środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 6


Zasłoniłam twarz obiema dłońmi, mrucząc przy tym kilka niezrozumiałych nawet dla mnie wyrazów, gdy poczułam delikatny dotyk na ramieniu. Dźwięczny śmiech rozbrzmiał w moich uszach, a moje ciało przeszył nieprzyjemny wstrząs, gdy ktoś nieznacznie nim potrząsnął, próbując mnie rozbudzić. Usłyszałam ciche "No już, wstawaj kocie". Moją twarz wykrzywił grymas, jednak zignorowałam zajście. Miałam nadzieje, że uda mi się jeszcze zasnąć. Strząsnęłam dłoń z mojego ciała, ściskając mocniej...
No właśnie. Zbadałam palcem szorstką powierzchnie mojej "poduszki", jednak niewiele mi to powiedziało.
Uchyliłam delikatnie jedną powiekę, by ujrzeć ciemny materiał jeansów Malika. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, czując jak uchodzi ze mnie powietrze. Leżałam w poprzek nóg Zayna, z głową na jego udach a dłońmi kurczowo obejmowałam jego kolana. Zażenowanie wzięło nade mną górę, a sen odszedł w niepamięć, gdy uzmysłowiłam sobie całe zajście.
Podniosłam niezręcznie głowę, opierając ciężar ciała o szybę. Podciągnęłam jedną nogę ku twarzy, opierając na niej brodę.
- Dzień dobry. - Mruknęłam, czując na sobie palący wzrok Bruneta. Nie zamierzałam się gniewać, ale nie chciałam też udawać, że jest okej. Byłam zniesmaczona i zdegustowana jego wczorajszym zachowaniem, a zwykle nie kryłam się z emocjami. Szczególnie gdy te nie dawały mi spokoju. Nie chciałam udawać, że jest dobrze, gdy było całkiem odwrotnie.
- Raczej dobranoc. - Rozłożył się wygodniej w fotelu, mierzwiąc dłonią włosy. Posłałam mu pytające spojrzenie. - Jest przed północą. - Wyjaśnił. - Zaraz lądujemy.
- Przespałam cały lot? - W moim głosie dało się wyczuć nutę żalu. Byłam rozczarowana i zła na siebie, że pozwoliłam zmęczeniu wygrać. Zwykle miałam płytki i niespokojny sen, ale jak widać wydarzenia wczorajszego dnia musiały na mnie wpłynąć bardziej, niż dałam po sobie poznać.
- Nie przejmuj się, będzie jeszcze mnóstwo okazji do podróży. - Mrugnął do mnie, a ja po prostu się uśmiechnęłam. Był taki pogodny i szczęśliwy oraz pewny, że jeszcze gdzieś pojedziemy, że nie mogłam tego tak po prostu nie odwzajemnić. Wyglądał naprawdę uroczo gdy jego piękną twarz rozjaśniał tak szczery uśmiech. Cała jego pozytywna energia przeszła i na mnie. Nie jestem i nigdy nie byłam typem osoby, która w nieskończoność wytyka ludziom błędy i miesiącami wypomina przewinienia. Nie ma ludzi idealnych. Wolę dać komuś drugą szansę, bo ja sama kiedyś chciałabym ją dostać. Zresztą, nie mogę osądzać całkowicie obcego mi człowieka przez pryzmat jednego wydarzenia. A przynajmniej nie powinnam.
Odwróciłam twarz w stronę okna, a Zayn położył podbródek na moim ramieniu, i objął mnie w talii. Oparłam się o niego wygodnie, bawiąc się jego zaciśniętymi palcami. Było to naprawdę miłe, i całkowicie inne od moich wcześniejszych kontaktów z drugą osobą. Nie czułam się skrępowana ani do niczego przymuszana. Może byłam zbyt naiwna, by wyczuć w tym jakiś podtekst, albo rzeczywiście było to tak niewinne jak w moich wyobrażeniach. Byłam zbyt spragniona zwykłych, delikatnych i niosących za sobą pewnego rodzaju bezpieczeństwo gestów, by zauważyć w tym coś niestosownego.
Wielu rzeczy nie zauważałam.
- Zayn? - Spytałam, przechylając nieco głowę, by widzieć choć zarys jego profilu.
- Mhm?
- Gdzie my właściwie lecimy? - Pokiwał przecząco głową, jakby się nad czymś zastanawiał.
- To niespodzianka. Spodoba ci się to miejsce.
- Okej. - Zmarszczyłam brwi. Nie czułam się dobrze z myślą, że nie mam zielonego pojęcia gdzie zabiera mnie obcy mężczyzna. Na siłę próbowałam sobie wmówić, że jest okej, ale rzeczywistość była zupełnie odmienna. - A powiesz mi chociaż ile trwa już lot?
- Osiem godzin.
- Wow. - Byłam w szoku. Osiem godzin to naprawdę dużo. - Ale skoro jest teraz dwudziesta-trzecia, a my... - Mój mózg był jeszcze na tyle otępiały po kilku godzinnym śnie, że z trudem przyswajałam informacje, lecz ciekawość wzięła górę i zamiast samemu się głowić zadałam pytanie. No cóż, a przynajmniej próbowałam je zadać.
- Inna strefa czasowa. - Malik bezbłędnie odgadł dalszą część mojego pytania i brutalnie mi przerwał, po czym wzruszył ramionami, zaciskając usta. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie, nim z zrezygnowaniem opadłam na jego tors.
Coraz lepiej wiem, kiedy należy przy nim zamilknąć.

Po kilku minutach przesłodzony głos stewardessy oznajmił nam w trzech językach, że zbliżamy się do lądowania. Odetchnęłam głęboko nim zapięłam pas. Bałam się turbulencji bardziej niż samego lotu.
- Będzie dobrze. - Chłopak uspokajająco potarł moją dłoń, przez co poczułam się odrobinę lepiej. Nie kłamał.
Po chwili staliśmy na lotnisku, z moimi bagażami w dłoniach. Wyszliśmy na ulicę, gdzie przysiedliśmy na jakiejś ławce, by Malik mógł w spokoju zadzwonić.
Podwinęłam rękawy bluzy, rozglądając się wokół siebie. Powietrze było tu duszne, a temperatura dość wysoka, nawet w nocy. Mimo to było tu pięknie, naprawdę pięknie.
Chłonęłam każdy szczegół tego obcego mi miasta, i z minuty na minutę byłam pod coraz to większym wrażeniem. Pod względem zaludnienia przypominało Londyn, ale było o niebo czystsze, bez tego całego smogu i brudu. Zupełnie inny klimat. Można by rzec, że każde miasto nocą, jest ładne, ale to było wyjątkowe. Wyglądało jak jakiś wakacyjny kurort rodem jak z broszurek wakacyjnych.
W całym tym amoku nie zauważyłam, że Zayn gdzieś odszedł, i dopiero gdy wrócił, niosąc ze sobą pistacjowe lody posłałam mu szeroki uśmiech. Gdzie on znalazł otwartą lodziarnie?
- Witamy na Florydzie. - Wyszczerzył zęby w szelmowskim uśmiechu, podając mi kubełek do rąk.
- Pięknie tu. - Wyznałam szczerze, oblizując łyżeczkę z lodów.
- Tak sądzisz? Zaczekaj aż zobaczysz całe miasto... -  Słowa Mulata zagłuszył ciężko pracujący silnik samochodu, który zatrzymał się tuż przy nas. Spojrzałam na pojazd, który zdawał się być cholernie drogi. Nie znam się na autach, więc nawet nie próbowałam zgadywać marki, ale na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić, że wygląda drogo i snobistycznie. Nie potrzebowałam do tego żadnej specjalistycznej wiedzy. Na pewno nie było na kieszeń zwykłego bankowca. Patrzyłam, jak przyciemniana szyba zsuwa się wolno w dół, ukazując coraz to więcej szczegółów z wyglądu kierowcy.
Przystojny szatyn, z włosami postawionymi ku górze, i promiennym uśmiechem, niczym z reklamy pasty do zębów. Na nosie miał ciemne okulary, które zsunął na tyle, by puścić nam oczko. Z trudem powstrzymałam się od przywrócenia oczami. Jest po północy, okulary mógł dobie darować.
Malik jedynie skinął głową i bez zbędnych słów zaczął pakować moje torby do bagażnika. Nie było tego zbyt wiele. Nasz kierowca posłał mi promienny uśmiech.
- Louis. Louis Tomlinson. - Odwzajemniłam jego gest, ściskając mocno kraniec swojej bluzy. To była kolejna, nowa osoba w moim życiu, i przyznam szczerze trochę się stresowałam. Po za tym musiał być co najmniej znajomym Zayna, i oczywistością było to, że chciałam zrobić na nim dobre wrażenie. Nawet jeśli był bogatym, snobistycznym idiotą.
- Vanessa... - Zaczęłam niepewnie, jednak nie byłam w stanie skończyć swojej prezentacji.
- Wsiadaj. - Brunet otworzył mi drzwi, i grzecznie zaczekał, aż zajmę swoje miejsce z tyłu.
Gdy sam wsiadł do auta szatyn poklepał go przyjaźnie po ramieniu, rozpoczynając tym samym wymianę zdań na tematy, o których nie miałam pojęcia, i szczerze mówiąc nawet mnie nie interesowały. Nie byłam wścibska, a już na pewno nienawidziłam podsłuchiwać, toteż, gdy rozmowa chłopców zeszła na bardziej osobiste tematy, po prostu się wyłączyłam. Zdecydowanie sprzyjał temu fakt, że moi towarzysze w pewnym stopniu mnie ignorowali, pomijając oczywiście ukradkowe spojrzenia Szatyna we wstecznym lusterku, oraz Zayna. To dziwne, że nas sobie nawet nie przedstawił, zważywszy na to, że ich zachowanie sprawiało wrażenie, że pomiędzy nimi jest wytworzona naprawdę silna więź.
Zayn w pewnym sensie mnie zaadoptował. Przyjaciele powinni wiedzieć takie rzeczy. Zresztą, na pewno wie. Może po prostu nie jest wścibski, podobnie jak ja.
Trzymałam w obu dłoniach jasny kubek, z nieco już płynną zawartością i z zaangażowaniem spoglądałam przez uchylone okno. Było ciemno, co zdecydowanie utrudniało widoczność, ale nawet te nieliczne szczegóły krajobrazu niezmiernie mi się podobały. Wiatr delikatnie rozwiewał mi włosy, ale nie przeszkadzało mi to nawet w najmniejszym stopniu.
Czułam na sobie nachalne spojrzenia mężczyzn, ale nie zadałam sobie trudu, by sama przenieść na nich moje kawowe tęczówki. Naprawdę się wyłączyłam, i mój mózg przestał reagować na jakieś przyziemne sprawy.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że zadano mi jakieś pytanie. Przeniosłam swój wzrok na dwie, wprost anielskie twarze, a na moją przeciętną wpłynął gorący rumieniec. Szczęśliwym trafem nie usłyszałam nic z tego co najwidoczniej powinnam usłyszeć.
Odchrząknęłam znacząco, by zyskać trochę na czasie. Miny chłopców niewiele mi zdradzały, chociaż kąciki ust Szatyna delikatnie uniosły się w górę. Czekał na odpowiedź. Poddałam mój mózg usilnej próbie przypomnienia sobie ostatniej części rozmowy, jaka rozgrywała się w moim towarzystwie jednak nie byłam wstanie wyłapać czegokolwiek. Zrezygnowana wymamrotałam - Proszę?
Louis zachichotał, a Malik jedynie przewrócił oczami.
- Pytałem jak minął ci lot. - Rzucił zwięźle spoglądając na mnie znad swoich ciemnych okularów. Był rozbawiony, a to sprawiało, że tylko bardziej się stresowałam.
- Dobrze. Jestem jedynie trochę zmęczona. - Wzruszyłam ramionami, odgarniając niechciane kosmyki włosów wpadające mi do oczu.
- Ośmiogodzinna podróż robi swoje. - Ponownie się zaśmiał przyprawiając mnie o przyjemne wrażenie, że nie jest bogatym snobem, na jakiego wygląda.
- Mhm. - Przytaknęłam, leniwie kiwając głową. Przez chwilę zapanowała neutralna cisza, którą ponownie przerwał zachrypnięty głos Tomlinson'a.
- Powiedz mi, gdzie Zayn poznał tak piękną dziewczynę? - Jego głos był przymilny, lekko uwodzicielski, i w normalnych okolicznościach moje policzki świeciłyby teraz szkarłatem, ale mój umysł zaprzątała inna kwestia. Zmarszczyłam brwi, patrząc w skonsternowaniu na Zayna. Ten machinalnie się spiął, zaciskając przy tym swoje pełne wargi w wąską linie. Nie potrafiłam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, byłam pewna, że mimo wszystko Lou jednak wie kim jestem.
- Hm? - Ponaglił mnie szatyn, który jako jedyny nie wyczuł napiętej atmosfery, jaka zapanowała od jego słów.
- Louis... - Zaczął spokojnie Malik, jednak już po chwili przestał. Jego dłonie delikatnie drżały.
Jeszcze przez chwilę usilnie próbowałam ogarnąć zamęt powstały w mojej głowie, nim bolesna prawda uderzyła mnie niczym boomerang w twarz.
Wstydził się mnie.
To jest jedyne, logiczne wyjaśnienie tej sytuacji. Zayn nie powiedział Louis'owi, że wziął mnie z domu dziecka, bo się tego zwyczajnie wstydził. Poczułam się jak bezbronny karaluch, którego bezlitośnie zdeptano butem.
Wstydził się mnie.
Przełknęłam głośno ślinę, patrząc w oczy Bruneta. Dostrzegłam w nich smutek, a to dobiło mnie jeszcze bardziej. Było mu mnie żal. Niepotrzebnie.
- W domu dziecka. - Szepnęłam na przekór samej sobie. Może Malik wstydził się tego gdzie przebywałam, ale ja nie.
- O mój Boże, przepraszam. Nie wiedziałem, że Ty to Ty. Myślałem, że będziesz mieć dziesięć, góra dwanaście lat... - Był widocznie zszokowany i zażenowany, prawie w równym stopniu co ja. Spojrzał z wyrzutem w stronę mojego opiekuna. - Mogłeś mi powiedzieć. - Potarł kark jedną dłonią, a z jego wąskich warg wypłynął wymuszony śmiech. - Palnąłem straszną gafę, przepraszam.
- Myślisz, że wiedziałem? Naprawdę, ciężko było się domyślić Louis. - Zayn rzekł z przekąsem, a po jego minie nietrudno było odgadnąć jak bardzo jest wściekły. Szczerze, było mi to wszystko jedno. Z serca spadł mi ogromny ciężar. Lou jednak wiedział. Moje głupie obawy były bezsensowne.
- Nie, nic się nie stało. - Rzuciłam pośpiesznie, starając się wyglądać w miarę pogodnie. Po kilku minutach przymknęłam oczy, udając sen. Wolałam nie widzieć ukradkowych spojrzeń chłopaków; pełnych troski i żalu. Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy.
Kiedy w końcu samochód zaparkował, a moi towarzysze wyszli na zewnątrz, ja nadal udawałam. Właściwie i tak byłam zmęczona. Słyszałam przytłumione dźwięki kłótni, i byłam im naprawdę wdzięczna, że chociaż wyszli z auta. Już urywki tej "rozmowy" przyprawiały mnie o mdłości i naprawdę wolałabym tego nie usłyszeć. W skrócie: Malik krzyczał na Tomlinson'a jakim to on nie jest kretynem, przypominając mi moją przeszłość, ten drugi zaciekle się tłumaczył, i było mu autentycznie żal, czym zyskał moją sympatię. Gdy wygarneli sobie to, co mieli a ich głosy przycichły auto wypełniła martwa cisza. Ostatnie zdanie, które zapadło mi w pamięć były to słowa Louisa "Jest taka krucha i delikatna. Uważaj na nią." i  odpowiedź Zayna "Zrobię wszystko by była szczęśliwa.". Nieświadomie wstrzymałam oddech. Był to jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu. Słowa Bruneta były dla mnie niczym obietnica. Obietnica lepszego życia. Pierwszy raz od bardzo uwierzyłam, że będzie dobrze.
W pewnym momencie drzwi po mojej prawej stronie zostały uchylone, i czyjeś silne ręce podniosły mnie z miejsca. Poruszyłam się niespokojnie, czując jak unoszę się w powietrzu. Osoba, która trzymała mnie w dłoniach musnęła uspokajająco kciukiem mój policzek. Od razu rozpoznałam ten dotyk.
- Weź jej bagaże. - Mruknął Zayn, wnosząc mnie do jakiegoś budynku. Wyczułam, że miejsce jest duże i przestronne, bo jego kroki głucho odbijały się  po posadzce. Było tu chłodno, ale nie zimno. Zayn musiał mieć naprawdę dobrą klimatyzację. Było mi odrobinę żal, że nie zobaczę domu od zewnątrz, ale i tak było to lepsze od tej całej niezręczności, jaka na pewno by zapanowała po słowach Lou.
Mulat niósł mnie ostrożnie, ale pewnie w ramionach, a jego ciepły oddech muskał co chwilę mój policzek gdy chłopak niespodziewanie się schylał. Było to urocze i przypominało mi czasy dzieciństwa, gdy po oglądnięciu filmu wieczorem zasypiałam, a tata odnosił mnie do mojej sypialni.
Po około minucie Brunet wspiął się po schodach. Otworzył kopnięciem drzwi i wniósł mnie do jakiegoś pokoju. Położył mnie delikatnie na miękkim łóżku i troskliwie przykrył kocem.
- Śpij dobrze. - Mruknął nim ucałował mnie w czoło i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Podparłam się na łokciach, omiatając wzrokiem pomieszczenie. Tak jak podejrzewałam była to duża sypialnia. Pomimo panującego tu mroku bez trudu dostrzegłam, że wszystko było tu w pastelowych odcieniach, z przewagą różu, bieli i błękitu. Było dziewczęco, ale w dobrym stylu. Jeśli Zayn sam odpowiadał za wystrój pokoju, musiał mieć naprawdę dobry gust. Nie było to może całkowicie w moim stylu; zbyt oziębłe i wyrachowane, ale w pewnym sensie trafiało w moje pojęcie estetyki.
Mimowolnie przypomniałam sobie wygląd mojego dawnego pokoju, a w oczach stanęły mi łzy. Wiele oddałabym za to, by było tak jak kiedyś...
Westchnęłam cicho, przecierając mocno oczy. Rozpoczęłam nowy etap; nie mogę wiecznie rozpamiętywać przeszłości, bo to będzie niczym pożegnanie z przyszłością. Z przyszłością, którą jeszcze mam.
Opadłam z powrotem na poduszki i po raz kolejny zaczęłam rozpamiętywać ostatnie dni. Nie byłam pewna kim do końca jest Zayn. Ciężko było go rozgryźć i choć trochę poznać. Jego tajemniczość, która pewnie pociągała większość dziewczyn, mnie wprowadzała w stan dezorientacji, i irytowało mnie to, że nic o nim nie wiem. Postanowiłam jednak dać mu szanse. Było w nim coś wyjątkowego, co sprawiało, że chciałeś go poznać. Coś, co postanowiłam tej nocy za wszelką cenę odkryć.


Obudziłam się rano, z lekkim bólem głowy. Wczorajszej nocy długo nie mogłam zasnąć. Nigdy nie potrafiłam "od tak" zasypiać w nowym miejscu, do tego tej nocy męczyły mnie okropne koszmary. Niektóre bywają tak realistyczne, że paranoidalny strach po nich nie mija nawet długo po przebudzeniu. Większości zwykle nie pamiętam, może tylko nic nie znaczące urywki, ale czasami, pewne obrazy nawet miesiącami nie mogą mi wyjść z głowy. Nie wiem od kiedy to się zaczęło. Łatwiej mi wmówić, że po śmierci rodziców, choć może to trwać znacznie dłużej. Z biegiem czasu przyzwyczajasz się do takich rzeczy, i przestajesz przywiązywać do nich wagę. Po prostu tak jest, i nic nie możesz na to poradzić.
Wstałam nieśpiesznie z łóżka, zastanawiając się, co teraz powinnam ze sobą zrobić. Rozejrzałam się po pokoju, skupiając wzrok na dwóch drzwiach, na równoległych ścianach. Uchyliłam jedne z nich i tak jak się spodziewałam, znalazłam łazienkę.
Po chwili namysłu zdecydowałam się wziąć orzeźwiający prysznic, a potem poszukać Zayna. Chciałam obejrzeć dom, a bez jego zgody nie miałabym odwagi.
Po krótkim prysznicu, zdecydowałam się również przebrać, uczesać, i umyć zęby. Związałam włosy w wysoki kucyk i teraz opadały delikatnymi falami na plecy. Nie miałam zbyt wiele letnich ubrań, większość, które ze sobą zabrałam była adekwatna do temperatury panującej w Londynie. Ubrałam więc moje jedyne szorty i szarą bokserkę, a na to czarny, dłuższy sweterek.
Po chwili zastanowienia zasłałam dokładnie łóżko i rozwinęłam żaluzje. Na dworze zdawało się być dokładnie tak ciepło, jak się spodziewałam. Przysiadłam leniwie na parapecie, podziwiając widok z okna. Patrząc z góry na to wielkie, przepełnione miasto mogłam poczuć się niczym mała, nic nieznacząca osoba, zupełnie nie na miejscu. I może rzeczywiście tak było.
Chciałam się czuć tu okej, naprawdę chciałam, ale to wszystko było zbyt przytłaczające i byłam tym coraz bardziej przerażona. Na tyle, że nie potrafiłam nawet zejść na dół, by odnaleźć Zayna. Czułam się tu obco, nie pasowałam tu. To nie było moje miejsce i naprawdę nie wiem czemu uwierzyłam, że dam sobie radę.
Podciągnęłam nogi, opierając na kolanach swój drobny podbródek. Musiałam zebrać się w sobie i zejść wreszcie na dół, ale byłam zbyt wielkim tchórzem by choćby rozpakować bagaże. Jestem beznadziejna.
W tej pozycji znalazł mnie Zayn. Zapukał do drzwi, a gdy nic nie odpowiedziałam po prostu wszedł. Gdy mnie zobaczył uniósł lekko brwi. Nic nie mówiąc podszedł do mnie i przysiadł na skraju parapetu, przekładając moje łydki przez swoje kolana.
- Ładny widok, prawda?
- Piękny. - Zgodziłam się uczciwie, przenosząc na niego wzrok. Przez chwilę siedzieliśmy w zupełnej ciszy.
- Dlaczego nie zeszłaś na dół? - Zmrużył oczy przypatrując mi się podejrzliwie. Ognisty rumieniec wpłynął na moją twarz, a ja sama spuściłam wzrok. Co niby miałam mu powiedzieć? Że bałam się zejść, bo nie wiedziałam czy mi wolno? To nawet w mojej głowie brzmi mocno żałośnie. Milczenie było najrozsądniejszą opcją.
- Posłuchaj Vanessa. - Westchnął, masując skronie. - Naprawdę chce, by było ci tu dobrze i naprawdę się staram. Chce zbudować między nami dobrą relacje, ale nie zrobię tego sam. - Przejechał kciukiem w stronę mojego uda zatrzymując dłoń tuż przy szlufkach. Czułam się nieswojo, gdy mierzył palcami odległość do zamka moich spodni. Chciałam by w końcu przestał. - Musisz mi w tym pomóc. - Posłał mi pusty uśmiech; jego wzrok zdawał się być martwy. Skuliłam się w sobie.

Hej misiaki!  :* Po 1. Wesołyyyyyych świąt! ! Jak wam minęła wigilia i przygotowania? U mnie wyszło całkiem zabawnie i rozczulająco. Trochę :> Opowiadajcie jak u was !
Po 2. Dziękuję za komentarze!! Kocham was za te wszystkie miłe słowa! ^-^
Po 3. Co myślicie o tym rozdziale? W końcu pojawił się Lou. Sądzę, że ten był trochę nudny i w dodatku pisałam go w godzinę, bo chciałam dodać już dziś, więc jest kompletnie nie sprawdzony. Błędy poprawie jutro, więc proszę mi ich nie wypominać :p
po 4. Następny rozdział zależy od waszego zainteresowania tym. Do dzieła miśkii! Pozdrawiam i wesołych świąt jeszcze raz!



niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 5

Wyszłam niechętnie z auta, naciągając mocniej rękawy mojej czarnej bluzy. Wiał lekki wiatr, a słońce skryte było pod ciemnymi chmurami. Nie zdziwiłabym się gdyby zaraz miał spaść deszcz, bo jak na wczesny październik byłoby to naturalne i całkowicie do przewidzenia. Pogoda w Londynie bywa kapryśna. Zwłaszcza jesienią.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy bez najmniejszego trudu odgadłam miejsce naszego postoju. Przez całą drogę byłam tak zafrasowana rozmową z Mulatem, że nie zwróciłam uwagi na naszą trasę, a teraz zewsząd otaczały mnie znajome budynki i drogi.
W Londynie czułam się prawie jak w domu i w pewnym stopniu rzeczywiście tak było. Prawie trzynaście lat mojego życia spędziłam w tym mieście. Rodzice bardzo długo budowali nasz dom, na przedmieściach, a przez ten czas pomieszkiwaliśmy u babci. Był to najwspanialszy okres mojego życia, ale mimo wszystko miło było przeprowadzić się z małego bloku w centrum tego całego zgiełku do własnego kąta. Miałam tu jednak wielu znajomych, babcię, a mama prace, więc zwykle co najmniej raz w tygodniu bywałam w mieście. Rok później, po naszej przeprowadzce babcia zmarła na raka, a ja bardzo to przeżyłam. Zaprzestałam tak częstych wizyt w Londynie. Nadal kochałam to miejsce i raz na jakiś czas tu bywałam. Stratford nie było tak daleko od Londynu, jak Woodford, gdzie mieścił się mój dom dziecka. Gdybym wtedy wiedziała, jak potoczy się moje życie zapewne inaczej bym to wszystko rozegrała, podjęła inne decyzje. Ale czasu nie da się cofnąć. Życie jest zbyt krótkie by stać w miejscu i zastanawiać się "co by było gdyby". Trzeba w końcu wstać. Trzeba w końcu ruszyć do przodu.
Po chwili z rozmyślań wyrwał mnie delikatny, wręcz niewinny dotyk dłoni chłopaka na moim biodrze. Sunął opuszkami palców by za chwilę pociągnąć za szlufkę moich spodni i przysunąć mnie do siebie. Wzdrygnęłam się, machinalnie przenosząc moje zaszklone oczy na chłopaka. Mulat w odpowiedzi na moje nieme pytanie jedynie chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął lekko w stronę jakiejś małej knajpy. Pozwoliłam mu poprowadzić się do stolika i posadzić na jednym z drewnianych krzeseł. Było tu zdecydowanie przytulnie i klimatycznie.
- Na co masz ochotę?- Zayn skinął głową w stronę menu. Chwyciłam białą kartę i omiotłam wzrokiem jadłospis. Nie byłam specjalnie głodna, i szczerze to najchętniej odpuściłabym sobie ten posiłek.
- Ja chyba spasuje.- Mruknęłam, przegryzając dolną wargę.
- Nie masz ochoty na nic z listy?- Brunet zmarszczył brwi. W obu dłoniach, obracał kartę i bez zbędnego zainteresowania przyglądał się wybranym pozycjom.-  Hm, może po prostu zmienimy lokal?
- Nie, naprawdę nie trzeba. - Zaprzeczyłam pośpiesznie, posyłając mu wymuszony uśmiech. - Po prostu nie jestem głodna. Może zamówię sobie jakiś sok? - Wzruszyłam ramionami.
Z ust chłopaka wydobyło się ironiczne prychnięcie.
- Musisz jeść. Cokolwiek.- Wywrócił oczami widząc grymas na mojej twarzy. Posłał mi ostatnie, stanowcze spojrzenie nim ostentacyjnie przywołał kelnera.
- Co państwu podać? - Wysoki Blondyn o aksamitnie zielonych oczach spoglądał na nas z zaciekawieniem. Wydawał się trochę zbyt młody, by mógł tu pracować. Ponadto nie sprawiał wrażenia osoby odpowiedzialnej by wykonywać jakikolwiek zawód. W głowie od razu zaświtała mi myśl, że jest tu na praktykach, lub zwyczajnie sobie dorabia. Wszystko to przypomniało mi, że będąc u Zayna muszę poszukać potencjalnej pracy, by zyskać choć trochę niezależności. Zaczerwieniłam się, gdy chłopak bez najmniejszych skrupułów taksował mnie wzrokiem, a gdy pochwycił moje zmieszane spojrzenie dwuznacznie mrugnął. Natychmiastowo spuściłam wzrok, ignorując całe zajście. Nigdy nie czułam się pewnie, gdy ktoś okazywał mi większe zainteresowanie, niż powinien, a teraz, zwłaszcza teraz, nie miałam ochoty na rozpoczynanie nowych znajomości w mieście, z którego niedługo i tak wyjeżdżam.
- A więc, na co masz ochotę Skarbie? - Głos mojego opiekuna wytrącił mnie z równowagi. Był przesadnie przesłodzony, a zwrot jakim obdarzył mnie na końcu tylko dopełnił wrażenia, że coś jest nie tak.
Drgnęłam na jego nieprzyjemny ton, spinając się od od środka. Było to całkowicie inne, niż to, do czego zdążył mnie przyzwyczaić. Nie wiedziałam, co go mogło zdenerwować, a nie znałam go na tyle dobrze, by zwyczajnie spytać. Może po prostu był zły, że nie chcę zjeść tego idiotycznego śniadania, na które i tak już jest za późno.
- Nie jestem głodna. - Spojrzałam wymownie na Bruneta. Nie wiem dlaczego zdecydowałam się zagłębić w ten konflikt, zamiast po prostu odpuścić. Może po prostu myśl, że Zayn ma prawo kontrolować każdy aspekt mojego życia i właśnie stara się to udowodnić, wzbudził we mnie niewielki pokład samozaparcia i nie ugięłam się pod jego twardym spojrzeniem. Nie chciałam być kontrolowana. Nigdy nawet nie wiedziałam, jak to jest, gdy ktoś nachalnie narzuca ci swoją wolę. Moi rodzice wierzyli, że miarą sukcesu jest bezstresowe wychowywanie dzieci, a ja jako ich jedyna córka nie byłam zmuszana do niczego. - Ja na razie podziękuję. - Zwróciłam twarz w stronę kelnera. Jego wzrok był zalotny, a spojrzenie dekoncentrujące i choć kolejne pytanie skierowane było do Zayna, jego oczy nadal uważnie śledziły moje ruchy. To zdecydowanie nie było profesjonalne. To było jedynie żałosne.
- A dla Pana...? - Przejechał kciukiem po dolnej wardze, prawie że ignorując Malika. Gdyby nie zaimek osobowy "Pan" mogłabym pomyśleć, że zwraca się z tym do mnie.
- Weźmiemy dwa zestawy śniadaniowe, z sokiem pomarańczowym. - Brunet posłał nam obojgu nazbyt szeroki uśmiech, by mógł być on szczery. Jego dłonie, zaciśnięte w pięści spoczywały równo na blacie stołu. Co chwilę rozkurczał palce i ściskał je z powrotem tak, że na jego skórze tworzyły się wąskie wgłębienia po paznokciach. Domyśliłam się, że jest to jego sposób na uspokojenie się. Jak się później przekonałam, nie był zbyt skuteczny.
- Ale... Um. Twoja koleżanka powiedziała, że nie chce... - Blondyn niepewnie zerkał to na mnie, to na Mulata. Zdziwienie było wprost wymalowane na jego jeszcze dziecinnej twarzy. Był tym typem osoby, która jest nazbyt ciekawska, a momentami wręcz wścibska, by móc być lubianą. To działało na nerwy. Zupełne przeciwieństwo mnie.
- To nie twój pierdolony interes, czego chce moja koleżanka! - Podskoczyłam na krześle słysząc wzburzony głos Zayna. Brzmiał on zdecydowanie głośniej, niż powinien i zakłócił panującą wewnątrz budynku przyjazną atmosferę. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że każda możliwa osoba wpatruje się w nas z półotwartymi ustami, chłonąc każde słowo.
- Stary, wyluzuj. Ja tylko mówię, że... - Kelner pobladł na twarzy pod wpływem nagłego wybuchu Bruneta i byłam pewna, że moja twarz ma teraz bardzo podobny odcień. Chłopak zaczął się niepewnie jąkać, starając jakoś załagodzić sytuacje. Nie dziwiłam mu się. Sama byłam śmiertelnie przerażona zachowaniem mojego towarzysza względem chłopca z obsługi. Jeśli Zayn reaguje tak w każdej podobnej sytuacji... Nie. Blondyn jeszcze raz zerknął na mnie i byłam pewna, że w moich oczach dostrzegł coś więcej, niż chciałam mu przekazać. Przez chwilę zamilkł, a ja w duchu modliłam się, by skończył wypowiedź tak, jak na początku zamierzał. Bałam się, że będzie chciał zgrywać bohatera i sprowokuje Malika do dalszych czynów. Nie chciałam wywoływać niepotrzebnych sporów w miejscach publicznych. Nie chciałam jakichkolwiek sporów. - Że Twoja koleżanka ma chyba... ma chyba prawo decydować sama za siebie. Nie jesteś jej ojcem. - Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Stał teraz pewny siebie, nawet mogłabym rzec zadowolony i z triumfem spoglądał jak z twarzy Malika odpływają kolory. Odwrócił się by posłać mi porozumiewawcze mrugnięcie. - Więc zamów grzecznie coś dla siebie, lub będę musiał cię stąd wyprosić. - Założył dłonie na ramiona, spoglądając na nas z góry wzywającym wzrokiem.
Nie, nie, nie. Błagam nie. Jego słowa odbiły się echem po pomieszczeniu, a ja w myślach przeklinałam się za to, że pozwoliłam doprowadzić do takiej sytuacji. Na moje usprawiedliwienie miałam jedynie fakt, że nie wiedziałam, że Malik tak łatwo popada w gniew. Nigdy nie znałam osoby, która by w tak oczywisty sposób wyrażała swoje negatywne emocje względem obcych ludzi.
Byłam jak sparaliżowana, i gdy Mulat wstał, zaciskając jeszcze mocniej dłonie, nie potrafiłam zrobić nic, by go powstrzymać. Jego ciało wprost trzęsło się z gniewu, a oczy pociemniały. Podświadomie przeczuwałam, co zaraz się stanie. Moje obawy po kilku sekundach stały się smutną rzeczywistością.
Głośny trzask rozerwał niczym grom złowróżbną ciszę, która zapanowała od słów kelnera. Widziałam jak na zwolnionym tempie, jak Brunet z zaciętym wyrazem twarzy uderza z siłą w szczękę chłopaka. Słyszałam dokładnie trzask łamanych kości, i byłam pewna, że idealnie prosty nos Blondyna już nigdy nie wróci do pierwotnego kształtu.
Niebieskooki pod wpływem siły upadł na sąsiedni stolik tłukąc zastawę i raniąc się jeszcze bardziej odłamkami szkła. Podniósł się z ziemi, zataczając przy tym lekko. Dopiero teraz, gdy Chłopak wstał, zdałam sobie sprawę, że wstrzymywałam oddech. Ulżyło mi, że pod wpływem upadku nie doznał poważniejszej kontuzji.
- Ałłł! Mój nos! Złamałeś mi nos!- Pisnął, ocierając twarz z krwi. Przyłożył dłoń do uszkodzonego narządu i delikatnie ścisnął opuszkami palców jego nasadę, sycząc głośno z bólu. W jego oczach zaczęły gromadzić się łzy, i czekałam tylko, aż się rozpłacze. Nie zrobił tego jednak, może w porę przypominając sobie, że nie byłoby to dostatecznie męskie. Natomiast Zayn z kolei stał kilka kroków od niego z wyrazem rozbawienia na twarzy. Z obrzydzeniem otarł rękę o ciemne jeansy, pozbywają się tym samym śladów krwi z knykci. Przysiadł na jednym ze stołów i z zaangażowaniem zaczął śledzić rozwój wydarzeń, cudem powstrzymując śmiech. Był wyluzowany do granic możliwości, podczas gdy ja byłam cała spięta. Miałam ochotę wstać i pomóc blondynowi, lub chociaż wyprowadzić stąd Mulata i wezwać pomoc, ale moje ciało nie było zdolne do jakiegokolwiek ruchu.
Błagam, Boże. To się nie może dziać naprawdę.
Siedziałam nieruchomo na swoim krześle, dłońmi zakrywając uchylone usta. Od nadmiaru wrażeń i widoku krwi zaczynało mnie powoli mdlić i by nie pozwolić sobie zwymiotować rozejrzałam się niepewnie wokół siebie.
Po za lamentującym głośno kelnerem, w pomieszczeniu byliśmy sami. Wszyscy musieli wyjść, gdy Malik uderzył chłopaka. Nikt dobrowolnie nie chciał być zamieszany w sprawę pobicia, więc wcale nie zdziwiłam się, że nikt też nie został, by pomóc nieszczęsnemu chłopcu. Ludzie wolą trzymać się z dala od kłopotów, niż samemu je na siebie ściągać.
W końcu przez boczne drzwi wszedł mężczyzna po około pięćdziesiątce. Siwe, przerzedzone włosy i gęsta broda pasowała do jego przyjemnej, ciepłej twarzy, wykrzywionej teraz przez grymas niezadowolenia i gniewu. Przypominał mi teraz złego świętego Mikołaja, któremu renifer zjadł wszystkie prezenty. W innych okolicznościach pewnie nawet bym się uśmiechnęła z tego bezsensownego skojarzenia. Teraz śmiech był ostatnią rzeczą, o której byłam zdolna myśleć.
- Co tu się do cholery wyprawia?! - Zmierzył ich obu wzrokiem, utrzymując go nieco dłużej na zakrwawionym nosie chłopaka i zaczerwienionych dłoniach Zayna. Jego twarz rozjaśniła się w ponurym zrozumieniu. Był zły, ale nawet teraz potrafił zachować opanowanie. - Karl? - Młodzieniec podniósł głowę wpatrując się szmaragdowymi oczami w mężczyznę. Zauważyłam błękitną plakietkę na jego nienagannej, białej koszuli. Nie zdziwiłam się, że był szefem.
- Ten człowiek mnie zaatakował! - Musiałam się naprawdę wysilić, by zrozumieć bełkot Karla. To przez ten nos. Brzmiał jakby się krztusił. - On jest jakiś chory, trzeba go stąd wywalić! - Właściciel knajpy utkwił swoje błękitne tęczówki w Mulacie. Przyglądał mu się krytycznie. Otworzył usta, i zaraz je zamknął gdy dostrzegł trzęsącą się z przerażenia dziewczynę. Musiałam wyglądać naprawdę fatalnie, gdyż "Święty" jedynie pokiwał ze zrezygnowaniem głową.
- Drogi chłopcze. Nie wezwę policji pod warunkiem, że opuścisz ten lokal w tej chwili i nigdy tu nie wrócisz. - Westchnął przeciągle, pocierając pomarszczoną twarz dłońmi. - Nie potrzebuje problemów z policją, ty pewnie też. Wyjdź stąd, proszę. - Spojrzał jeszcze raz na mnie, posyłając mi współczujący uśmiech, którego nawet nie byłam w stanie odwzajemnić.
Jego słowa zaskoczyły mnie zapewne w równym stopniu co Zayna, jednak on nie dał tego po sobie poznać. Po prostu wstał ze stołu i podszedł wolno do drzwi, wywracając oczami.
- Vanessa. - Jego szorstki głos zakłócił ciszę a mnie mimowolnie przeszły dreszcze. Czekał, aż wstanę i za nim pójdę, ale wydarzenia sprzed chwili wywarły na mnie zbyt duży wpływ i nie potrafiłam opanować targających mną emocji. Nienawidziłam, a nawet brzydziłam się przemocą. Nie mogłam uwierzyć, nie docierało to do mnie, że chłopak z którym miałam zamieszkać, który wydawał się z pozoru miły i sympatyczny, mógł czerpać satysfakcje z nieuzasadnionej agresji. Pociągnęłam nosem bezskutecznie próbując powstrzymać łzy. Malik spoglądał w skupieniu na moją twarz. Zmarszczył brwi, dostrzegając moje załzawione oczy i bez słowa podszedł do mojego stolika. Przykucnął naprzeciwko mnie, opierając brodę na moich kolanach, dłońmi oplatając moje łydki. Spięłam się w środku na ten dotyk i machinalnie odsunęłam najdalej jak potrafiło mi na to oparcie krzesła. Dlaczego on go uderzył? Zniszczył całe zaufanie i szacunek jakim go obdarzyłam.
- Przepraszam. - Mruknął cicho, całując czule moje kolano. - Proszę, chodź ze mną.
Mulat złapał mnie za nadgarstki, i delikatnie podniósł na nogi. Skrzywiłam się, gdy moje stopy zetknęły się z podłożem.
Nie miałam wyjścia. Poszłam za Mulatem, z niechęcią i rezygnacją posuwając do przodu nogami. W połowie drogi chłopak stanął, a ja uderzyłam czołem w jego muskularne plecy, przez co kąciki jego ust nieznacznie drgnęły, zwłaszcza gdy potem musnął nosem zaczerwienione miejsce. To było naprawdę mocne zderzenie. Odwrócił się przodem do mężczyzny i prawą dłonią, jakby od niechcenia zasalutował mu w powietrzu. Cóż, byłam trochę zawiedziona. Nie były to ani podziękowania, ani przeprosiny, ale siwowłosemu ten gest chyba wystarczył, bo z uśmiechem go odwzajemnił. Cóż, być może w męskim kodeksie prawnym nie funkcjonuje coś takiego jak "trzy magiczne słowa" a użycie ich, względem drugiego jest zszarganiem swojej godności? Lub może po prostu tylko Zayn nie używał tych słów.

