niedziela, 10 sierpnia 2014

Prolog

Siedziałam skulona na skraju kanapy i nerwowo przegryzałam dolną wargę.
Zaczynało być tak dobrze.  Tak cholernie dobrze.  Za każdym razem, kiedy myślę, że pokonałam przeszkodę na swej drodze los rzuca mi pod nogi kolejną. To jest jak gra, która się nigdy nie kończy. Ta gra nazywa się życie. Mam wrażenie, że jest ono jak krucha filiżanka z naderwanym uchem. Jedna z wielu. Ciągle ją tłukę i próbuje skleić zamiast się zwyczajnie poddać. Gdy mi się to w końcu udaje, nim jeszcze klej zdąży wyschnąć znów ją upuszczam. Znów się tłucze na miliony drobnych kawałków, które musze poskładać. Za każdym razem jednak brakuje zbyt wielu elementów, które gubię gdzieś po drodze. Filiżanka już nie jest tą samą co przedtem. Jest wybrakowana, zepsuta. Traci na swojej wcześniejszej wartości. Nikt i nic nie może już przywrócić jej dawnej świetności. Mimo wszystko ciągle próbuje. Wydaje mi się, ze potrzebuje pomocy. Że z kimś u boku byłoby mi łatwiej. Ale nie można ufać ludziom. Oni zawsze cię zawiodą. Oni zawsze cię skrzywdzą.

Już dawno pogodziłam się z śmiercią moich rodziców.  Pogodziłam się z tym, że zostałam sama na tym chorym świecie. Zaakceptowałam nawet dom dziecka.
To chyba przyszło mi najtrudniej, zważywszy na to, że nie wpasowywałam się w normy tutejszych dzieci. Owszem, nie miałam rodziców. Ale nie byłam uboga, chora, kaleka, umierająca lub w inny sposób pokrzywdzona przez los. Po prostu straciłam rodziców. Miałam stąd wyjść za trzy lata,  gdy ukończę tak wyczekiwany przeze mnie dzień pełnoletności,  i to miał być koniec mojej udręki tutaj. Miałam spadek i gdzieś tam czekał na mnie pusty dom. Pozostałości po moim dawnym życiu. Miałam przyszłość. Którą sobie idealnie zaplanowałam. Trzy lata w tym budynku, gdzie płacz dzieci jest jedyną melodią utulającą do snu. Trzy lata w miejscu, gdzie dzieją się rzeczy, o których nie opowiada się w wieczornych wiadomościach. I wreszcie trzy lata w miejscu, o którym nieustannie próbuje zapomnieć.
Trzy lata. Trzydzieści sześć miesięcy. Sto czterdzieści cztery tygodnie. Tysiąc osiem dni. To przecież nie jest tak długo. To przecież da się wytrzymać.

Przez ostatnie 2 miesiące często to sobie wyobrażałam. Gdzie będę mieszkać, co będę robić. Wiedziałam, że nie będę wstanie wrócić do mojego dawnego domu. Wnosił ze sobą zbyt wiele wspomnień.
Mieszkała  w nim szczęśliwa rodzina Smith. Z kochającą córką. Z wiernym psem. Z dobrymi przyjaciółmi.
To wszystko było inne i nie należało już do mnie. Byłam już inną Vanessą.
Przeszłość należy zostawić przeszłości. To był mój sposób na zapomnienie. Ludzie z natury nie chcą pamiętać tych złych doświadczeń, a ja pod tym względem nie byłam inna.  Od wypadku minęły prawie dwa lata. Nie pogodziłam się ze stratą, jaką wniósł ale po tym czasie w końcu ją zaakceptowałam. Pogodziłam się z losem.
Kiedyś im to obiecałam. Że nie ważne co się stanie, zawsze będę silna. Zamierzam taka być. Dla nich zamierzam to przetrwać.
I teraz, gdy zaczęłam się tu pomału przystosowywać pojawił się ktoś,  kto mi to wszystko zniszczy. Moje poczucie bezpieczeństwa, moją stabilność.
Nienawidzę zmian. Nie potrafię się z nimi pogodzić i tak po prostu przystosować. Przerażają mnie nowe twarze i miejsca.
A oni to wiedzą. Wiedzą, jak długo zajęło im doprowadzenie mnie do teoretycznie normalnego stanu. Ale mimo to niszczą mój spokój i oddają w obce ręce. Jego ręce.
Na tej obskurnej, zielonej kanapie czekałam na mojego rzekomego wybawce.
Zayna Malika.


Hej! ! :D Co myślicie o tym prologu? Nie jestem pewna jak często dodawane będą rozdziały,  ale jeśli bd czytać to postaram się jak najczęściej ;> Miłego dnia Misiaki!  <3 a raczej nocy^^

5 komentarzy:

  1. Nominuje Cię do Liebster Awards!
    Gratuluje!
    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, odwiedź tą stronkę :)
    http://upadla-i-lowcy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do LBA więcej u mnie na blogu ----------------> http://onemoments-twoworlds-zayn-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny prolog ,zabieram się za pierwszy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń