzyżówki lub czytając nudne magazyny sportowe. Każdy z osobna.
Gdy wreszcie po kilku godzinach mogliśmy usiąść w wygodnych fotelach samolotu, a dzień pomału dobiegał końca, ulżyło nam obojgu.
Usiadłam przy oknie, i w napięciu oczekiwałam na start. Zayn nie musiał pytać, czy był to mój pierwszy lot, było to po mnie widać na pierwszy rzut oka. Na tyle dobrze, że budziłam uśmiech na twarzach co poniektórych pasażerów. Reszcie po prostu działałam na nerwach.
W końcu wystartowaliśmy, a mi zaparło dech w piersiach. Z zaangażowaniem śledziłam widoki, ściskając dla otuchy dłoń Bruneta. Nadal byłam na niego zła i pewnym sensie przerażona, ale teraz, gdy znajdowaliśmy się w przestworzach nic z tych rzeczy nie było ważne. Liczył się tylko ten wyjątkowy moment, w którym towarzyszył mi Malik. Nie musiał nawet nic mówić, ważne, że był i swoim zwyczajem, jeździł uspokajająco kciukiem po moim udzie. Tu, w tym samolocie, na daną chwilę, mogłam szczerze rzec, że jestem szczęśliwa. Ten stan utrzymywał się jeszcze kilka godzin, nim znużona zasnęłam.



Parararapapapa ! I jak wrażenia? Opisujcie mi wszystko, ja z chęcią posłucham i na pewno odpisze na każde pytanie ^^
Serdecznie dziękuje za komentarze!
Następny rozdział dodaje, gdy będzie UWAGA:

25 waszych kom = nowy rozdział

Pozdrawiam was misiaki, i do następnego! :*






















58 komentarzy:

  1. Jak zwykle świetny rozdział i tyyle się działo :D zastanawiam się tylko czy po locie Vanessa będzie na niego zła :p nie wiem nigdy co więcej pisac, bo dla mnie wszystko jest rewelacyjne, więc życzę weny i czekam na next :):) ~magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ;) Się porobiło i to wszystko przez śniadanie :p
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. genialny! czy tylko ja mam wrażenie że oni będą razem? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :p
      Ej, to opowiadanie jest o Zaynie. Nie chce spoilerować, ale w końcu muszą być razem :D

      Usuń
  4. Ciebie to chyba do reszty porąbało ten rozdział jest cudny :* Może i krótki ale i tak zajebisty <3 Czekam na kolejny <3 Pozdrawiam i życzę weny ;) ~Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. wież że ci kocham? Ale naprawdę pisz dłuższe rozdziały, bo fabuła jest powalająca.Do samego rozdziału to fajny, ładnie i płynnie napisany ;)xxPisz dalej, wene miej i żyj spokojnie ;))
    Kisses xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny ff, masz talent ;)
    tak nawiasem pisząc.. zapraszam do siebie. Moze sie spodoba :)
    http://i-was-forced-i-had.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, postaram się wejść :)

      Usuń
  7. Wow, wow i jeszcze raz wow. Rozdział jak zwykle genialny, ale nie spodziewałam się że Zayn go uderzy. Szkoda że taki krótki, ale nie będę narzekać. Czekam na next :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rodział, czekam na next i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na nextA

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział!! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No jest kolejny tak długo wyczekiwany rozdział. Ma nadzieję że następny będzie dłuższy bo gdy ja się rozkręcam to on się już kończy.❤❤ co do samego rozdziału to klasa sama w sobie❤.z niecierpliwością czekałam na ten rozdział! czy ty zawsze musisz tak się znęcać i kończyć w takich momentach? *.*♥♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeeejku, nawet nie wiesz, jak ja kocham takie komentarze :D
      Postaram się pisać dłuższe ^^
      Dziękuję że czytasz i komentujesz, pozdrawiam! :*

      Usuń
  12. to jest właśnie to na co czekałam.Super blog i rozdział . Naprawdę podziwiam kreatywność szacunek w Twoja stronę :D! Kiedy kolejny rodzial ?! ♥♡@Shoniaczek

    OdpowiedzUsuń
  13. Matko! Szybko dawaj nowy rozdział nie mogę się doczekać! XD

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak się cieszę, że jest kolejny rozdział. Po ostatnim sprawdzałam codziennie czy jest kolejny bo nie mogłam się doczekać co się stanie dalej i nie zawiodłam się .Kochamm to opowiadanie i czekam na dalszy rozwój akcji❤ jejuuuu pisz bo nie mogę sie doczekać❤❤❤
    PS.♡ Pozdrawiam @Maliczeg ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, uwielbiam ten komentarz!
      Dziękuję, i również pozdrawiam! ! <3

      Usuń
  15. Super rozdział aghftvcfhcfyvxtv uwielbiam to ff czekan na nn, kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Zajebiste kocham te opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  17. Superrrrrrr rozdział

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  19. Naprawde genialne opowiadanie
    kiedy next ??

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak dla mnie super

    OdpowiedzUsuń
  21. Cześć! Kurde jakie fajne opowiadanie! Masz talent dziewczyno. Dobry styl pisania, ładnie, składanie i ciekawie. Zaintrygowała mnie historia tej dwójki. Ciekawe co knuje Malik, bo mam wrażenie że coś jest na rzeczy. Czekam na kolejny i pozdrawiam Asiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      No tak, Malik będzie trochę skomplikowany :)
      Również pozdrawiam !:)

      Usuń
  22. Ale super :D Masz bardzo fajny styl pisania i fabuła również mi się podoba ,te dwie rzeczy tworzą razem niezaprzeczalniegeenialniedoskonałą mieszankę ;D a no i nie wiedziałam ,że Malik jest taki brutalny ,wydawał sie być delikatny i opiekuńczy,ale jak widać jest taki jedynie dla Vanessy ;) Czekam niecierpiwie na następny rozdział który ,mam nadzieję wkrótce sie pojawi ,już 24 komentarze ,jeszcze 1 ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, niezaprzeczalniemocnodziękuje :D
      ciesze się, że się podoba, pozdrawiam:*

      Usuń
  23. Super ;33 Mam nadzieję, że Zayn pokaże swoje "prawdziwe" oblicze xdd i zacznie się dziać już tak na poważnie :PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, chyba bd musiała cie rozczarować, bo nie mogę od razu z Zayna zrobić potwora. Wtedy ta dziewczyna nie miałaby szans, żeby go pokochać i to ff nie miałoby sensu.
      Ale stopniowo postaram się wprowadzić więcej wątków i rozwinąć akcje ;)

      Usuń
  24. Supeeeeer czekam na nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  25. super rozdział, zapraszamy do nas
    http://not-looking-for-anoher-mistake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. jezusie, pokochałam to ff tak mocno, że vhfjdksl, chcę już nowy rozdział koniecznie��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, dziękuję! Już dodałam^-^

      Usuń
  27. Świetny rozdział! :)
    Ponad to niespodzianka! :)
    Zostałaś nominowana do Liebster Award! :)
    Więcej tu >>> http://unearthly-story.blogspot.com/2014/12/liebster-blogger-award.html

    Wesołych Świąt i szczęśliwego nowego roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję! <3
      I wzajemnie :)

      Usuń