sobota, 18 października 2014

Rozdział 3


Gorąca woda działała w cudowny, rozluźniający sposób na moje zdrętwiałe mięśnie. Stałam już ponad pół godziny w kabinie prysznicowej relaksując się błogim spokojem i ciszą.
Zdawałam sobie doskonale sprawę, że powinnam w końcu opuścić łazienkę, ale nie mogłam się zdobyć na choćby rozsunięcie zaparowanej szyby. Tłumaczyłam sobie, że po prostu nie chcę przeszkadzać Zaynowi. Powinien się wyspać przed drogą, odpocząć. Przede wszystkim ode mnie. Wiedziałam jednak, że nie to jest głównym powodem mojej izolacji. Prawda była taka, że nie chciałam wychodzić i mierzyć się z tym, co czekało mnie za drzwiami. To nie było dla mnie do końca komfortowe, a czasami w towarzystwie Mulata czułam się naprawdę niezręcznie. Jego zachowanie często było dekoncentrujące i przyznam szczerze trochę się go bałam. Nie byłam nawet pewna, jak powinnam zachowywać się przy tym człowieku.
Był on dla mnie zupełnie obcym mężczyzną, któremu musiałam w pełni zaufać, a który stanowczo zbyt często naruszał moją przestrzeń osobistą i minie trochę czasu nim się z tą całą sytuacją oswoję, nim to wszystko zaakceptuje.
Czas.
Tego mi było trzeba. Potrzebowałam czasu.
Usłyszałam ciche, ale stanowcze pukanie do drzwi. Westchnąłem cicho wychodząc spod prysznica i owijając swe nagie,  mokre jeszcze ciało puszystym ręcznikiem. Nim pojęłam, co tak naprawdę zamierzam zrobić, a mój mózg wysłał odpowiednią komendę do ciała, moja dłoń już zacisnęła się na klamce i uchyliła nieznacznie drzwi. Idiotyczny nawyk, pozostałość po sierocińcu.
Przez niewielką szparę w drzwiach dostrzegłam postać Zayna. Wpatrywał się we mnie swoimi dużymi, czekoladowymi oczami, przyprawiając mnie tym samym o dreszcze. Uniósł jedną brew, widząc mnie prawie bez odzienia. Był widocznie zaskoczony. Chyba nie spodziewał się, że mu otworzę.
Cholera. Zakląłem w myślach. Nie jestem w domu dziecka. Nie muszę otwierać drzwi na zawołanie.
Dlaczego zawsze popełniam tak najprostsze błędy?
- Hmm?- Mruknęłam niepewnie, zakładając ręce na biust.
Malik zjechał mnie wzrokiem, przygryzając swoją dolną wargę. Na jego twarzy zakwitł uśmiech i choć uroczy, wywołał u mnie jeszcze większe zażenowanie.
- Chciałem tylko upewnić się, czy wszystko okej, ale... Mam rozumieć, że już skończyłaś, tak?- Widziałam, jak w jego oczach rosło rozbawienie, mimo poważnego tonu głosu.- Chyba, że chcesz abym ci pomógł.- Po chwili dodał, zawieszając przy tym wzrok na oplatającym mnie ręczniku. Zdawałam sobie sprawę, że chłopak żartuje, jednak nic nie mogłam poradzić na moje czerwieniejące policzki.
- Ja... Przepraszam. To taki nawyk z domu dziecka.- Mruknęłam cicho, spuszczając wzrok na moje bose stopy. Jestem żałosna. Po prostu żałosna. Przed oczami momentalnie stanęło mi zajście, sprzed pięciu miesięcy.
                                                              

...
-Amy, Amy!- Roztrzęsiona brunetka z wymalowanym przerażeniem na twarzy uderzała dłońmi w drewnianą powierzchnie drzwi. 
Czekała, aż jej starsza przyjaciółka otworzy łazienkę, i zgani dziewczynę, jednak tak się nie stało. Vanessa przeczuwała najgorsze. Mimo to, nie poddawała się i nadal obijała swoje drobne dłonie o zimne drewno. W końcu z jej ust wyleciał niekontrolowany szloch. Nie, błagam, nie.- W swojej głowie te dwa słowa odmawiała jak modlitwę. 
-Nie!- Wykrzyczała w końcu, uderzając coraz głośniej w drzwi, teraz też i nogami. 
Hałas, który sprawiała zbudził większość dzieciaków z jej piętra, oraz kilka opiekunek. Wszyscy jak na zawołanie zbiegli się, by zobaczyć co się dzieje. Zapanował chaos.
Pozostałe wydarzenia były czarną dziurą w pamięci Vannes. Jedyne co zapamiętała, to gdy pani Johnson otwierała zapasowym kluczem drzwi, by pokazać wszystkim przerażający widok. 
Amy. Naga. W wannie. W wannie pełnej krwi. Na podłodze leżał mały nóż, którym prawdopodobnie podcięła sobie żyły. 
Było za późno. Już nie żyła.
Jej chude ciało spoczywało bezwiednie na brzegu wanny, a puste oczy obwiniały wszystkich dookoła, budząc poczucie winy. 
Od tego czasu w domu panował zakaz zamykania drzwi na klucz, a pod nakazem opiekuna trzeba je było bezzwłocznie otworzyć. Bez względu na okoliczności.

...


Wzdrygnęłam się. Wspomnienia odżyły w mojej głowie, a łzy samoistnie cisnęły do oczu. Zagryzłam dolną wargę by całkowicie się nie rozkleić.

Zayn zauważył moją nagłą zmianę nastroju i po krótkiej chwili, nie pytając o nic, stał już obok mnie, zamykając mnie w swoim ciasnym uścisku.
Było to tak czułe, i urocze, że mimowolnie z moich oczu popłynęły słone łzy, mocząc do reszty jego ramie. Sama nie wiem dlaczego akurat teraz, akurat przy nim się rozpłakałam.  Po prostu wszystko to mnie przerosło, i okazałam moją słabość w najprostszy sposób. Strach, zdenerwowanie, tęsknota, smutek, i cała masa innych emocji wybuchła we mnie niczym wulkan i rozlała się po moim ciele. Byłam wewnętrznie rozbita. Zagubiona. I tak bardzo samotna.
Wszczepiłam się w niego mocniej, wbijając paznokcie w jego plecy, a nos przyciskając do jego gorącej klatki piersiowej. Nie chciałam być sama.
Chłopak również wzmocnił swój dotyk jakby podświadomie wiedząc, czego mi trzeba. Prawą dłoń zaciskał na mojej talii, natomiast lewą gładził delikatnie mój kark, ramiona i głowę. Przez cały czas kołysał nami delikatnie i mruczał mi cicho do ucha jakąś nieznaną melodie. W jakiś dziwny, niepojęty sposób dawało to ukojenie i przynosiło upragniony spokój. Czułam się przy nim bezpiecznie.
Nie byłam pewna, ile dokładnie minęło nim się uspokoiłam, jednak przez cały ten czas Malik nie przerwał mi nawet jednym słowem. Po prostu tam stał, i przy mnie był. Dał mi to, czego tak bardzo potrzebowałam.
Wreszcie siąknęłam nosem, i puściłam jego poraniony przeze mnie kark by przetrzeć oczy. Z moich ust wyleciało ciche westchnięcie, nim całkowicie się od niego oderwałam, i odsunęłam dwa kroki w tył.
- Przepraszam.- Mruknęłam cicho, drżącym jeszcze głosem. Wypowiadając te słowa, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.
- Hej, nie. Nie masz mnie za co przepraszać.- Zatrzęsłam się, gdy poczułam ciepły oddech na swoim policzku. Chłopak stał tuż obok mnie, z głową pochyloną nad moim ramieniem. Rękoma ponownie oplótł mnie w talii, pociągając lekko za szlufki z tyłu spodni. Podniosłam zdezorientowana wzrok by zatopić się w kakaowych tęczówkach chłopaka. Speszona przeniosłam spojrzenie na ziemie, czując jak moją twarz pokrywa szkarłat.- Spójrz na mnie. - Powiedział stanowczo, jednak ton jego głosu był łagodny, delikatny. Potrząsnąłem przecząco głową.
- Nie, zrobiłam z siebie nadwrażliwą kretynkę...po prostu o tym zapomnij. Naprawdę cię prze...- Zayn jednak nie pozwolił mi skończyć. Chwycił mój podbródek i wbrew mojej woli pociągnął go ku górze tak, że teraz musiałam patrzeć mu w oczy. Zmarszczyłam brwi.
- Nie pozwalam ci tak mówić, słyszysz?
- Ale...
- Nie. Jestem jedyną osobą, która w tej sytuacji powinna przepraszać.- Prychnęłam, na co on tylko przewrócił oczami.- Pozwól mi chociaż skończyć.
- Dobrze. Proszę, mów.- Odsunęłam się od niego i oparłam o drzwi łazienki. Zdecydowanie lepiej czułam się zachowując pewien dystans między nami. Starałam się wyglądać zdecydowanie i pewnie, a nie tak jak się czułam. Wyczerpana fizycznie i psychicznie. Mam nadzieję, że chociaż trochę mi to wyszło. Usłyszałam jak chłopak wzdycha, prawdopodobnie wznosząc oczy ku niebu.
- Jesteśmy dla siebie całkowicie obcymi ludźmi, znamy się dwa dni i pewnie w ogóle nie rozumiesz dlaczego zdecydowałem się tobą zaopiekować. Dlaczego teraz. Musisz jednak wiedzieć, że była to przemyślana decyzja. Właśnie tego chciałem. I teraz, po prostu chcę, żebyś tu ze mną była i mi ufała. Chcę twojego bezpieczeństwa. Pragnę byś była ze mną szczęśliwa.- Zayn zamilkł na chwilę, podchodząc pewnym krokiem do mnie by otrzeć mój mokry jeszcze od łez policzek.- Nie chcę, byś więcej przeze mnie płakała. Nie chcę by z moich ust padały słowa, które cię zabolą. Prawda jest taka, że nie wiem co przeżyłaś w domu dziecka, i dopóki nie poznam całej twojej historii mogę nieświadomie sprawić ci ból. Nie chcę tego, jednak nie zamierzam się narzucać i siłą wymuszać twoje zaufanie. Kiedy będziesz gotowa, sama się przede mną otworzysz. Wiem, że tak właśnie będzie.- Nachylił się i czule ucałował moje czoło.- Nie chcę byś płakała. Nigdy. Jesteś dla mnie najważniejsza słońce. Mamy tylko siebie. Ty masz tylko mnie.
To, co usłyszałam z ust Mulata wywarło na mnie ogromne wrażenie. Mimo choć jego słowa brzmiały trochę obsesyjnie nie martwiłam się tym zbytnio, nawet tego nie zauważyłam. Teraz liczyło się tylko to, co małymi krokami rodziło się między nami. Zaufanie. Powoli zaczynałam mu ufać.
- Dziękuje.- Mruknęłam i delikatnie złapałam go za policzek. Przejechałam palcem po szorstkim zaroście chłopaka i ucałowałam go w zakończenie szczęki, bo tylko tam dostawałam, nawet mimo umiarkowanego pochylenia chłopaka w moją stronę.
Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam się naprawdę szczęśliwa. To było trochę tak, jakbym w końcu odnalazła drogę do domu. Wiedziałam, że ze wszystkich możliwych miejsc tu właśnie najbardziej pasuje. W mojej głowie zrodziła się już maleńka nadzieja, że może naprawdę uda mi się z moim opiekunem stworzyć dobre, silne więzi.
Chciałam traktować go jak ojca, lub starszego brata. I pragnęłam równie silnie by on traktował tak mnie.
Brakowało mi mojego taty, a Malik pod kilkoma względami trochę go przypominał. Może było to z mojej strony samolubne i egoistyczne, ale całym sercem pragnęłam by Mulat zdołał mi go choć w pewnym stopniu zastąpić. Ja naprawdę tęskniłam za moją rodziną.
Zayn miał rację. Mam tylko jego.



Badum Tssss
przepraszam, że tak długo ale jest.
Dziękuje za prawie 1000 wejść. Jesteście kochani ^_^
+ od teraz na obu blogach będę odpowiadać na wszystkie komentarze,  więc piszcie co myślicie i zadawajcie pytania!  Możecie też pisać mi coś o sobie, chętnie się czegoś dowiem o moich czytelnikach ^^
No i postaram się dodawać posty częściej, ale musicie wiedzieć, że i tak wchodzę tu codziennie i wszystko sprawdzam. #ninja, tylko po prostu nie mam czasu, bo pomysłów szczerze mówiąc mam masę. No nic. Pozdrawiam ! :*