Przez całą drogę do auta nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. W oczach innym moglibyśmy uchodzić za parę obcych ludzi, gdyby nie fakt, że Zayn ciągle trzymał mnie za nadgarstek, jakby upewniając się, że nie ucieknę. Cóż, nie było to bezpodstawne działanie, bo w danej chwili dokładnie na to miałam ochotę. Uciec jak najdalej stąd.
Gdy znaleźliśmy się w samochodzie, odseparowani od dźwięków z zewnątrz, cisza zaczynała być przytłaczająca, ale żadne z nas nie zrobiło nic, by ją przełamać.
Skuliłam się w fotelu, zamykając oczy. Bolała mnie głowa i brzuch. Chciałam zasnąć.
Malik podjechał do jakiejś FastFoodziarni i już po kilku minutach wnętrze auta wypełniło się mdłym zapachem smażonego mięsa. Chłopak podsunął mi czerwony kubełek z podejrzaną zawartością. Zajrzałam z niechęcią do środka. Mój żołądek zaprotestował na widok udka z białą kością połyskującą pod ugotowanymi ścięgnami. To nie wyglądało jak jedzenie, wyglądało raczej jak kawałek poćwiartowanego ciała. Wiedziałam, że zjedzenie go będzie praktycznie niemożliwe.
Mimo to, nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Może sprawdzałam, czy nie zacznie się ruszać.
- Vanessa. - Z trudem zmusiłam się by oderwać wzrok od nieżywego kurczaka. - Nie jesz.
- Wiem. - Odparłam.- Przepraszam, nie czuje się zbyt dobrze.
Zayn spojrzał na mnie wzrokiem pozbawionym litości.
- Poczujesz się lepiej, jeśli zagłodzisz się na śmierć? - Nie odpowiedziałam.- Jedz.
Tłuste udko poćwiartowanego kurczaka leżało bez życia na moim talerzu. Podniosłam je i ugryzłam.






Po naszym "śniadaniu" pojechaliśmy prosto na lotnisko, gdzie spędziliśmy resztę dnia rozwiązując krzyżówki lub czytając nudne magazyny sportowe. Każdy z osobna.
Gdy wreszcie po kilku godzinach mogliśmy usiąść w wygodnych fotelach samolotu, a dzień pomału dobiegał końca, ulżyło nam obojgu.
Usiadłam przy oknie, i w napięciu oczekiwałam na start. Zayn nie musiał pytać, czy był to mój pierwszy lot, było to po mnie widać na pierwszy rzut oka. Na tyle dobrze, że budziłam uśmiech na twarzach co poniektórych pasażerów. Reszcie po prostu działałam na nerwach.
W końcu wystartowaliśmy, a mi zaparło dech w piersiach. Z zaangażowaniem śledziłam widoki, ściskając dla otuchy dłoń Bruneta. Nadal byłam na niego zła i pewnym sensie przerażona, ale teraz, gdy znajdowaliśmy się w przestworzach nic z tych rzeczy nie było ważne. Liczył się tylko ten wyjątkowy moment, w którym towarzyszył mi Malik. Nie musiał nawet nic mówić, ważne, że był i swoim zwyczajem, jeździł uspokajająco kciukiem po moim udzie. Tu, w tym samolocie, na daną chwilę, mogłam szczerze rzec, że jestem szczęśliwa. Ten stan utrzymywał się jeszcze kilka godzin, nim znużona zasnęłam.



Parararapapapa ! I jak wrażenia? Opisujcie mi wszystko, ja z chęcią posłucham i na pewno odpisze na każde pytanie ^^
Serdecznie dziękuje za komentarze!
Następny rozdział dodaje, gdy będzie UWAGA:

25 waszych kom = nowy rozdział

Pozdrawiam was misiaki, i do następnego! :*






















niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 4

Siedziałam na dużym łóżku z kubkiem ciepłej herbaty. Zdążyłam się już w pełni przygotować na wyjście; ubrać, umyć, uczesać. Czekałam teraz tylko na Zayna.
W między czasie moje myśli krążyły wokół niczego, odbijając się od ścian mego mózgu. Coś na wzór gry w pingponga. Próbowałam skierować je na jakikolwiek tor, narzucić sobie względnie normalne myślenie, jednak wewnątrz mnie czaiła się zgubna pustka. Może tak było nawet lepiej, niż gdybym bez przerwy miała rozpamiętywać to wszystko.
Odłożyłam w połowie opróżnione naczynie na stolik.
Nienawidziłam herbaty. Jej posmak machinalnie wywoływał u mnie odruch wymiotny. Gdy byłam dzieckiem moja mama zmuszała mnie do jej picia w każdą niedziele, przy obiedzie. Pamiętam, że zawsze krzywiłam się przy tym niemiłosiernie, cała zapłakana, ale matka trzymała się swoich żelaznych zasad, więc i tak kończyło się to w ten sam sposób. W końcu jednak nie wytrzymałam i zwymiotowałam w trakcie obiadu z pracodawcą taty. Od tego czasu minęło około dziesięciu lat a ja nigdy więcej nie miałam herbaty w ustach. Do teraz.
Sama nie wiem, dlaczego właściwie przełamałam się i wypiłam znienawidzony napój. Być może dlatego, że Zayn z taką troską zamówił go dla mnie z recepcji i po prostu nie miałam serca mu odmówić. I odwagi.
Opadłam ze znużeniem na poduszki, zamykając przy tym oczy i poczęłam nasłuchiwać dźwięków napływających z łazienki. Odgłos lejącej się wody niesamowicie relaksował, i uspokajał. Czułam się przyjemnie z faktem, że ktoś jest w pokoju obok i nic mi nie grozi.
W końcu Zayn wyszedł spod prysznica a jakiekolwiek dźwięki ucichły. Przewróciłam się na brzuch tłumiąc ziewanie. Ta bierność była otępiająca. Po krótkiej chwili usłyszałam ciche skrzypnięcie a materac obok mnie ugiął się pod naporem drugiego ciała. Przekręciłam twarz spoglądając w bok. Moim oczom ukazał się umięśniony tors chłopaka i wprost zniewalający, biały uśmiech. Mulat leżał obok mnie w samych bokserkach z przewieszonym na szyi ręcznikiem. Jego mokre włosy opadały mu na czoło, co wyglądało naprawdę słodko. W tym momencie przypominał mi małego, niewinnego chłopca z niezliczoną ilością tatuaży.
- Gotowa na wielki dzień?- Jego głos był przesiąknięty entuzjazmem. Leżał na plecach ze skrzyżowanymi z tyłu głowy ramionami. Przez krótką chwilę zaczęłam zastanawiać się, czy Zayn zawsze jest taki naturalny i zrelaksowany. Pewny siebie.
- Bardziej gotowa nie będę.- Mruknęłam, starając się wyglądać pogodnie. Gdzieś wewnątrz mnie nadal czaił się niepokój, co raczej nie powinno nikogo dziwić. Nie chciałam jedynie, by mój opiekun wyczuł go w mym głosie.
- Chodź, nie mamy wiele czasu.- Podniósł się na łokcie by zaraz płynnie wstać z łóżka. Wyciągnął ku mnie prawą rękę, czekając cierpliwie aż ją chwycę.
Jęknęłam zniesmaczona, przypominając sobie jaka pogoda panuje na dworze. Marna wymówka. Zignorowałam jego wyciągniętą dłoń i zanurzyłam twarz w poduszce. Mimo wszystkiego, co tu przeżyłam i chęci startu od nowa, nie chciałam stąd wyjeżdżać. Wszystkie moje obawy powróciły ze zdwojoną siłą.
- Musimy?- Mój głos był częściowo przyciszony i zmodyfikowany przez poduszkę, jednak nie trudziłam się z podniesieniem twarzy, by chłopak mógł mnie usłyszeć. Było to zbędne, gdyż Zayna i tak nie interesował mój marny sprzeciw. Z ust Malika wydobyło się prychnięcie i praktycznie w tym samym czasie poczułam jak czyjeś ciepłe ręce zaciskają się na mojej tali i unoszą mnie w powietrzu. Nim zdążyłam jakoś zareagować Zayn postawił mnie na ziemi.
- Sama odpowiedz sobie na to pytanie.- Jego ton głosu jak i postawa wskazywały jak bardzo jest rozbawiony. Pewnie nie spodziewał się, że potrafię zachowywać się jak rozkapryszona małolata. Cóż, potrafię.
Przegryzłam wargę, spoglądając niepewnie w stronę drzwi, po czym z zrezygnowaniem westchnęłam. Chłopak zauważył moje niezdecydowanie i niemal od razu ujął między palce mój podbródek pociągając go ku górze.
- Vaness. Będzie dobrze. Wiesz o tym, prawda? Po prostu mi zaufaj. - W jego głosie dało się wyczuć nutkę obawy, ale też desperacji. Zrobiło mi się lepiej na sercu z myślą, że się o mnie martwi i choć w pewnym stopniu ma na względzie moje szczęście.
- Wiem.- Posłałam mu najbardziej szczery uśmiech, na jaki było mnie stać. Zacisnęłam zęby, decydując się na lekkie kłamstwo. - Po prostu się z tobą droczę.- Wystawiłatm mu język tamując przy tym leniwy uśmiech, wpływający na moją twarz.
- Jak dziecko...- Mulat westchnął teatralnie, kręcąc przy tym głową.
- Nie jestem dzieckiem.- Zmarszczyłam brwi, robiąc przy tym naburmuszoną minę.
- Tak, wiem. Tylko się z Tobą droczę.- Posłał mi figlarne spojrzenie, po czym naśladując moje wcześniejsze zachowanie wystawił język w moją stronę.- Okej, koniec tego dobrego. Ubieram się i wychodzimy. - Chłopak delikatnie dotknął palcem wskazującym mój nos, po czym pogwizdując cicho skierował się w stronę drzwi. Westchnąłem cicho, nie spodziewając się, że Zayn mnie usłyszy, toteż zdziwienie na mojej twarzy musiało wyglądać wprost komicznie, gdy Malik stojąc w progu, odwrócił się do mnie szczerząc swoje białe zęby- Tylko bez marudzenia mi tu, Księżniczko.- Przewróciłam teatralnie oczami, dokładnie przyglądając się sylwetce Bruneta znikającej w drzwiach. Jestem pewna, że gdybym zauważyła go na ulicy nie wywarłby on na mnie pozytywnego wrażenia, mimo tego, że oczywistością jest, że Zayn jest pociągający i naprawdę przystojny. Po prostu jego tatuaże, ogólnie wygląd sprawiają wokół niego taką niebezpieczną otoczkę buntownika. A to zdecydowanie nie jest mój typ. Chociaż musze przyznać, że prócz niezaprzeczalnej urody jest w nim coś intrygującego i mrocznego. Coś, co sprawia, że chcesz go poznać, że odwrócisz się za nim na zatłoczonej ulicy. Coś co sprawi, że jego idealnie zarysowana twarz długo pozostanie ci w pamięci. Wiem, że większość nastolatek pewnie mdleje na jego widok. I może faktycznie kiedyś zaliczałabym się do tej grupy, ale ostatnie wydarzenia z mojego życia zmieniły moje postrzeganie świata i ludzi. W pewnym stopniu mogę powiedzieć, że nawet ukształtowały mój charakter. Zmieniłam się, i wydaje mi się, że jest to zmiana na lepsze. Wydoroślałam. To chyba jedyny plus tego, co mnie spotkało. Teraz, pomijając oczywiście fakt, że Zayn jest moim opiekunem i nie chcę związków, to mijając go na ulicy raczej spuściłabym wzrok i trzymała się od niego z daleka niż na przykład z premedytacją podeszła. Nie. Jego twarz po prostu krzyczy " kłopoty", a ja od nich wole trzymać się z daleka.
Jednak mam takie szczęście, że Mulat jest moim jedynym żyjącym krewnym, a zarazem prawnym opiekunem, więc chcąc nie chcąc muszę z nim przebywać.
Właściwie to jak na razie, wydaje się całkiem sympatyczny a momentami naprawdę słodki. Cóż, jak widać pozory bywają mylne.
Moje rozmyślania przerwał sam obiekt mych obserwacji, wchodząc do pokoju z moimi walizkami w prawej dłoni. Ubrany był w czarny, rozpięty teraz płaszcz przez co mogłam dojrzeć równie ciemny t-shirt. Właściwie to cały strój Mulata był utrzymany w ciemnej kolorystyce. Pasowało to do niego.
Brunet posłał mi pytające spojrzenie, na co odpowiedziałam mu delikatnym, zrównoważonym uśmiechem.
Naciągnęłam na dłonie rękawy bluzy i ruszyłam w stronę drzwi, słysząc za sobą kroki chłopaka. Odruchowo wyciągnęłam dłoń, chcąc złapać klamkę i prawie od razu zdezorientowana podskoczyłam czując pod opuszkami palców ciepłą i miękką skórę Zayna.
- Przepraszam. - Mruknęłam cicho. Mile zaskoczył mnie ten gest. Było to urocze, i nie spodziewałam się tego.
- Oh, proszę cię. Pozwól mi po prostu być mężczyzną.- Wywrócił oczami, ale z jego twarzy nie schodził pogodny uśmiech.
- Gentelmeni nie wywracają oczami.- Uniosłam głowę w górę, by spojrzeć mu w oczy. Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu.
- Wystarczyło by zwykłe dziękuję.- Prychnął, a na jego twarz wpłynął zabawny, udawany grymas. - Chodź i nie marudź. - Jego usta wylądowały wprost na moim czole, znacząc je czułym całusem. Zacisnęłam mocno oczy, śmiejąc się. Malik złapał mnie za ramiona i popchnął w stronę drzwi. To wszystko było takie proste i przyjemne. Naturalne.
Przeszliśmy przez hol, gdzie mój towarzysz oddał recepcjonistce klucze. Nawet stojąc dwa metry dalej zdążyłam odnotować, jak kobieta z zaangażowaniem go podrywa. Z marnym skutkiem oczywiście, co było naprawdę zadziwiające, gdyż blondynka była naprawdę ładna. Długie jasne włosy opadały jej falami na twarz pokrytą mocnym makijażem a do tego krótki i obcisły strój robił powalające wrażenie. Stojąc tam całkowicie bez makijażu i w wytartych jeansach czułam się naprawdę beznadziejnie. Mulat jednak całkowicie ją olał, mimo tego jak się przy nim płaszczyła. Czyżby jej czegoś brakowało? Jeśli tak, to chłopak ma na prawdę duże wymagania.
Na parkingu postanowiłam spytać o to Zayna.
- Zayn.- Zaczęłam siedząc już bezpiecznie w aucie. Chłopak tak jak ostatnio zapiął mi pas, upewniając się, że wszystko jest ze mną dobrze. Tym razem nie zareagowałam tak panicznie, gdy schylił się nad moim udem i poprawił klamrę. Byłam spokojna nawet gdy majstrując coś przy zapięciu jego lewa dłoń zsunęła się w szparę między moimi udami, lekko wbijając przy tym palce w boczne szwy moich spodni. Cierpliwie czekałam aż skończy. W końcu jednak poruszyłam się niespokojnie. Mulat w końcu uniósł głowę i spojrzał na mnie przelotnie.
- Mhm? - Mruknął, chwytając kierownicę w jedną dłoń a drugą przekręcając kluczyk w stacyjce. Zaczekałam aż ruszymy nim zdecydowałam się kontynuować.
- Pamiętasz tą dziewczynę na recepcji? - Spytałam jakby od niechcenia.
- Tą blondynkę? - Wzrok utkwiony miał w drodze i nie byłam pewna, czy do końca mnie słucha.
- Tak. - Potwierdziłam patrząc uważnie na jego profil. Piękny profil.
- Mhm, co z nią? - Czułam, że jest skupiony na jeździe, i naprawdę nie chciałam go rozpraszać, ale ciekawość przeważyła.
- Podobasz jej się.- Stwierdziłam chłodno.
- Taaak? - Z każdym kolejnym zdaniem chłopak utwierdzał mnie w przekonaniu, że nie jest zbytnio zainteresowany rozmową, być może nawet odpowiada mi z grzeczności. Teraz, jako dobrze wychowana dziewczynka powinnam odpuścić i dać mu spokój, jednak byłam zbyt zaintrygowana jego obojętnością.
- Tak. - Potwierdziłam kiwając głową.
- I co w związku z tym? - Jego głos był lekko rozbawiony. Płynnie zmienił bieg, skracają na autostradę.
- W zasadzie to... nic. - Byłam zmieszana i odrobinę urażona. Założyłam dłonie na ramuonach i zacisnęłam usta w wąską linie decydując się już zamilknąć. Po chwili ciszy Malik spojrzał na mnie i demonstracyjnie westchnął.
- No już, dalej.
- Co "dalej"? - Zmarszczyłam brwi, nie za bardzo rozumiejąc sytuacje.
- Kontynuuj. Wiem, że chcesz. - Na jego twarzy błąkał się delikatny, pewny siebie uśmiech.
- Nie. Jest dobrze. - Odburknęłam, odwracając twarz w stronę przeciwnej szyby.
- Oh, no już. Przepraszam, nie gniewaj się.- Silił się na spokojny ton, ale doskonale słyszałam, że walczy z rozbawioniem. Nie zareagowałam, pozwalając moim emocją wypłynąć na wierzch mojej twarzy.
- Kocie, mów. - Ujął lewą dłonią mój podbródek i wykręcił go w swoją stronę, spoglądając mi w oczy. Co jakiś czas zerkał na jezdnię, by kontrolować pojazd, jednak nadal utrzymywał kontakt wzrokowy, nie puszczając mojej twarzy. Całe szczęście, że aktualnie staliśmy w niewielkim korku, bo mogłoby być nieciekawie. - Kocie. - Powtórzył. Nadal siedziałam naburmuszona, co sprawiało, że kąciki jego ust ciągle drgały. - Widzę przecież,  że skręca cię ciekawość, więc wyduś to z siebie wreszcie. - Przejechał palcem wskazującym po moim policzku, a gdy nie wywołał tym u mnie żadnej reakcji, dodał robiąc minę " zbitego szczeniaczka" - Proszę?
- Dlaczego spławiłeś tą dziewczynę? - Spytałam na wydechu a moje policzki pokrył delikatny rumieniec. Z ust chłopaka wydobył się uroczy chichot.
- Słodko się rumienisz. - Gładził dłonią moją twarz, palcem rozchylając mi usta. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mi przyjemny dreszcz. - Bardzo.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - Wytknęłam mu, celując palcem w jego pierś.
- Nie wiem, może po prostu mi się nie podobała. - Wzruszył ramionami.
- Była ładna.
- Nie wiem, może. Nie zwróciłem uwagi.- Ponownie wzruszył ramionami, dając mi tym samym do zrozumienia, że wygląd tamtej dziewczyny nie ma dla niego znaczenia.
- Dlaczego? - Postanowiłam brnąć w to dalej.
- Nie wiem, po prostu nie. Jakie to ma w ogóle znaczenie? - Korek, w którym tkwiliśmy ruszył, więc Zayn z powrotem skupił się na jeździe stając się trochę wycofanym. Zamilkłam na moment, próbując znaleźć jakieś dobre wyjaśnienie.
- Nie wiem, staram się po prostu zrozumieć, dlaczego nie wziąłeś od niej numeru, skoro ewidentnie się jej podobałeś. Faceci tak się nie zachowują. - Starałam się brzmieć naturalnie. - Masz już dziewczynę? O to chodzi? - Do głowy wpadł mi jeszcze jeden pomysł. -Chyba, że... O mój... Zayn, ty jesteś gejem?! - Pisnęłam, zakrywając usta dłonią. W mojej głowie uformowała się całkiem logiczna myśl, i jak na razie nawet miała sens.
- Boże, Vanessa! Nie. - Uciął krótko,  wywracając oczami. - I nie mam żadnej dziewczyny a tym bardziej chłopaka.
- Wiesz, nie musisz przede mną tego ukrywać. Jestem tolerancyjna. - Rzekłam dumnie. Teraz już byłam pewna swoich racji. To wyjaśniało dosłownie wszystko i było całkiem dobrą opcją, jak dla mnie.
- Na Litość Boską! Nie jestem gejem. Ani pedofilem, zoofilem, nekrofilem czy co ci tam jeszcze przyjdzie do tej głupiutkiej główki na myśl. - Prychnął.
- W takim razie nie rozumiem. - Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego z ukosa. Nie wydawał się być zły, co najwyżej lekko zirytowany i mocno rozbawiony. Ten chłopak musi mieć stalowe nerwy. Cóż, było mi go szkoda. Jednak nie na tyle, by odpuścić.
- Jezu, Vaness. Po prostu odpuść. Dobrze? - Spojrzał na mnie błagalnie, mając już chyba dość tego przesłuchania.
- Nie. Nie kiedy nic z tego nie rozumiem.
- Jesteś okropnie uparta. - Pokręcił głową z niedowierzaniem wymalowanym w oczach, ale też pewną rezygnacją. Jechaliśmy przez chwilę w ciszy, aż w końcu Brunet westchnowszy uprzednio rzucił jakby od niechcenia.
- Nie wziąłem od tej dziewczyny numeru, bo zwyczajnie nie interesują mnie przelotne znajomości, a tylko to na razie mógłbym jej zaproponować.
- Dlaczego? - Zmarszczyłam brwi.
- Zawsze zadajesz tyle pytań? - Zakpił przechylając lekko głowę.
- Dlaczego? - Zignorowałam jego pytanie.
- Okej, rozumiem. Nie odpuścisz. - Przetarł dłonią twarz by po chwili kontynuować wyważonym głosem. - Nie chcę mieć na razie dziewczyny. I to nie dlatego, że jestem gejem, lub z nią było coś nie tak. Wiem, że się jej spodobałem, ale wiem też, że teraz muszę się skupić tylko i wyłącznie na tobie i relacji między nami. Jesteś moją jedyną i najważniejszą dziewczyną. I niech tak zostanie. - Będąc całkowicie szczerą, muszę przyznać, że to wyznanie zrobiło na mnie wrażenie. Przez chwilę zamilkliśmy, wpatrując się w siebie, aż Zayn musiał odwrócić twarz w stronę jezdni, a czar prysł.
- Dziękuje. To takie... - Przez chwilę milczałam szukając odpowiedniego słowa, aż z opresji wyciągnął mnie Mulat.
- Słodkie, urocze, czarujące? - Podsunął uśmiechając się.
- Wspaniałe. - Odwzajemniłam gest. - I słodkie, urocze i czarujące też. - Zgodziłam się po chwili namysłu, budząc tym u mojego kierowcy śmiech.
Przez chwilę zapanowała między nami niezręczna cisza, którą zdecydowałam się przerwać.
- Zayn?
- Tak? - Odpowiedział mechanicznie. Znów był skoncentrowany tylko i wyłącznie na jeździe.
- Wcale nie musisz tego dla mnie robić. - Spuściłam głowę, nerwowo skubiąc brzeg mojej czarnej bluzy. Czułam na sobie wzrok Mulata.
- Chcę. - Rzekł, a mi momentalnie zrobiło się cieplej na sercu.
Przez resztę drogi milczeliśmy. Wydaje mi się, że obydwoje odpłyneliśmy gdzieś daleko myślami i w aucie byliśmy tylko ciałem.
Po godzinie Malik wjechał na parking a w końcu zatrzymał auto. Spojrzałam na niego pytająco, unosząc jedną brew ku górze.
- Śniadanie.





A więc rozdział 4 jest :) co myślicie?
15 waszych komentarzy= nowy rozdział
waszych, gdyż na każdy odpowiadam. Więc śmiało. Pytajcie i krytykujcie ! :)
Pozdrawiam!  :*











sobota, 18 października 2014

Rozdział 3


Gorąca woda działała w cudowny, rozluźniający sposób na moje zdrętwiałe mięśnie. Stałam już ponad pół godziny w kabinie prysznicowej relaksując się błogim spokojem i ciszą.
Zdawałam sobie doskonale sprawę, że powinnam w końcu opuścić łazienkę, ale nie mogłam się zdobyć na choćby rozsunięcie zaparowanej szyby. Tłumaczyłam sobie, że po prostu nie chcę przeszkadzać Zaynowi. Powinien się wyspać przed drogą, odpocząć. Przede wszystkim ode mnie. Wiedziałam jednak, że nie to jest głównym powodem mojej izolacji. Prawda była taka, że nie chciałam wychodzić i mierzyć się z tym, co czekało mnie za drzwiami. To nie było dla mnie do końca komfortowe, a czasami w towarzystwie Mulata czułam się naprawdę niezręcznie. Jego zachowanie często było dekoncentrujące i przyznam szczerze trochę się go bałam. Nie byłam nawet pewna, jak powinnam zachowywać się przy tym człowieku.
Był on dla mnie zupełnie obcym mężczyzną, któremu musiałam w pełni zaufać, a który stanowczo zbyt często naruszał moją przestrzeń osobistą i minie trochę czasu nim się z tą całą sytuacją oswoję, nim to wszystko zaakceptuje.
Czas.
Tego mi było trzeba. Potrzebowałam czasu.
Usłyszałam ciche, ale stanowcze pukanie do drzwi. Westchnąłem cicho wychodząc spod prysznica i owijając swe nagie,  mokre jeszcze ciało puszystym ręcznikiem. Nim pojęłam, co tak naprawdę zamierzam zrobić, a mój mózg wysłał odpowiednią komendę do ciała, moja dłoń już zacisnęła się na klamce i uchyliła nieznacznie drzwi. Idiotyczny nawyk, pozostałość po sierocińcu.
Przez niewielką szparę w drzwiach dostrzegłam postać Zayna. Wpatrywał się we mnie swoimi dużymi, czekoladowymi oczami, przyprawiając mnie tym samym o dreszcze. Uniósł jedną brew, widząc mnie prawie bez odzienia. Był widocznie zaskoczony. Chyba nie spodziewał się, że mu otworzę.
Cholera. Zakląłem w myślach. Nie jestem w domu dziecka. Nie muszę otwierać drzwi na zawołanie.
Dlaczego zawsze popełniam tak najprostsze błędy?
- Hmm?- Mruknęłam niepewnie, zakładając ręce na biust.
Malik zjechał mnie wzrokiem, przygryzając swoją dolną wargę. Na jego twarzy zakwitł uśmiech i choć uroczy, wywołał u mnie jeszcze większe zażenowanie.
- Chciałem tylko upewnić się, czy wszystko okej, ale... Mam rozumieć, że już skończyłaś, tak?- Widziałam, jak w jego oczach rosło rozbawienie, mimo poważnego tonu głosu.- Chyba, że chcesz abym ci pomógł.- Po chwili dodał, zawieszając przy tym wzrok na oplatającym mnie ręczniku. Zdawałam sobie sprawę, że chłopak żartuje, jednak nic nie mogłam poradzić na moje czerwieniejące policzki.
- Ja... Przepraszam. To taki nawyk z domu dziecka.- Mruknęłam cicho, spuszczając wzrok na moje bose stopy. Jestem żałosna. Po prostu żałosna. Przed oczami momentalnie stanęło mi zajście, sprzed pięciu miesięcy.
                                                              

...
-Amy, Amy!- Roztrzęsiona brunetka z wymalowanym przerażeniem na twarzy uderzała dłońmi w drewnianą powierzchnie drzwi. 
Czekała, aż jej starsza przyjaciółka otworzy łazienkę, i zgani dziewczynę, jednak tak się nie stało. Vanessa przeczuwała najgorsze. Mimo to, nie poddawała się i nadal obijała swoje drobne dłonie o zimne drewno. W końcu z jej ust wyleciał niekontrolowany szloch. Nie, błagam, nie.- W swojej głowie te dwa słowa odmawiała jak modlitwę. 
-Nie!- Wykrzyczała w końcu, uderzając coraz głośniej w drzwi, teraz też i nogami. 
Hałas, który sprawiała zbudził większość dzieciaków z jej piętra, oraz kilka opiekunek. Wszyscy jak na zawołanie zbiegli się, by zobaczyć co się dzieje. Zapanował chaos.
Pozostałe wydarzenia były czarną dziurą w pamięci Vannes. Jedyne co zapamiętała, to gdy pani Johnson otwierała zapasowym kluczem drzwi, by pokazać wszystkim przerażający widok. 
Amy. Naga. W wannie. W wannie pełnej krwi. Na podłodze leżał mały nóż, którym prawdopodobnie podcięła sobie żyły. 
Było za późno. Już nie żyła.
Jej chude ciało spoczywało bezwiednie na brzegu wanny, a puste oczy obwiniały wszystkich dookoła, budząc poczucie winy. 
Od tego czasu w domu panował zakaz zamykania drzwi na klucz, a pod nakazem opiekuna trzeba je było bezzwłocznie otworzyć. Bez względu na okoliczności.

...


Wzdrygnęłam się. Wspomnienia odżyły w mojej głowie, a łzy samoistnie cisnęły do oczu. Zagryzłam dolną wargę by całkowicie się nie rozkleić.

Zayn zauważył moją nagłą zmianę nastroju i po krótkiej chwili, nie pytając o nic, stał już obok mnie, zamykając mnie w swoim ciasnym uścisku.
Było to tak czułe, i urocze, że mimowolnie z moich oczu popłynęły słone łzy, mocząc do reszty jego ramie. Sama nie wiem dlaczego akurat teraz, akurat przy nim się rozpłakałam.  Po prostu wszystko to mnie przerosło, i okazałam moją słabość w najprostszy sposób. Strach, zdenerwowanie, tęsknota, smutek, i cała masa innych emocji wybuchła we mnie niczym wulkan i rozlała się po moim ciele. Byłam wewnętrznie rozbita. Zagubiona. I tak bardzo samotna.
Wszczepiłam się w niego mocniej, wbijając paznokcie w jego plecy, a nos przyciskając do jego gorącej klatki piersiowej. Nie chciałam być sama.
Chłopak również wzmocnił swój dotyk jakby podświadomie wiedząc, czego mi trzeba. Prawą dłoń zaciskał na mojej talii, natomiast lewą gładził delikatnie mój kark, ramiona i głowę. Przez cały czas kołysał nami delikatnie i mruczał mi cicho do ucha jakąś nieznaną melodie. W jakiś dziwny, niepojęty sposób dawało to ukojenie i przynosiło upragniony spokój. Czułam się przy nim bezpiecznie.
Nie byłam pewna, ile dokładnie minęło nim się uspokoiłam, jednak przez cały ten czas Malik nie przerwał mi nawet jednym słowem. Po prostu tam stał, i przy mnie był. Dał mi to, czego tak bardzo potrzebowałam.
Wreszcie siąknęłam nosem, i puściłam jego poraniony przeze mnie kark by przetrzeć oczy. Z moich ust wyleciało ciche westchnięcie, nim całkowicie się od niego oderwałam, i odsunęłam dwa kroki w tył.
- Przepraszam.- Mruknęłam cicho, drżącym jeszcze głosem. Wypowiadając te słowa, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.
- Hej, nie. Nie masz mnie za co przepraszać.- Zatrzęsłam się, gdy poczułam ciepły oddech na swoim policzku. Chłopak stał tuż obok mnie, z głową pochyloną nad moim ramieniem. Rękoma ponownie oplótł mnie w talii, pociągając lekko za szlufki z tyłu spodni. Podniosłam zdezorientowana wzrok by zatopić się w kakaowych tęczówkach chłopaka. Speszona przeniosłam spojrzenie na ziemie, czując jak moją twarz pokrywa szkarłat.- Spójrz na mnie. - Powiedział stanowczo, jednak ton jego głosu był łagodny, delikatny. Potrząsnąłem przecząco głową.
- Nie, zrobiłam z siebie nadwrażliwą kretynkę...po prostu o tym zapomnij. Naprawdę cię prze...- Zayn jednak nie pozwolił mi skończyć. Chwycił mój podbródek i wbrew mojej woli pociągnął go ku górze tak, że teraz musiałam patrzeć mu w oczy. Zmarszczyłam brwi.
- Nie pozwalam ci tak mówić, słyszysz?
- Ale...
- Nie. Jestem jedyną osobą, która w tej sytuacji powinna przepraszać.- Prychnęłam, na co on tylko przewrócił oczami.- Pozwól mi chociaż skończyć.
- Dobrze. Proszę, mów.- Odsunęłam się od niego i oparłam o drzwi łazienki. Zdecydowanie lepiej czułam się zachowując pewien dystans między nami. Starałam się wyglądać zdecydowanie i pewnie, a nie tak jak się czułam. Wyczerpana fizycznie i psychicznie. Mam nadzieję, że chociaż trochę mi to wyszło. Usłyszałam jak chłopak wzdycha, prawdopodobnie wznosząc oczy ku niebu.
- Jesteśmy dla siebie całkowicie obcymi ludźmi, znamy się dwa dni i pewnie w ogóle nie rozumiesz dlaczego zdecydowałem się tobą zaopiekować. Dlaczego teraz. Musisz jednak wiedzieć, że była to przemyślana decyzja. Właśnie tego chciałem. I teraz, po prostu chcę, żebyś tu ze mną była i mi ufała. Chcę twojego bezpieczeństwa. Pragnę byś była ze mną szczęśliwa.- Zayn zamilkł na chwilę, podchodząc pewnym krokiem do mnie by otrzeć mój mokry jeszcze od łez policzek.- Nie chcę, byś więcej przeze mnie płakała. Nie chcę by z moich ust padały słowa, które cię zabolą. Prawda jest taka, że nie wiem co przeżyłaś w domu dziecka, i dopóki nie poznam całej twojej historii mogę nieświadomie sprawić ci ból. Nie chcę tego, jednak nie zamierzam się narzucać i siłą wymuszać twoje zaufanie. Kiedy będziesz gotowa, sama się przede mną otworzysz. Wiem, że tak właśnie będzie.- Nachylił się i czule ucałował moje czoło.- Nie chcę byś płakała. Nigdy. Jesteś dla mnie najważniejsza słońce. Mamy tylko siebie. Ty masz tylko mnie.
To, co usłyszałam z ust Mulata wywarło na mnie ogromne wrażenie. Mimo choć jego słowa brzmiały trochę obsesyjnie nie martwiłam się tym zbytnio, nawet tego nie zauważyłam. Teraz liczyło się tylko to, co małymi krokami rodziło się między nami. Zaufanie. Powoli zaczynałam mu ufać.
- Dziękuje.- Mruknęłam i delikatnie złapałam go za policzek. Przejechałam palcem po szorstkim zaroście chłopaka i ucałowałam go w zakończenie szczęki, bo tylko tam dostawałam, nawet mimo umiarkowanego pochylenia chłopaka w moją stronę.
Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam się naprawdę szczęśliwa. To było trochę tak, jakbym w końcu odnalazła drogę do domu. Wiedziałam, że ze wszystkich możliwych miejsc tu właśnie najbardziej pasuje. W mojej głowie zrodziła się już maleńka nadzieja, że może naprawdę uda mi się z moim opiekunem stworzyć dobre, silne więzi.
Chciałam traktować go jak ojca, lub starszego brata. I pragnęłam równie silnie by on traktował tak mnie.
Brakowało mi mojego taty, a Malik pod kilkoma względami trochę go przypominał. Może było to z mojej strony samolubne i egoistyczne, ale całym sercem pragnęłam by Mulat zdołał mi go choć w pewnym stopniu zastąpić. Ja naprawdę tęskniłam za moją rodziną.
Zayn miał rację. Mam tylko jego.



Badum Tssss
przepraszam, że tak długo ale jest.
Dziękuje za prawie 1000 wejść. Jesteście kochani ^_^
+ od teraz na obu blogach będę odpowiadać na wszystkie komentarze,  więc piszcie co myślicie i zadawajcie pytania!  Możecie też pisać mi coś o sobie, chętnie się czegoś dowiem o moich czytelnikach ^^
No i postaram się dodawać posty częściej, ale musicie wiedzieć, że i tak wchodzę tu codziennie i wszystko sprawdzam. #ninja, tylko po prostu nie mam czasu, bo pomysłów szczerze mówiąc mam masę. No nic. Pozdrawiam ! :*


sobota, 20 września 2014

Rozdział 2

Zamrugałam kilkukrotnie powiekami by odpędzić niechciany sen.
Podróż trwała już prawie dwie godziny, i wcale nie spodziewałam się szybkiego jej końca.
Prawda jest taka, że nawet nie znałam celu naszej jazdy. Pan Malik przez całą dotychczasową drogę skutecznie mnie ignorował. Od sytuacji na parkingu nie zamienił ze mną ani jednego słowa, nie zaszczycił nawet najmniejszym spojrzeniem. Nie było to dla mnie problematyczne. Lubiłam ciszę; mogłam się wtedy skupić na sobie, jednak teraz potrzebowałam wyjaśnień. Chciałam, by on po prostu powiedział mi coś o sobie, bym poczuła się bezpieczniej.
Wpatrywałam się tępo w szybę. Wytężyłam wzrok usilnie starając się dojrzeć coś, jakiś charakterystyczny szczegół, który pozwoliłby mi powiedzieć cokolwiek o naszym położeniu. Było to dość głupie z mojej strony. Pomijając sam fakt, że jako piętnastolatka nie podróżowałam zbyt wiele by znać wspaniale okolice sąsiedniego miasta, w którym znajdował się dom dziecka, to jeszcze późna pora uniemożliwiała dojrzenie czegokolwiek w wszechogarniającym mroku. Jedynie przydrożne latarnie rozświetlały gdzieniegdzie ciemne ulice rzucając blady poblask na wąskie pasma jezdni. Po za tym, moje oczy wszędzie natrafiały na czarną otchłań.
Moim ciałem wstrząsnął krótki dreszcz, gdy po chwili posłyszałam głuchy odgłos spadających kropel.
Deszcz był jedynym dźwiękiem zakłócającym wszechobecną ciszę. Mój opiekun nie włączył radia.
Było w tym coś przerażającego. Jechałam z praktycznie obcym mi mężczyzną, pustymi ulicami, nocą. Fakt, że nie znałam celu podróży również nie sprzyjał na moją korzyść. Nie wiedziałam jakie zamiary ma co do mnie pan Malik. I chyba nie chciałam tego wiedzieć. W każdej chwili mógłby okazać się jakimś chorym psychopatą i zamordować mnie nożem kuchennym podczas najbliższego postoju. Jednak... Czy to jest naprawdę najgorsza rzecz, jaka mnie może spotkać? Wzdrygnęłam się, gdy w mojej głowie ujrzałam serie czarnych scenariuszy. Tak naprawdę byłam zdana wyłącznie na jego łaskę. A to wcale nie sprawiało, że czułam się lepiej.
Spojrzałam kątem oka na mojego potencjalnego zabójce. Uśmiechnęłam się lekko widząc jego piękną, wręcz idealną twarz. Jego ciemne oczy śledziły uważnie jezdnię, a pełne wargi miał zaciśnięte w wąską linie. Mimo widocznego u niego skupienia, miałam nieodparte wrażenie, że myślami jest daleko stąd, a pojazd prowadzi mechanicznie. Przez krótką chwilę zapragnęłam spytać mężczyzny co zaprząta jego umysł, jednak szybko odgoniłam od siebie ową myśl. Brunet nie wydawał się skory do rozmowy, a ja nie zamierzałam jej na siłę zaczynać. Nie chce od samego początku sprawiać mu kłopoty, i być przysłowiowym ciężarem.
Odwróciłam więc z powrotem wzrok w stronę przyciemnianej szyby i nie broniąc się już przed zmęczeniem pozwoliłam mojej głowie spokojnie opadnąć na zagłówek siedzenia, przymykając przy tym oczy.

                             ...

Otworzyłam oczy, przecierając je wierzchem dłoni. Po raz pierwszy od bardzo dawna byłam naprawdę wyspana.
Spojrzałam niepewnie wokół siebie, marszcząc przy tym brwi.
Widok, który mi się ukazał nie był do końca tym, czego się spodziewałam. Po pierwsze pomieszczenie, w którym się aktualnie znajdowałam było duże, przestrzenne i zdecydowanie nie było czarnym Mercedesem.
Zlustrowałam dokładnie pokój podciągając się na łokcie. Blade ściany, które zdobił wielki, plazmowy telewizor, oraz pokaźne lustro, a do tego mahoniowa podłoga z pastelowym dywanem. Jedna dwudrzwiowa szafa i mała komoda. No i oczywiście dwa duże okna, z zapewne pięknym widokiem. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, ze względu na zasunięte żaluzje. Jednak najważniejszym meblem w tym pokoju było ogromne małżeńskie łoże, na którym dane mi było spać.
Doszłam do wniosku, że znajduje się w jakimś hotelu, ze względu na mały telefon stacjonarny stojący na szafce nocnej, tuż przy łóżku.
Próbowałam przypomnieć sobie, jak ja się tu znalazłam. W mojej głowie istniała kompletna pustka, tak jakbym na kilka godzin po prostu się wyłączyła. Spojrzałam na okno po przeciwległej ścianie, i mimo żaluzji zdałam sobie sprawę, że jest już ranek, jeśli nie południe. Pan Malik zapewne zrobił tu postój ze względu na mnie i zaniósł mnie do łóżka, bym wypoczęła. Nie byłam pewna, jak powinnam na to zareagować. Cóż, znalezienie go i podziękowanie mu, to chyba dobry pomysł na sam początek. Powinnam też spytać, kiedy zamierza kontynuować podróż. Nie chce, żeby przeze mnie musiał coś odwoływać, lub przekładać. Chcę być dla niego jak najmniejszym ciężarem przez te trzy, a właściwie już niedługo dwa lata.
Toteż z ociąganiem zsunęłam pościel, pozwalając jej opaść na ziemie.
Z moich ust natychmiastowo wydobył się stłumiony pisk, gdy ujrzałam, że na owym łóżku nie leże sama. Nie wiem jak to możliwe, że wcześniej nie zauważyłam muskularnej postaci leżącej po przeciwległej stronie łóżka, ale teraz zdawałam sobie sprawę z jej obecności doskonale. Zamrugałam kilkukrotnie widząc, że mój opiekun leży obok mnie w samych bokserkach. Nie to było jednak powodem mojego krwistoczerwonego rumieńca. Moje zaczerwienione policzki były sprawką tego, że ja również leżałam w samej bieliźnie.
Myśl, że brunet rozbierał mnie bez mojej wiedzy i zgody gdy spałam wprawiał mnie w stan zażenowania i irytacji. Na Litość Boską! To w końcu obcy dla mnie facet, jakie on ma prawo by mnie dotykać, nie mówiąc już o...
Moje rozmyślania przerwał jęk Pana Malika, który chyba odczuł brak kołdry, gdyż wzdrygnął się i bezwiednie przysunął się w moją stronę, łapiąc mnie przy tym za talie i dociskając swój szorstki od kilkudniowego zarostu policzek do mego brzucha. Jedną rękę wsunął pod moje plecy, a drugą umieścił tuż pod moją piersią. Czułam jego zarost jak i ciepły, równomierny oddech na mym ciele. Było to jednak niesamowicie przyjemne uczucie.
Jednak to nie zmienia faktu, że to mój opiekun, i taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Westchnęłam cicho, tłumacząc sobie, że im szybciej to zakończę tym lepiej.
Spróbowałam dość mozolnie wyplątać się z uścisku Mulata, jednak spowodowało to odwrotny efekt niż zamierzałam. Chłopak jedynie mocniej przycisnął mnie do siebie wplatając dodatkowo swe nogi między moje.
Nie, to na pewno nie był dobry pomysł.
Jęknęłam sfrustrowana. Nie było opcji, aby udało mi się wstać z tego przeklętego łóżka nie budząc przy tym jego. Więc mimo ogarniającego mnie powoli zażenowania, delikatnie dźgnełam Pana Zayna w ramię. Mężczyzna w odpowiedzi zamruczał gardłowo, a moje policzki znów okrył rumieniec. Nie, to nie ma prawa dziać się na prawdę.
Po krótkiej chwili powtórzyłam poprzednią czynność, wkładając w nią jednak więcej siły niż poprzednio. Znów nic.
Próbowałam jeszcze kilka razy wyrwać chłopaka ze snu jednak nadaremną. On ma naprawdę mocny sen. Nie było sensu go dalej budzić,  bo zresztą co bym mu powiedziała? Rozmowę na temat mojej przestrzeni osobistej możemy przeprowadzić potem, wcale mi się do tego nie śpieszy, a on równie dobrze może się wyspać.
Opadłam z rezygnacją na poduszki. Nie byłam przekonana, co do tej rozmowy, która prędzej czy później musi nadejść. No bo przecież to,  co on robi nie ma prawa się dziać. Toteż w głowie odtwarzałam tysiące razy jej przebieg i różne tego skutki. Sama nie wiem kiedy wplątałam palce w jego ciemne pasma włosów i zaczęłam pociagać pojedyncze kosmyki stresując się coraz bardziej czymś, co nieuniknione. Minęła długa chwila nim zorientowałam się co robię a gdy w końcu to nastało podskoczyłam piszcząc przy tym, co wreszcie zbudziło pana Malika.
Drgnął zdezorientowany nim przeniósł na mnie swoje duże, brązowe oczy. Nie oderwał jednak swoich dłoni od mego ciała przez co moja twarz na powrót pokryła się szkarłatem. Szlak.
- Dzień dobry. - Mruknął niewyraźnie podnosząc jedną rękę i przeczesując nią ciemne włosy tworząc na swej głowie istny nieład. Mimo wszystko muszę przyznać iż wyglądał bardzo pociągająco.
- Dzień dobry. - Rzekłam, po czym zaciskając wargi wyplątałam się z... niego. Wstałam z łóżka i stanęłam na wprost mego zaspanego towarzysza, zakładając przy tym ramiona.
Stałam tak w samej bieliźnie pod jego bacznym spojrzeniem zażenowana i skrępowana. To nie było w porządku. Irytacja powoli brała nade mną górę.
- Coś się stało?- Spytał niewzruszony. W jego głosie dało się wyczuć zaciekawienie ale też nutę rozbawienia. Pokręciłam niedowierzająco głową.
- Co się wczoraj wydarzyło, proszę Pana?- Starałam się opanować mój głos ale mimo wszystko jednak zadrżał.
- Proszę, mów mi Zayn. - Posłał mi ciepły, niewymuszony uśmiech, na co przewróciłam tylko oczami.
- Dobrze, Zayn.- Rzuciłam sztywno nim powtórzyłam wcześniejsze pytanie.- Co się wczoraj wydarzyło?
- Nic. - Mulat wzruszył ramionami przyglądając mi się uważnie. - Zasnęłaś więc zatrzymałem się w hotelu, zaniosłem cię do pokoju i rozebrałem. Nie chciałem cię budzić, tak słodko spałaś.- Potarł swój kark. Nie wydawał się okazywać skruchy, wręcz przeciwnie. Był widocznie zadowolony.
- Dlaczego spałeś ze mną? - Zmarszczyłam brwi przenosząc wzrok na swoje stopy. Brzmiało to gorzej niż w mojej głowie, zbyt dwuznacznie.
- Nie chciałem zostawiać cię samej. - Ponownie wzruszył ramionami. - Jesteś o to zła? - Uniósł jedną brew ku górze a jego wargi wygieły się w intrygujący uśmiech. W przeciwieństwie do mnie był zrelaksowany.
Nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Po krótkiej chwili postanowiłam mu po prostu odpuścić i dopilnować by taka sytuacja więcej nie miała miejsca. Nie miał złych intencji, nie mogę być zła. Troszczy się o mnie, tak jak nikt wcześniej. Ja powinnam robić to samo. Tak zachowuję się rodzina, prawda?
- Nie, raczej nie. - Posłałam mu delikatny uśmiech, rozglądając się za moim szarym podkoszulkiem. Wreszcie zauważyłam stertę moich, a właściwie naszych ciuchów i już po chwili trzymałam je w dłoniach, choć częściowo próbując się nimi zasłonić.
- Gdzie jest...?
- Drzwi na prawo. Możesz wziąć też prysznic jeśli chcesz. Mamy dużo czasu.- Zayn sunął wzrokiem po moim prawie nagim ciele, co niezmiernie mnie dekoncentrowało. - Samolot jest o dziewiętnastej.
- Jaki samolot? - Spytałam zdezorientowana. - Wyjeżdżamy?
- Tak. Nie mieszkam w okolicy. - Opadł na poduszki prawie od razu zamykając oczy. Nie trudno było się domyślić, że to już koniec rozmowy.
Wyszłam cicho z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Miałam mieszane odczucia co do przeprowadzki. Z jednej strony chciałam stąd uciec i zacząć wszystko od nowa,  zostawiając przeszłość za sobą. Z drugiej jednak w innym mieście, czy kraju nie będę znać nikogo, a to sprawi, że będę uzależniona od Zayna jeszcze bardziej niż dotychczas. To się po prostu nie może dobrze skończyć.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 1

