sobota, 20 września 2014

Rozdział 2

Zamrugałam kilkukrotnie powiekami by odpędzić niechciany sen.
Podróż trwała już prawie dwie godziny, i wcale nie spodziewałam się szybkiego jej końca.
Prawda jest taka, że nawet nie znałam celu naszej jazdy. Pan Malik przez całą dotychczasową drogę skutecznie mnie ignorował. Od sytuacji na parkingu nie zamienił ze mną ani jednego słowa, nie zaszczycił nawet najmniejszym spojrzeniem. Nie było to dla mnie problematyczne. Lubiłam ciszę; mogłam się wtedy skupić na sobie, jednak teraz potrzebowałam wyjaśnień. Chciałam, by on po prostu powiedział mi coś o sobie, bym poczuła się bezpieczniej.
Wpatrywałam się tępo w szybę. Wytężyłam wzrok usilnie starając się dojrzeć coś, jakiś charakterystyczny szczegół, który pozwoliłby mi powiedzieć cokolwiek o naszym położeniu. Było to dość głupie z mojej strony. Pomijając sam fakt, że jako piętnastolatka nie podróżowałam zbyt wiele by znać wspaniale okolice sąsiedniego miasta, w którym znajdował się dom dziecka, to jeszcze późna pora uniemożliwiała dojrzenie czegokolwiek w wszechogarniającym mroku. Jedynie przydrożne latarnie rozświetlały gdzieniegdzie ciemne ulice rzucając blady poblask na wąskie pasma jezdni. Po za tym, moje oczy wszędzie natrafiały na czarną otchłań.
Moim ciałem wstrząsnął krótki dreszcz, gdy po chwili posłyszałam głuchy odgłos spadających kropel.
Deszcz był jedynym dźwiękiem zakłócającym wszechobecną ciszę. Mój opiekun nie włączył radia.
Było w tym coś przerażającego. Jechałam z praktycznie obcym mi mężczyzną, pustymi ulicami, nocą. Fakt, że nie znałam celu podróży również nie sprzyjał na moją korzyść. Nie wiedziałam jakie zamiary ma co do mnie pan Malik. I chyba nie chciałam tego wiedzieć. W każdej chwili mógłby okazać się jakimś chorym psychopatą i zamordować mnie nożem kuchennym podczas najbliższego postoju. Jednak... Czy to jest naprawdę najgorsza rzecz, jaka mnie może spotkać? Wzdrygnęłam się, gdy w mojej głowie ujrzałam serie czarnych scenariuszy. Tak naprawdę byłam zdana wyłącznie na jego łaskę. A to wcale nie sprawiało, że czułam się lepiej.
Spojrzałam kątem oka na mojego potencjalnego zabójce. Uśmiechnęłam się lekko widząc jego piękną, wręcz idealną twarz. Jego ciemne oczy śledziły uważnie jezdnię, a pełne wargi miał zaciśnięte w wąską linie. Mimo widocznego u niego skupienia, miałam nieodparte wrażenie, że myślami jest daleko stąd, a pojazd prowadzi mechanicznie. Przez krótką chwilę zapragnęłam spytać mężczyzny co zaprząta jego umysł, jednak szybko odgoniłam od siebie ową myśl. Brunet nie wydawał się skory do rozmowy, a ja nie zamierzałam jej na siłę zaczynać. Nie chce od samego początku sprawiać mu kłopoty, i być przysłowiowym ciężarem.
Odwróciłam więc z powrotem wzrok w stronę przyciemnianej szyby i nie broniąc się już przed zmęczeniem pozwoliłam mojej głowie spokojnie opadnąć na zagłówek siedzenia, przymykając przy tym oczy.

                             ...

Otworzyłam oczy, przecierając je wierzchem dłoni. Po raz pierwszy od bardzo dawna byłam naprawdę wyspana.
Spojrzałam niepewnie wokół siebie, marszcząc przy tym brwi.
Widok, który mi się ukazał nie był do końca tym, czego się spodziewałam. Po pierwsze pomieszczenie, w którym się aktualnie znajdowałam było duże, przestrzenne i zdecydowanie nie było czarnym Mercedesem.
Zlustrowałam dokładnie pokój podciągając się na łokcie. Blade ściany, które zdobił wielki, plazmowy telewizor, oraz pokaźne lustro, a do tego mahoniowa podłoga z pastelowym dywanem. Jedna dwudrzwiowa szafa i mała komoda. No i oczywiście dwa duże okna, z zapewne pięknym widokiem. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, ze względu na zasunięte żaluzje. Jednak najważniejszym meblem w tym pokoju było ogromne małżeńskie łoże, na którym dane mi było spać.
Doszłam do wniosku, że znajduje się w jakimś hotelu, ze względu na mały telefon stacjonarny stojący na szafce nocnej, tuż przy łóżku.
Próbowałam przypomnieć sobie, jak ja się tu znalazłam. W mojej głowie istniała kompletna pustka, tak jakbym na kilka godzin po prostu się wyłączyła. Spojrzałam na okno po przeciwległej ścianie, i mimo żaluzji zdałam sobie sprawę, że jest już ranek, jeśli nie południe. Pan Malik zapewne zrobił tu postój ze względu na mnie i zaniósł mnie do łóżka, bym wypoczęła. Nie byłam pewna, jak powinnam na to zareagować. Cóż, znalezienie go i podziękowanie mu, to chyba dobry pomysł na sam początek. Powinnam też spytać, kiedy zamierza kontynuować podróż. Nie chce, żeby przeze mnie musiał coś odwoływać, lub przekładać. Chcę być dla niego jak najmniejszym ciężarem przez te trzy, a właściwie już niedługo dwa lata.
Toteż z ociąganiem zsunęłam pościel, pozwalając jej opaść na ziemie.
Z moich ust natychmiastowo wydobył się stłumiony pisk, gdy ujrzałam, że na owym łóżku nie leże sama. Nie wiem jak to możliwe, że wcześniej nie zauważyłam muskularnej postaci leżącej po przeciwległej stronie łóżka, ale teraz zdawałam sobie sprawę z jej obecności doskonale. Zamrugałam kilkukrotnie widząc, że mój opiekun leży obok mnie w samych bokserkach. Nie to było jednak powodem mojego krwistoczerwonego rumieńca. Moje zaczerwienione policzki były sprawką tego, że ja również leżałam w samej bieliźnie.
Myśl, że brunet rozbierał mnie bez mojej wiedzy i zgody gdy spałam wprawiał mnie w stan zażenowania i irytacji. Na Litość Boską! To w końcu obcy dla mnie facet, jakie on ma prawo by mnie dotykać, nie mówiąc już o...
Moje rozmyślania przerwał jęk Pana Malika, który chyba odczuł brak kołdry, gdyż wzdrygnął się i bezwiednie przysunął się w moją stronę, łapiąc mnie przy tym za talie i dociskając swój szorstki od kilkudniowego zarostu policzek do mego brzucha. Jedną rękę wsunął pod moje plecy, a drugą umieścił tuż pod moją piersią. Czułam jego zarost jak i ciepły, równomierny oddech na mym ciele. Było to jednak niesamowicie przyjemne uczucie.
Jednak to nie zmienia faktu, że to mój opiekun, i taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Westchnęłam cicho, tłumacząc sobie, że im szybciej to zakończę tym lepiej.
Spróbowałam dość mozolnie wyplątać się z uścisku Mulata, jednak spowodowało to odwrotny efekt niż zamierzałam. Chłopak jedynie mocniej przycisnął mnie do siebie wplatając dodatkowo swe nogi między moje.
Nie, to na pewno nie był dobry pomysł.
Jęknęłam sfrustrowana. Nie było opcji, aby udało mi się wstać z tego przeklętego łóżka nie budząc przy tym jego. Więc mimo ogarniającego mnie powoli zażenowania, delikatnie dźgnełam Pana Zayna w ramię. Mężczyzna w odpowiedzi zamruczał gardłowo, a moje policzki znów okrył rumieniec. Nie, to nie ma prawa dziać się na prawdę.
Po krótkiej chwili powtórzyłam poprzednią czynność, wkładając w nią jednak więcej siły niż poprzednio. Znów nic.
Próbowałam jeszcze kilka razy wyrwać chłopaka ze snu jednak nadaremną. On ma naprawdę mocny sen. Nie było sensu go dalej budzić,  bo zresztą co bym mu powiedziała? Rozmowę na temat mojej przestrzeni osobistej możemy przeprowadzić potem, wcale mi się do tego nie śpieszy, a on równie dobrze może się wyspać.
Opadłam z rezygnacją na poduszki. Nie byłam przekonana, co do tej rozmowy, która prędzej czy później musi nadejść. No bo przecież to,  co on robi nie ma prawa się dziać. Toteż w głowie odtwarzałam tysiące razy jej przebieg i różne tego skutki. Sama nie wiem kiedy wplątałam palce w jego ciemne pasma włosów i zaczęłam pociagać pojedyncze kosmyki stresując się coraz bardziej czymś, co nieuniknione. Minęła długa chwila nim zorientowałam się co robię a gdy w końcu to nastało podskoczyłam piszcząc przy tym, co wreszcie zbudziło pana Malika.
Drgnął zdezorientowany nim przeniósł na mnie swoje duże, brązowe oczy. Nie oderwał jednak swoich dłoni od mego ciała przez co moja twarz na powrót pokryła się szkarłatem. Szlak.
- Dzień dobry. - Mruknął niewyraźnie podnosząc jedną rękę i przeczesując nią ciemne włosy tworząc na swej głowie istny nieład. Mimo wszystko muszę przyznać iż wyglądał bardzo pociągająco.
- Dzień dobry. - Rzekłam, po czym zaciskając wargi wyplątałam się z... niego. Wstałam z łóżka i stanęłam na wprost mego zaspanego towarzysza, zakładając przy tym ramiona.
Stałam tak w samej bieliźnie pod jego bacznym spojrzeniem zażenowana i skrępowana. To nie było w porządku. Irytacja powoli brała nade mną górę.
- Coś się stało?- Spytał niewzruszony. W jego głosie dało się wyczuć zaciekawienie ale też nutę rozbawienia. Pokręciłam niedowierzająco głową.
- Co się wczoraj wydarzyło, proszę Pana?- Starałam się opanować mój głos ale mimo wszystko jednak zadrżał.
- Proszę, mów mi Zayn. - Posłał mi ciepły, niewymuszony uśmiech, na co przewróciłam tylko oczami.
- Dobrze, Zayn.- Rzuciłam sztywno nim powtórzyłam wcześniejsze pytanie.- Co się wczoraj wydarzyło?
- Nic. - Mulat wzruszył ramionami przyglądając mi się uważnie. - Zasnęłaś więc zatrzymałem się w hotelu, zaniosłem cię do pokoju i rozebrałem. Nie chciałem cię budzić, tak słodko spałaś.- Potarł swój kark. Nie wydawał się okazywać skruchy, wręcz przeciwnie. Był widocznie zadowolony.
- Dlaczego spałeś ze mną? - Zmarszczyłam brwi przenosząc wzrok na swoje stopy. Brzmiało to gorzej niż w mojej głowie, zbyt dwuznacznie.
- Nie chciałem zostawiać cię samej. - Ponownie wzruszył ramionami. - Jesteś o to zła? - Uniósł jedną brew ku górze a jego wargi wygieły się w intrygujący uśmiech. W przeciwieństwie do mnie był zrelaksowany.
Nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Po krótkiej chwili postanowiłam mu po prostu odpuścić i dopilnować by taka sytuacja więcej nie miała miejsca. Nie miał złych intencji, nie mogę być zła. Troszczy się o mnie, tak jak nikt wcześniej. Ja powinnam robić to samo. Tak zachowuję się rodzina, prawda?
- Nie, raczej nie. - Posłałam mu delikatny uśmiech, rozglądając się za moim szarym podkoszulkiem. Wreszcie zauważyłam stertę moich, a właściwie naszych ciuchów i już po chwili trzymałam je w dłoniach, choć częściowo próbując się nimi zasłonić.
- Gdzie jest...?
- Drzwi na prawo. Możesz wziąć też prysznic jeśli chcesz. Mamy dużo czasu.- Zayn sunął wzrokiem po moim prawie nagim ciele, co niezmiernie mnie dekoncentrowało. - Samolot jest o dziewiętnastej.
- Jaki samolot? - Spytałam zdezorientowana. - Wyjeżdżamy?
- Tak. Nie mieszkam w okolicy. - Opadł na poduszki prawie od razu zamykając oczy. Nie trudno było się domyślić, że to już koniec rozmowy.
Wyszłam cicho z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Miałam mieszane odczucia co do przeprowadzki. Z jednej strony chciałam stąd uciec i zacząć wszystko od nowa,  zostawiając przeszłość za sobą. Z drugiej jednak w innym mieście, czy kraju nie będę znać nikogo, a to sprawi, że będę uzależniona od Zayna jeszcze bardziej niż dotychczas. To się po prostu nie może dobrze skończyć.


5 komentarzy:

  1. O mój boże. Trafiłam tu zupełnie przez przypadek, ale śmiało mogę stwierdzić, że zostanę tu na dłuuuużej.
    Sama fabuła jest świetna, styl jest świetny... Cóż, nie pozostaje mi nic innego, niż czekać na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny. Lariste.


    W międzyczasie zapraszam do siebie na walk-in-shadows.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejku, dziękuję!
      Na pewno zajrzę :)

      Usuń
  2. cudo *-* kiedy next??

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże,ale to jest genialne. Fabuła jest naprawdę nie banalna, a ciekawi bohaterowie ,jeszcze bardziej zachęcają do dalszego czytania. Wszystkie te zachowanie Malika są dwuznaczne ,więc szczerze to nie dziwię się Vanessie ,że reaguje w ten sposób ,ja bym chyba była jeszcze gorsza ;3 Lecę do następnego rozdziału. Bardzo sie cieszę ,że natrafiłam na tego bloga ,bo czytam już jedno z twoich opowiadań i jestem jego ogromną fanką :D

    OdpowiedzUsuń