niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 5

Wyszłam niechętnie z auta, naciągając mocniej rękawy mojej czarnej bluzy. Wiał lekki wiatr, a słońce skryte było pod ciemnymi chmurami. Nie zdziwiłabym się gdyby zaraz miał spaść deszcz, bo jak na wczesny październik byłoby to naturalne i całkowicie do przewidzenia. Pogoda w Londynie bywa kapryśna. Zwłaszcza jesienią.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy bez najmniejszego trudu odgadłam miejsce naszego postoju. Przez całą drogę byłam tak zafrasowana rozmową z Mulatem, że nie zwróciłam uwagi na naszą trasę, a teraz zewsząd otaczały mnie znajome budynki i drogi.
W Londynie czułam się prawie jak w domu i w pewnym stopniu rzeczywiście tak było. Prawie trzynaście lat mojego życia spędziłam w tym mieście. Rodzice bardzo długo budowali nasz dom, na przedmieściach, a przez ten czas pomieszkiwaliśmy u babci. Był to najwspanialszy okres mojego życia, ale mimo wszystko miło było przeprowadzić się z małego bloku w centrum tego całego zgiełku do własnego kąta. Miałam tu jednak wielu znajomych, babcię, a mama prace, więc zwykle co najmniej raz w tygodniu bywałam w mieście. Rok później, po naszej przeprowadzce babcia zmarła na raka, a ja bardzo to przeżyłam. Zaprzestałam tak częstych wizyt w Londynie. Nadal kochałam to miejsce i raz na jakiś czas tu bywałam. Stratford nie było tak daleko od Londynu, jak Woodford, gdzie mieścił się mój dom dziecka. Gdybym wtedy wiedziała, jak potoczy się moje życie zapewne inaczej bym to wszystko rozegrała, podjęła inne decyzje. Ale czasu nie da się cofnąć. Życie jest zbyt krótkie by stać w miejscu i zastanawiać się "co by było gdyby". Trzeba w końcu wstać. Trzeba w końcu ruszyć do przodu.
Po chwili z rozmyślań wyrwał mnie delikatny, wręcz niewinny dotyk dłoni chłopaka na moim biodrze. Sunął opuszkami palców by za chwilę pociągnąć za szlufkę moich spodni i przysunąć mnie do siebie. Wzdrygnęłam się, machinalnie przenosząc moje zaszklone oczy na chłopaka. Mulat w odpowiedzi na moje nieme pytanie jedynie chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął lekko w stronę jakiejś małej knajpy. Pozwoliłam mu poprowadzić się do stolika i posadzić na jednym z drewnianych krzeseł. Było tu zdecydowanie przytulnie i klimatycznie.
- Na co masz ochotę?- Zayn skinął głową w stronę menu. Chwyciłam białą kartę i omiotłam wzrokiem jadłospis. Nie byłam specjalnie głodna, i szczerze to najchętniej odpuściłabym sobie ten posiłek.
- Ja chyba spasuje.- Mruknęłam, przegryzając dolną wargę.
- Nie masz ochoty na nic z listy?- Brunet zmarszczył brwi. W obu dłoniach, obracał kartę i bez zbędnego zainteresowania przyglądał się wybranym pozycjom.-  Hm, może po prostu zmienimy lokal?
- Nie, naprawdę nie trzeba. - Zaprzeczyłam pośpiesznie, posyłając mu wymuszony uśmiech. - Po prostu nie jestem głodna. Może zamówię sobie jakiś sok? - Wzruszyłam ramionami.
Z ust chłopaka wydobyło się ironiczne prychnięcie.
- Musisz jeść. Cokolwiek.- Wywrócił oczami widząc grymas na mojej twarzy. Posłał mi ostatnie, stanowcze spojrzenie nim ostentacyjnie przywołał kelnera.
- Co państwu podać? - Wysoki Blondyn o aksamitnie zielonych oczach spoglądał na nas z zaciekawieniem. Wydawał się trochę zbyt młody, by mógł tu pracować. Ponadto nie sprawiał wrażenia osoby odpowiedzialnej by wykonywać jakikolwiek zawód. W głowie od razu zaświtała mi myśl, że jest tu na praktykach, lub zwyczajnie sobie dorabia. Wszystko to przypomniało mi, że będąc u Zayna muszę poszukać potencjalnej pracy, by zyskać choć trochę niezależności. Zaczerwieniłam się, gdy chłopak bez najmniejszych skrupułów taksował mnie wzrokiem, a gdy pochwycił moje zmieszane spojrzenie dwuznacznie mrugnął. Natychmiastowo spuściłam wzrok, ignorując całe zajście. Nigdy nie czułam się pewnie, gdy ktoś okazywał mi większe zainteresowanie, niż powinien, a teraz, zwłaszcza teraz, nie miałam ochoty na rozpoczynanie nowych znajomości w mieście, z którego niedługo i tak wyjeżdżam.
- A więc, na co masz ochotę Skarbie? - Głos mojego opiekuna wytrącił mnie z równowagi. Był przesadnie przesłodzony, a zwrot jakim obdarzył mnie na końcu tylko dopełnił wrażenia, że coś jest nie tak.
Drgnęłam na jego nieprzyjemny ton, spinając się od od środka. Było to całkowicie inne, niż to, do czego zdążył mnie przyzwyczaić. Nie wiedziałam, co go mogło zdenerwować, a nie znałam go na tyle dobrze, by zwyczajnie spytać. Może po prostu był zły, że nie chcę zjeść tego idiotycznego śniadania, na które i tak już jest za późno.
- Nie jestem głodna. - Spojrzałam wymownie na Bruneta. Nie wiem dlaczego zdecydowałam się zagłębić w ten konflikt, zamiast po prostu odpuścić. Może po prostu myśl, że Zayn ma prawo kontrolować każdy aspekt mojego życia i właśnie stara się to udowodnić, wzbudził we mnie niewielki pokład samozaparcia i nie ugięłam się pod jego twardym spojrzeniem. Nie chciałam być kontrolowana. Nigdy nawet nie wiedziałam, jak to jest, gdy ktoś nachalnie narzuca ci swoją wolę. Moi rodzice wierzyli, że miarą sukcesu jest bezstresowe wychowywanie dzieci, a ja jako ich jedyna córka nie byłam zmuszana do niczego. - Ja na razie podziękuję. - Zwróciłam twarz w stronę kelnera. Jego wzrok był zalotny, a spojrzenie dekoncentrujące i choć kolejne pytanie skierowane było do Zayna, jego oczy nadal uważnie śledziły moje ruchy. To zdecydowanie nie było profesjonalne. To było jedynie żałosne.
- A dla Pana...? - Przejechał kciukiem po dolnej wardze, prawie że ignorując Malika. Gdyby nie zaimek osobowy "Pan" mogłabym pomyśleć, że zwraca się z tym do mnie.
- Weźmiemy dwa zestawy śniadaniowe, z sokiem pomarańczowym. - Brunet posłał nam obojgu nazbyt szeroki uśmiech, by mógł być on szczery. Jego dłonie, zaciśnięte w pięści spoczywały równo na blacie stołu. Co chwilę rozkurczał palce i ściskał je z powrotem tak, że na jego skórze tworzyły się wąskie wgłębienia po paznokciach. Domyśliłam się, że jest to jego sposób na uspokojenie się. Jak się później przekonałam, nie był zbyt skuteczny.
- Ale... Um. Twoja koleżanka powiedziała, że nie chce... - Blondyn niepewnie zerkał to na mnie, to na Mulata. Zdziwienie było wprost wymalowane na jego jeszcze dziecinnej twarzy. Był tym typem osoby, która jest nazbyt ciekawska, a momentami wręcz wścibska, by móc być lubianą. To działało na nerwy. Zupełne przeciwieństwo mnie.
- To nie twój pierdolony interes, czego chce moja koleżanka! - Podskoczyłam na krześle słysząc wzburzony głos Zayna. Brzmiał on zdecydowanie głośniej, niż powinien i zakłócił panującą wewnątrz budynku przyjazną atmosferę. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że każda możliwa osoba wpatruje się w nas z półotwartymi ustami, chłonąc każde słowo.
- Stary, wyluzuj. Ja tylko mówię, że... - Kelner pobladł na twarzy pod wpływem nagłego wybuchu Bruneta i byłam pewna, że moja twarz ma teraz bardzo podobny odcień. Chłopak zaczął się niepewnie jąkać, starając jakoś załagodzić sytuacje. Nie dziwiłam mu się. Sama byłam śmiertelnie przerażona zachowaniem mojego towarzysza względem chłopca z obsługi. Jeśli Zayn reaguje tak w każdej podobnej sytuacji... Nie. Blondyn jeszcze raz zerknął na mnie i byłam pewna, że w moich oczach dostrzegł coś więcej, niż chciałam mu przekazać. Przez chwilę zamilkł, a ja w duchu modliłam się, by skończył wypowiedź tak, jak na początku zamierzał. Bałam się, że będzie chciał zgrywać bohatera i sprowokuje Malika do dalszych czynów. Nie chciałam wywoływać niepotrzebnych sporów w miejscach publicznych. Nie chciałam jakichkolwiek sporów. - Że Twoja koleżanka ma chyba... ma chyba prawo decydować sama za siebie. Nie jesteś jej ojcem. - Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Stał teraz pewny siebie, nawet mogłabym rzec zadowolony i z triumfem spoglądał jak z twarzy Malika odpływają kolory. Odwrócił się by posłać mi porozumiewawcze mrugnięcie. - Więc zamów grzecznie coś dla siebie, lub będę musiał cię stąd wyprosić. - Założył dłonie na ramiona, spoglądając na nas z góry wzywającym wzrokiem.
Nie, nie, nie. Błagam nie. Jego słowa odbiły się echem po pomieszczeniu, a ja w myślach przeklinałam się za to, że pozwoliłam doprowadzić do takiej sytuacji. Na moje usprawiedliwienie miałam jedynie fakt, że nie wiedziałam, że Malik tak łatwo popada w gniew. Nigdy nie znałam osoby, która by w tak oczywisty sposób wyrażała swoje negatywne emocje względem obcych ludzi.
Byłam jak sparaliżowana, i gdy Mulat wstał, zaciskając jeszcze mocniej dłonie, nie potrafiłam zrobić nic, by go powstrzymać. Jego ciało wprost trzęsło się z gniewu, a oczy pociemniały. Podświadomie przeczuwałam, co zaraz się stanie. Moje obawy po kilku sekundach stały się smutną rzeczywistością.
Głośny trzask rozerwał niczym grom złowróżbną ciszę, która zapanowała od słów kelnera. Widziałam jak na zwolnionym tempie, jak Brunet z zaciętym wyrazem twarzy uderza z siłą w szczękę chłopaka. Słyszałam dokładnie trzask łamanych kości, i byłam pewna, że idealnie prosty nos Blondyna już nigdy nie wróci do pierwotnego kształtu.
Niebieskooki pod wpływem siły upadł na sąsiedni stolik tłukąc zastawę i raniąc się jeszcze bardziej odłamkami szkła. Podniósł się z ziemi, zataczając przy tym lekko. Dopiero teraz, gdy Chłopak wstał, zdałam sobie sprawę, że wstrzymywałam oddech. Ulżyło mi, że pod wpływem upadku nie doznał poważniejszej kontuzji.
- Ałłł! Mój nos! Złamałeś mi nos!- Pisnął, ocierając twarz z krwi. Przyłożył dłoń do uszkodzonego narządu i delikatnie ścisnął opuszkami palców jego nasadę, sycząc głośno z bólu. W jego oczach zaczęły gromadzić się łzy, i czekałam tylko, aż się rozpłacze. Nie zrobił tego jednak, może w porę przypominając sobie, że nie byłoby to dostatecznie męskie. Natomiast Zayn z kolei stał kilka kroków od niego z wyrazem rozbawienia na twarzy. Z obrzydzeniem otarł rękę o ciemne jeansy, pozbywają się tym samym śladów krwi z knykci. Przysiadł na jednym ze stołów i z zaangażowaniem zaczął śledzić rozwój wydarzeń, cudem powstrzymując śmiech. Był wyluzowany do granic możliwości, podczas gdy ja byłam cała spięta. Miałam ochotę wstać i pomóc blondynowi, lub chociaż wyprowadzić stąd Mulata i wezwać pomoc, ale moje ciało nie było zdolne do jakiegokolwiek ruchu.
Błagam, Boże. To się nie może dziać naprawdę.
Siedziałam nieruchomo na swoim krześle, dłońmi zakrywając uchylone usta. Od nadmiaru wrażeń i widoku krwi zaczynało mnie powoli mdlić i by nie pozwolić sobie zwymiotować rozejrzałam się niepewnie wokół siebie.
Po za lamentującym głośno kelnerem, w pomieszczeniu byliśmy sami. Wszyscy musieli wyjść, gdy Malik uderzył chłopaka. Nikt dobrowolnie nie chciał być zamieszany w sprawę pobicia, więc wcale nie zdziwiłam się, że nikt też nie został, by pomóc nieszczęsnemu chłopcu. Ludzie wolą trzymać się z dala od kłopotów, niż samemu je na siebie ściągać.
W końcu przez boczne drzwi wszedł mężczyzna po około pięćdziesiątce. Siwe, przerzedzone włosy i gęsta broda pasowała do jego przyjemnej, ciepłej twarzy, wykrzywionej teraz przez grymas niezadowolenia i gniewu. Przypominał mi teraz złego świętego Mikołaja, któremu renifer zjadł wszystkie prezenty. W innych okolicznościach pewnie nawet bym się uśmiechnęła z tego bezsensownego skojarzenia. Teraz śmiech był ostatnią rzeczą, o której byłam zdolna myśleć.
- Co tu się do cholery wyprawia?! - Zmierzył ich obu wzrokiem, utrzymując go nieco dłużej na zakrwawionym nosie chłopaka i zaczerwienionych dłoniach Zayna. Jego twarz rozjaśniła się w ponurym zrozumieniu. Był zły, ale nawet teraz potrafił zachować opanowanie. - Karl? - Młodzieniec podniósł głowę wpatrując się szmaragdowymi oczami w mężczyznę. Zauważyłam błękitną plakietkę na jego nienagannej, białej koszuli. Nie zdziwiłam się, że był szefem.
- Ten człowiek mnie zaatakował! - Musiałam się naprawdę wysilić, by zrozumieć bełkot Karla. To przez ten nos. Brzmiał jakby się krztusił. - On jest jakiś chory, trzeba go stąd wywalić! - Właściciel knajpy utkwił swoje błękitne tęczówki w Mulacie. Przyglądał mu się krytycznie. Otworzył usta, i zaraz je zamknął gdy dostrzegł trzęsącą się z przerażenia dziewczynę. Musiałam wyglądać naprawdę fatalnie, gdyż "Święty" jedynie pokiwał ze zrezygnowaniem głową.
- Drogi chłopcze. Nie wezwę policji pod warunkiem, że opuścisz ten lokal w tej chwili i nigdy tu nie wrócisz. - Westchnął przeciągle, pocierając pomarszczoną twarz dłońmi. - Nie potrzebuje problemów z policją, ty pewnie też. Wyjdź stąd, proszę. - Spojrzał jeszcze raz na mnie, posyłając mi współczujący uśmiech, którego nawet nie byłam w stanie odwzajemnić.
Jego słowa zaskoczyły mnie zapewne w równym stopniu co Zayna, jednak on nie dał tego po sobie poznać. Po prostu wstał ze stołu i podszedł wolno do drzwi, wywracając oczami.
- Vanessa. - Jego szorstki głos zakłócił ciszę a mnie mimowolnie przeszły dreszcze. Czekał, aż wstanę i za nim pójdę, ale wydarzenia sprzed chwili wywarły na mnie zbyt duży wpływ i nie potrafiłam opanować targających mną emocji. Nienawidziłam, a nawet brzydziłam się przemocą. Nie mogłam uwierzyć, nie docierało to do mnie, że chłopak z którym miałam zamieszkać, który wydawał się z pozoru miły i sympatyczny, mógł czerpać satysfakcje z nieuzasadnionej agresji. Pociągnęłam nosem bezskutecznie próbując powstrzymać łzy. Malik spoglądał w skupieniu na moją twarz. Zmarszczył brwi, dostrzegając moje załzawione oczy i bez słowa podszedł do mojego stolika. Przykucnął naprzeciwko mnie, opierając brodę na moich kolanach, dłońmi oplatając moje łydki. Spięłam się w środku na ten dotyk i machinalnie odsunęłam najdalej jak potrafiło mi na to oparcie krzesła. Dlaczego on go uderzył? Zniszczył całe zaufanie i szacunek jakim go obdarzyłam.
- Przepraszam. - Mruknął cicho, całując czule moje kolano. - Proszę, chodź ze mną.
Mulat złapał mnie za nadgarstki, i delikatnie podniósł na nogi. Skrzywiłam się, gdy moje stopy zetknęły się z podłożem.
Nie miałam wyjścia. Poszłam za Mulatem, z niechęcią i rezygnacją posuwając do przodu nogami. W połowie drogi chłopak stanął, a ja uderzyłam czołem w jego muskularne plecy, przez co kąciki jego ust nieznacznie drgnęły, zwłaszcza gdy potem musnął nosem zaczerwienione miejsce. To było naprawdę mocne zderzenie. Odwrócił się przodem do mężczyzny i prawą dłonią, jakby od niechcenia zasalutował mu w powietrzu. Cóż, byłam trochę zawiedziona. Nie były to ani podziękowania, ani przeprosiny, ale siwowłosemu ten gest chyba wystarczył, bo z uśmiechem go odwzajemnił. Cóż, być może w męskim kodeksie prawnym nie funkcjonuje coś takiego jak "trzy magiczne słowa" a użycie ich, względem drugiego jest zszarganiem swojej godności? Lub może po prostu tylko Zayn nie używał tych słów.

Przez całą drogę do auta nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. W oczach innym moglibyśmy uchodzić za parę obcych ludzi, gdyby nie fakt, że Zayn ciągle trzymał mnie za nadgarstek, jakby upewniając się, że nie ucieknę. Cóż, nie było to bezpodstawne działanie, bo w danej chwili dokładnie na to miałam ochotę. Uciec jak najdalej stąd.
Gdy znaleźliśmy się w samochodzie, odseparowani od dźwięków z zewnątrz, cisza zaczynała być przytłaczająca, ale żadne z nas nie zrobiło nic, by ją przełamać.
Skuliłam się w fotelu, zamykając oczy. Bolała mnie głowa i brzuch. Chciałam zasnąć.
Malik podjechał do jakiejś FastFoodziarni i już po kilku minutach wnętrze auta wypełniło się mdłym zapachem smażonego mięsa. Chłopak podsunął mi czerwony kubełek z podejrzaną zawartością. Zajrzałam z niechęcią do środka. Mój żołądek zaprotestował na widok udka z białą kością połyskującą pod ugotowanymi ścięgnami. To nie wyglądało jak jedzenie, wyglądało raczej jak kawałek poćwiartowanego ciała. Wiedziałam, że zjedzenie go będzie praktycznie niemożliwe.
Mimo to, nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Może sprawdzałam, czy nie zacznie się ruszać.
- Vanessa. - Z trudem zmusiłam się by oderwać wzrok od nieżywego kurczaka. - Nie jesz.
- Wiem. - Odparłam.- Przepraszam, nie czuje się zbyt dobrze.
Zayn spojrzał na mnie wzrokiem pozbawionym litości.
- Poczujesz się lepiej, jeśli zagłodzisz się na śmierć? - Nie odpowiedziałam.- Jedz.
Tłuste udko poćwiartowanego kurczaka leżało bez życia na moim talerzu. Podniosłam je i ugryzłam.






Po naszym "śniadaniu" pojechaliśmy prosto na lotnisko, gdzie spędziliśmy resztę dnia rozwiązując krzyżówki lub czytając nudne magazyny sportowe. Każdy z osobna.
Gdy wreszcie po kilku godzinach mogliśmy usiąść w wygodnych fotelach samolotu, a dzień pomału dobiegał końca, ulżyło nam obojgu.
Usiadłam przy oknie, i w napięciu oczekiwałam na start. Zayn nie musiał pytać, czy był to mój pierwszy lot, było to po mnie widać na pierwszy rzut oka. Na tyle dobrze, że budziłam uśmiech na twarzach co poniektórych pasażerów. Reszcie po prostu działałam na nerwach.
W końcu wystartowaliśmy, a mi zaparło dech w piersiach. Z zaangażowaniem śledziłam widoki, ściskając dla otuchy dłoń Bruneta. Nadal byłam na niego zła i pewnym sensie przerażona, ale teraz, gdy znajdowaliśmy się w przestworzach nic z tych rzeczy nie było ważne. Liczył się tylko ten wyjątkowy moment, w którym towarzyszył mi Malik. Nie musiał nawet nic mówić, ważne, że był i swoim zwyczajem, jeździł uspokajająco kciukiem po moim udzie. Tu, w tym samolocie, na daną chwilę, mogłam szczerze rzec, że jestem szczęśliwa. Ten stan utrzymywał się jeszcze kilka godzin, nim znużona zasnęłam.



Parararapapapa ! I jak wrażenia? Opisujcie mi wszystko, ja z chęcią posłucham i na pewno odpisze na każde pytanie ^^
Serdecznie dziękuje za komentarze!
Następny rozdział dodaje, gdy będzie UWAGA:

25 waszych kom = nowy rozdział

Pozdrawiam was misiaki, i do następnego! :*






















niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 4

Siedziałam na dużym łóżku z kubkiem ciepłej herbaty. Zdążyłam się już w pełni przygotować na wyjście; ubrać, umyć, uczesać. Czekałam teraz tylko na Zayna.
W między czasie moje myśli krążyły wokół niczego, odbijając się od ścian mego mózgu. Coś na wzór gry w pingponga. Próbowałam skierować je na jakikolwiek tor, narzucić sobie względnie normalne myślenie, jednak wewnątrz mnie czaiła się zgubna pustka. Może tak było nawet lepiej, niż gdybym bez przerwy miała rozpamiętywać to wszystko.
Odłożyłam w połowie opróżnione naczynie na stolik.
Nienawidziłam herbaty. Jej posmak machinalnie wywoływał u mnie odruch wymiotny. Gdy byłam dzieckiem moja mama zmuszała mnie do jej picia w każdą niedziele, przy obiedzie. Pamiętam, że zawsze krzywiłam się przy tym niemiłosiernie, cała zapłakana, ale matka trzymała się swoich żelaznych zasad, więc i tak kończyło się to w ten sam sposób. W końcu jednak nie wytrzymałam i zwymiotowałam w trakcie obiadu z pracodawcą taty. Od tego czasu minęło około dziesięciu lat a ja nigdy więcej nie miałam herbaty w ustach. Do teraz.
Sama nie wiem, dlaczego właściwie przełamałam się i wypiłam znienawidzony napój. Być może dlatego, że Zayn z taką troską zamówił go dla mnie z recepcji i po prostu nie miałam serca mu odmówić. I odwagi.
Opadłam ze znużeniem na poduszki, zamykając przy tym oczy i poczęłam nasłuchiwać dźwięków napływających z łazienki. Odgłos lejącej się wody niesamowicie relaksował, i uspokajał. Czułam się przyjemnie z faktem, że ktoś jest w pokoju obok i nic mi nie grozi.
W końcu Zayn wyszedł spod prysznica a jakiekolwiek dźwięki ucichły. Przewróciłam się na brzuch tłumiąc ziewanie. Ta bierność była otępiająca. Po krótkiej chwili usłyszałam ciche skrzypnięcie a materac obok mnie ugiął się pod naporem drugiego ciała. Przekręciłam twarz spoglądając w bok. Moim oczom ukazał się umięśniony tors chłopaka i wprost zniewalający, biały uśmiech. Mulat leżał obok mnie w samych bokserkach z przewieszonym na szyi ręcznikiem. Jego mokre włosy opadały mu na czoło, co wyglądało naprawdę słodko. W tym momencie przypominał mi małego, niewinnego chłopca z niezliczoną ilością tatuaży.
- Gotowa na wielki dzień?- Jego głos był przesiąknięty entuzjazmem. Leżał na plecach ze skrzyżowanymi z tyłu głowy ramionami. Przez krótką chwilę zaczęłam zastanawiać się, czy Zayn zawsze jest taki naturalny i zrelaksowany. Pewny siebie.
- Bardziej gotowa nie będę.- Mruknęłam, starając się wyglądać pogodnie. Gdzieś wewnątrz mnie nadal czaił się niepokój, co raczej nie powinno nikogo dziwić. Nie chciałam jedynie, by mój opiekun wyczuł go w mym głosie.
- Chodź, nie mamy wiele czasu.- Podniósł się na łokcie by zaraz płynnie wstać z łóżka. Wyciągnął ku mnie prawą rękę, czekając cierpliwie aż ją chwycę.
Jęknęłam zniesmaczona, przypominając sobie jaka pogoda panuje na dworze. Marna wymówka. Zignorowałam jego wyciągniętą dłoń i zanurzyłam twarz w poduszce. Mimo wszystkiego, co tu przeżyłam i chęci startu od nowa, nie chciałam stąd wyjeżdżać. Wszystkie moje obawy powróciły ze zdwojoną siłą.
- Musimy?- Mój głos był częściowo przyciszony i zmodyfikowany przez poduszkę, jednak nie trudziłam się z podniesieniem twarzy, by chłopak mógł mnie usłyszeć. Było to zbędne, gdyż Zayna i tak nie interesował mój marny sprzeciw. Z ust Malika wydobyło się prychnięcie i praktycznie w tym samym czasie poczułam jak czyjeś ciepłe ręce zaciskają się na mojej tali i unoszą mnie w powietrzu. Nim zdążyłam jakoś zareagować Zayn postawił mnie na ziemi.
- Sama odpowiedz sobie na to pytanie.- Jego ton głosu jak i postawa wskazywały jak bardzo jest rozbawiony. Pewnie nie spodziewał się, że potrafię zachowywać się jak rozkapryszona małolata. Cóż, potrafię.
Przegryzłam wargę, spoglądając niepewnie w stronę drzwi, po czym z zrezygnowaniem westchnęłam. Chłopak zauważył moje niezdecydowanie i niemal od razu ujął między palce mój podbródek pociągając go ku górze.
- Vaness. Będzie dobrze. Wiesz o tym, prawda? Po prostu mi zaufaj. - W jego głosie dało się wyczuć nutkę obawy, ale też desperacji. Zrobiło mi się lepiej na sercu z myślą, że się o mnie martwi i choć w pewnym stopniu ma na względzie moje szczęście.
- Wiem.- Posłałam mu najbardziej szczery uśmiech, na jaki było mnie stać. Zacisnęłam zęby, decydując się na lekkie kłamstwo. - Po prostu się z tobą droczę.- Wystawiłatm mu język tamując przy tym leniwy uśmiech, wpływający na moją twarz.
- Jak dziecko...- Mulat westchnął teatralnie, kręcąc przy tym głową.
- Nie jestem dzieckiem.- Zmarszczyłam brwi, robiąc przy tym naburmuszoną minę.
- Tak, wiem. Tylko się z Tobą droczę.- Posłał mi figlarne spojrzenie, po czym naśladując moje wcześniejsze zachowanie wystawił język w moją stronę.- Okej, koniec tego dobrego. Ubieram się i wychodzimy. - Chłopak delikatnie dotknął palcem wskazującym mój nos, po czym pogwizdując cicho skierował się w stronę drzwi. Westchnąłem cicho, nie spodziewając się, że Zayn mnie usłyszy, toteż zdziwienie na mojej twarzy musiało wyglądać wprost komicznie, gdy Malik stojąc w progu, odwrócił się do mnie szczerząc swoje białe zęby- Tylko bez marudzenia mi tu, Księżniczko.- Przewróciłam teatralnie oczami, dokładnie przyglądając się sylwetce Bruneta znikającej w drzwiach. Jestem pewna, że gdybym zauważyła go na ulicy nie wywarłby on na mnie pozytywnego wrażenia, mimo tego, że oczywistością jest, że Zayn jest pociągający i naprawdę przystojny. Po prostu jego tatuaże, ogólnie wygląd sprawiają wokół niego taką niebezpieczną otoczkę buntownika. A to zdecydowanie nie jest mój typ. Chociaż musze przyznać, że prócz niezaprzeczalnej urody jest w nim coś intrygującego i mrocznego. Coś, co sprawia, że chcesz go poznać, że odwrócisz się za nim na zatłoczonej ulicy. Coś co sprawi, że jego idealnie zarysowana twarz długo pozostanie ci w pamięci. Wiem, że większość nastolatek pewnie mdleje na jego widok. I może faktycznie kiedyś zaliczałabym się do tej grupy, ale ostatnie wydarzenia z mojego życia zmieniły moje postrzeganie świata i ludzi. W pewnym stopniu mogę powiedzieć, że nawet ukształtowały mój charakter. Zmieniłam się, i wydaje mi się, że jest to zmiana na lepsze. Wydoroślałam. To chyba jedyny plus tego, co mnie spotkało. Teraz, pomijając oczywiście fakt, że Zayn jest moim opiekunem i nie chcę związków, to mijając go na ulicy raczej spuściłabym wzrok i trzymała się od niego z daleka niż na przykład z premedytacją podeszła. Nie. Jego twarz po prostu krzyczy " kłopoty", a ja od nich wole trzymać się z daleka.
Jednak mam takie szczęście, że Mulat jest moim jedynym żyjącym krewnym, a zarazem prawnym opiekunem, więc chcąc nie chcąc muszę z nim przebywać.
Właściwie to jak na razie, wydaje się całkiem sympatyczny a momentami naprawdę słodki. Cóż, jak widać pozory bywają mylne.
Moje rozmyślania przerwał sam obiekt mych obserwacji, wchodząc do pokoju z moimi walizkami w prawej dłoni. Ubrany był w czarny, rozpięty teraz płaszcz przez co mogłam dojrzeć równie ciemny t-shirt. Właściwie to cały strój Mulata był utrzymany w ciemnej kolorystyce. Pasowało to do niego.
Brunet posłał mi pytające spojrzenie, na co odpowiedziałam mu delikatnym, zrównoważonym uśmiechem.
Naciągnęłam na dłonie rękawy bluzy i ruszyłam w stronę drzwi, słysząc za sobą kroki chłopaka. Odruchowo wyciągnęłam dłoń, chcąc złapać klamkę i prawie od razu zdezorientowana podskoczyłam czując pod opuszkami palców ciepłą i miękką skórę Zayna.
- Przepraszam. - Mruknęłam cicho. Mile zaskoczył mnie ten gest. Było to urocze, i nie spodziewałam się tego.
- Oh, proszę cię. Pozwól mi po prostu być mężczyzną.- Wywrócił oczami, ale z jego twarzy nie schodził pogodny uśmiech.
- Gentelmeni nie wywracają oczami.- Uniosłam głowę w górę, by spojrzeć mu w oczy. Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu.
- Wystarczyło by zwykłe dziękuję.- Prychnął, a na jego twarz wpłynął zabawny, udawany grymas. - Chodź i nie marudź. - Jego usta wylądowały wprost na moim czole, znacząc je czułym całusem. Zacisnęłam mocno oczy, śmiejąc się. Malik złapał mnie za ramiona i popchnął w stronę drzwi. To wszystko było takie proste i przyjemne. Naturalne.
Przeszliśmy przez hol, gdzie mój towarzysz oddał recepcjonistce klucze. Nawet stojąc dwa metry dalej zdążyłam odnotować, jak kobieta z zaangażowaniem go podrywa. Z marnym skutkiem oczywiście, co było naprawdę zadziwiające, gdyż blondynka była naprawdę ładna. Długie jasne włosy opadały jej falami na twarz pokrytą mocnym makijażem a do tego krótki i obcisły strój robił powalające wrażenie. Stojąc tam całkowicie bez makijażu i w wytartych jeansach czułam się naprawdę beznadziejnie. Mulat jednak całkowicie ją olał, mimo tego jak się przy nim płaszczyła. Czyżby jej czegoś brakowało? Jeśli tak, to chłopak ma na prawdę duże wymagania.
Na parkingu postanowiłam spytać o to Zayna.
- Zayn.- Zaczęłam siedząc już bezpiecznie w aucie. Chłopak tak jak ostatnio zapiął mi pas, upewniając się, że wszystko jest ze mną dobrze. Tym razem nie zareagowałam tak panicznie, gdy schylił się nad moim udem i poprawił klamrę. Byłam spokojna nawet gdy majstrując coś przy zapięciu jego lewa dłoń zsunęła się w szparę między moimi udami, lekko wbijając przy tym palce w boczne szwy moich spodni. Cierpliwie czekałam aż skończy. W końcu jednak poruszyłam się niespokojnie. Mulat w końcu uniósł głowę i spojrzał na mnie przelotnie.
- Mhm? - Mruknął, chwytając kierownicę w jedną dłoń a drugą przekręcając kluczyk w stacyjce. Zaczekałam aż ruszymy nim zdecydowałam się kontynuować.
- Pamiętasz tą dziewczynę na recepcji? - Spytałam jakby od niechcenia.
- Tą blondynkę? - Wzrok utkwiony miał w drodze i nie byłam pewna, czy do końca mnie słucha.
- Tak. - Potwierdziłam patrząc uważnie na jego profil. Piękny profil.
- Mhm, co z nią? - Czułam, że jest skupiony na jeździe, i naprawdę nie chciałam go rozpraszać, ale ciekawość przeważyła.
- Podobasz jej się.- Stwierdziłam chłodno.
- Taaak? - Z każdym kolejnym zdaniem chłopak utwierdzał mnie w przekonaniu, że nie jest zbytnio zainteresowany rozmową, być może nawet odpowiada mi z grzeczności. Teraz, jako dobrze wychowana dziewczynka powinnam odpuścić i dać mu spokój, jednak byłam zbyt zaintrygowana jego obojętnością.
- Tak. - Potwierdziłam kiwając głową.
- I co w związku z tym? - Jego głos był lekko rozbawiony. Płynnie zmienił bieg, skracają na autostradę.
- W zasadzie to... nic. - Byłam zmieszana i odrobinę urażona. Założyłam dłonie na ramuonach i zacisnęłam usta w wąską linie decydując się już zamilknąć. Po chwili ciszy Malik spojrzał na mnie i demonstracyjnie westchnął.
- No już, dalej.
- Co "dalej"? - Zmarszczyłam brwi, nie za bardzo rozumiejąc sytuacje.
- Kontynuuj. Wiem, że chcesz. - Na jego twarzy błąkał się delikatny, pewny siebie uśmiech.
- Nie. Jest dobrze. - Odburknęłam, odwracając twarz w stronę przeciwnej szyby.
- Oh, no już. Przepraszam, nie gniewaj się.- Silił się na spokojny ton, ale doskonale słyszałam, że walczy z rozbawioniem. Nie zareagowałam, pozwalając moim emocją wypłynąć na wierzch mojej twarzy.
- Kocie, mów. - Ujął lewą dłonią mój podbródek i wykręcił go w swoją stronę, spoglądając mi w oczy. Co jakiś czas zerkał na jezdnię, by kontrolować pojazd, jednak nadal utrzymywał kontakt wzrokowy, nie puszczając mojej twarzy. Całe szczęście, że aktualnie staliśmy w niewielkim korku, bo mogłoby być nieciekawie. - Kocie. - Powtórzył. Nadal siedziałam naburmuszona, co sprawiało, że kąciki jego ust ciągle drgały. - Widzę przecież,  że skręca cię ciekawość, więc wyduś to z siebie wreszcie. - Przejechał palcem wskazującym po moim policzku, a gdy nie wywołał tym u mnie żadnej reakcji, dodał robiąc minę " zbitego szczeniaczka" - Proszę?
- Dlaczego spławiłeś tą dziewczynę? - Spytałam na wydechu a moje policzki pokrył delikatny rumieniec. Z ust chłopaka wydobył się uroczy chichot.
- Słodko się rumienisz. - Gładził dłonią moją twarz, palcem rozchylając mi usta. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mi przyjemny dreszcz. - Bardzo.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - Wytknęłam mu, celując palcem w jego pierś.
- Nie wiem, może po prostu mi się nie podobała. - Wzruszył ramionami.
- Była ładna.
- Nie wiem, może. Nie zwróciłem uwagi.- Ponownie wzruszył ramionami, dając mi tym samym do zrozumienia, że wygląd tamtej dziewczyny nie ma dla niego znaczenia.
- Dlaczego? - Postanowiłam brnąć w to dalej.
- Nie wiem, po prostu nie. Jakie to ma w ogóle znaczenie? - Korek, w którym tkwiliśmy ruszył, więc Zayn z powrotem skupił się na jeździe stając się trochę wycofanym. Zamilkłam na moment, próbując znaleźć jakieś dobre wyjaśnienie.
- Nie wiem, staram się po prostu zrozumieć, dlaczego nie wziąłeś od niej numeru, skoro ewidentnie się jej podobałeś. Faceci tak się nie zachowują. - Starałam się brzmieć naturalnie. - Masz już dziewczynę? O to chodzi? - Do głowy wpadł mi jeszcze jeden pomysł. -Chyba, że... O mój... Zayn, ty jesteś gejem?! - Pisnęłam, zakrywając usta dłonią. W mojej głowie uformowała się całkiem logiczna myśl, i jak na razie nawet miała sens.
- Boże, Vanessa! Nie. - Uciął krótko,  wywracając oczami. - I nie mam żadnej dziewczyny a tym bardziej chłopaka.
- Wiesz, nie musisz przede mną tego ukrywać. Jestem tolerancyjna. - Rzekłam dumnie. Teraz już byłam pewna swoich racji. To wyjaśniało dosłownie wszystko i było całkiem dobrą opcją, jak dla mnie.
- Na Litość Boską! Nie jestem gejem. Ani pedofilem, zoofilem, nekrofilem czy co ci tam jeszcze przyjdzie do tej głupiutkiej główki na myśl. - Prychnął.
- W takim razie nie rozumiem. - Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego z ukosa. Nie wydawał się być zły, co najwyżej lekko zirytowany i mocno rozbawiony. Ten chłopak musi mieć stalowe nerwy. Cóż, było mi go szkoda. Jednak nie na tyle, by odpuścić.
- Jezu, Vaness. Po prostu odpuść. Dobrze? - Spojrzał na mnie błagalnie, mając już chyba dość tego przesłuchania.
- Nie. Nie kiedy nic z tego nie rozumiem.
- Jesteś okropnie uparta. - Pokręcił głową z niedowierzaniem wymalowanym w oczach, ale też pewną rezygnacją. Jechaliśmy przez chwilę w ciszy, aż w końcu Brunet westchnowszy uprzednio rzucił jakby od niechcenia.
- Nie wziąłem od tej dziewczyny numeru, bo zwyczajnie nie interesują mnie przelotne znajomości, a tylko to na razie mógłbym jej zaproponować.
- Dlaczego? - Zmarszczyłam brwi.
- Zawsze zadajesz tyle pytań? - Zakpił przechylając lekko głowę.
- Dlaczego? - Zignorowałam jego pytanie.
- Okej, rozumiem. Nie odpuścisz. - Przetarł dłonią twarz by po chwili kontynuować wyważonym głosem. - Nie chcę mieć na razie dziewczyny. I to nie dlatego, że jestem gejem, lub z nią było coś nie tak. Wiem, że się jej spodobałem, ale wiem też, że teraz muszę się skupić tylko i wyłącznie na tobie i relacji między nami. Jesteś moją jedyną i najważniejszą dziewczyną. I niech tak zostanie. - Będąc całkowicie szczerą, muszę przyznać, że to wyznanie zrobiło na mnie wrażenie. Przez chwilę zamilkliśmy, wpatrując się w siebie, aż Zayn musiał odwrócić twarz w stronę jezdni, a czar prysł.
- Dziękuje. To takie... - Przez chwilę milczałam szukając odpowiedniego słowa, aż z opresji wyciągnął mnie Mulat.
- Słodkie, urocze, czarujące? - Podsunął uśmiechając się.
- Wspaniałe. - Odwzajemniłam gest. - I słodkie, urocze i czarujące też. - Zgodziłam się po chwili namysłu, budząc tym u mojego kierowcy śmiech.
Przez chwilę zapanowała między nami niezręczna cisza, którą zdecydowałam się przerwać.
- Zayn?
- Tak? - Odpowiedział mechanicznie. Znów był skoncentrowany tylko i wyłącznie na jeździe.
- Wcale nie musisz tego dla mnie robić. - Spuściłam głowę, nerwowo skubiąc brzeg mojej czarnej bluzy. Czułam na sobie wzrok Mulata.
- Chcę. - Rzekł, a mi momentalnie zrobiło się cieplej na sercu.
Przez resztę drogi milczeliśmy. Wydaje mi się, że obydwoje odpłyneliśmy gdzieś daleko myślami i w aucie byliśmy tylko ciałem.
Po godzinie Malik wjechał na parking a w końcu zatrzymał auto. Spojrzałam na niego pytająco, unosząc jedną brew ku górze.
- Śniadanie.





A więc rozdział 4 jest :) co myślicie?
15 waszych komentarzy= nowy rozdział
waszych, gdyż na każdy odpowiadam. Więc śmiało. Pytajcie i krytykujcie ! :)
Pozdrawiam!  :*