Spojrzałam po raz kolejny tej nocy na zegarek, marszcząc przy tym nieznacznie brwi. Pan Malik zapowiedział zjawić się tu po mnie po północy, żeby nie robić niepotrzebnego zamieszania, a jest niewiele przed pierwszą. Ma zatem niecałą godzinę spóźnienia, a co za tym idzie dużego minusa u mnie.
Nigdy nie prosiłam go o opiekę nade mną. Niemniej jednak, skoro się na to zdecydował powinien być przynajmniej punktualny.
Nie byłam pewna, dlaczego odczuwam tak wielką niechęć dla tego mężczyzny. Zapewne był to miły starszy pan, żyjący samotnie i pragnący rozświetlić swój pusty dom jakąś miłą osóbką, i gdy dowiedział się o wypadku moich rodziców poczuł żal, smutek, rozpacz czy inne negatywne emocje, które popchnęły go do przygarnięcia mnie. Pewnie nawet myślał, że wyrządza mi tym wielką radość. Dlatego tym bardziej nie potrafiłam zrozumieć mojej irytacji względem niego. Być może dlatego, że jest kolejną osobą, która bez zaproszenia wtargnęła w moje życie i znów wywróciła je do góry nogami.
Jednego byłam pewna. Nie chciałam go poznać. Nie byłam gotowa go poznać.
Przez 15 lat żyłam w przekonaniu,  że nie mam żadnych krewnych.  Moi rodzice byli jedynakami, tak jak ja. Dziadkowie już dawno nie żyli.  Nie potrafiłam więc zrozumieć dlaczego nagle,  po tak długim czasie zainteresował się mną "wujek Zayn". Być może przez wzgląd na nich. To nie miało jednak sensu. Zwłaszcza, że nie pojawił się na ich pogrzebie.
Moje rozmyślania przerwały ciężkie kroki na wąskim korytarzu prowadzącym do małego saloniku, w którym zazwyczaj spędzały przerwy opiekunki a teraz przebywałam w nim ja.
Moje ciało momentalnie się spięło. Wpatrywałam się w drewnianą powierzchnie z niezwykłą u mnie determinacją.
Gdy gładka klamka z charakterystycznym łoskotem podskoczyła, a drzwi rozwarły się na całą szerokość moim oczom ukazał się ON.
Wysoki, szczupły mężczyzna. Muskularny, o ciemniejszej karnacji i z widocznymi tatuażami. Brunet z czekoladowymi oczami i lekkim zarostem. Ubrany w ciemny t-shirt i czarne rurki wyglądał zadziwiająco dobrze. Był przystojny. Był też o wiele młodszy niż początkowo myślałam. Chociaż zarost dodawał mu męskości, i postarzał go o kilka cennych lat, nadal wyglądał wyjątkowo młodo i chłopięco. Obstawiam, że miał dwadzieścia, najwyżej dwadzieścia kilka lat.
- Hej, jestem Zayn.- Posłał mi promienny uśmiech, ukazując równy rząd śnieżnobiałych zębów.- Ty pewnie jesteś Vanessa?
- Tak. Miło, mi pana poznać.- Rzekłam sztywno, podnosząc się z kanapy. Pan Malik był ode mnie wyższy co najmniej o głowę, a wydaje mi się, że znacznie więcej. Sięgałam mu ledwie do obojczyków.
- Mi również.- Rzekł z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czułam wzbierające we mnie zażenowanie, gdy tak staliśmy a on powoli taksował mnie wzrokiem. Chrząknęłam znacząco i zacisnąwszy wargi podeszłam do ściany by wziąć moje dwie walizki. Pan Malik nadal mi się przyglądał, co powoli zaczynało być irytujące. W końcu jednak otrząsnął się i bez słowa przejął ode mnie walizki. Przytrzymał mi drzwi, bym wyszła pierwsza z pomieszczenia i bez zbędnych słów ruszyliśmy korytarzem ku drzwiom wyjściowym. Domyśliłam się, że wszystkie formalności musiał już uzgodnić wcześniej, bo od razu wyszliśmy z budynku.
Na dworze było zimnej niż myślałam. Chłodny wiatr smagał mą twarz, i rozwiewał długie włosy. Obejrzałam się za siebie ostatni raz, spoglądając na obskurny budynek domu dziecka. Zatrzymałam się, i czułam że mój towarzysz robi to samo. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam ciepłą, silną dłoń na swoim ramieniu. Mój opiekun pocierał moje ramie, zahaczając palcami o mój nagi łokieć.
- Zimno ci?- Spytał, lecz nie doczekał się żadnej odpowiedzi z mojej strony. Byłam skupiona na gmachu budynku, przywołując miłe jak i te złe wspomnienia, aby wreszcie coś odczuć względem tego miejsca. W końcu ujął mą drobną dłoń i zamknął ją w swoich, unosząc je do ust i wypuszczając kłąb ciepłego powietrza wprost na moje zmarznięte palce. Ten gest pobudził mój otępiały mózg do działania, i zbyt szybko wydarłam rękę z mocnego uścisku, chowając ją do kieszeni spodni. Odwróciłam się przodem do niego. Zapewne jego intencje były właściwe, mimo to posłałam mu wrogie spojrzenie. Było zdecydowanie zbyt wcześnie na takie rzeczy.  Zbyt krótko znałam tego człowieka, by móc mu w pełni zaufać. Ba, ja w ogóle go nie znałam. Fakt, że jesteśmy rodziną nic tu nie pomagał. Na typowe relacje ojciec-córka musiał sobie jeszcze poczekać. Dodatkowo w jego obecności czułam się odrobinę niepewnie. Był niesamowicie przystojny, co trochę mnie zawstydzało. Do tego różnica wieku między nami nie była zbyt wielka, a na pewno nie taka jak się spodziewałam.  I coś w jego postawie, mówiło mi, że powinnam uważać na tego człowieka... Coś w mojej głowie krzyczało do mnie, że coś tu jest nie tak.
Pan Malik nie wydawał się zaskoczony ani też rozgniewany moją reakcją. Mogłabym nawet pomyśleć, że się jej spodziewał. Lekki uśmiech rozjaśnił jego twarz nim ujął mnie za ramię i zaprowadził do dużego Mercedesa, ciągnąc w drugiej dłoni moje walizki. Pozwoliłam mu na to, delektując się ciepłem jego ramienia przy mojej skórze. Chociaż nie podobał mi się sam fakt, że mężczyzna narusza moją przestrzeń osobistą, to jednak wolałam jego ciepły bok od chłodu. Przecież mam z nim zamieszkać, jesteśmy rodziną. Nie powinnam irytować się, że mnie dotknął. Takie rzeczy są normalne.
Malik zapakował do bagażnika moje walizki, a następnie otworzył mi drzwi i zaczekał aż wsiądę do środka pojazdu, by zająć swoje miejsce po stronie kierowcy.
Siedziałam sztywno na siedzeniu. Starałam się nie zwracać uwagi na niego, co było trudne bo on zdecydowanie zwracał uwagę na mnie.
Po chwili odpalił samochód. Spojrzał na mnie, marszcząc przy tym ciemne brwi. Czekałam aż odwróci wzrok i w końcu odjedziemy z parkingu, lecz pan Malik miał nieco inne plany.  Z nieodgadnionym wyrazem twarzy nachylił się nade mną, wprawiając w osłupienie. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić. Jestem pewna, że słyszał je nawet pomimo głośno pracującego silnika.
Nie podobało mi się to jak blisko był. Próbowałam nieznacznie się odsunąć, lecz chłopak niespodziewanie złapał mnie za udo, krępując tym samym moje ruchy. Jego twarz dzieliło teraz od mojej zaledwie kilka centymetrów.
Wpatrywałam się zdezorientowana w jego ciemne oczy, które natarczywie śledziły każdy mój ruch. Rozchyliłam lekko wargi w momencie gdy on oblizał swoje.
Tak. Zdecydowanie nie podobał mi się sposób, w jaki na mnie patrzył.
Powoli zaczynałam panikować na tą nadmierną bliskość. Po kilkunastu sekundach Pan Malik nachylił się jeszcze bliżej, a ja odruchowo odwróciłam twarz w stronę szyby, zaciskając przy tym mocno dłonie po obu stronach fotela, aż do bólu. Gdy jego nos zderzył się z moim policzkiem, poczułam jak napina mięśnie. Jego dłoń nadal spoczywała na moim udzie, i teraz czułam jak wzmacnia uścisk. Po moim ciele przebiegły nieprzyjemne dreszcze. Przymknęłam mocno powieki, gdy pochylił się nade mną. Nie nie nie. Błagam tylko nie to.
Moje obawy rozwiały się jednak gdy mężczyzna zapiął tylko mój pas, o którym niechybnie zapomniałam. Zaraz po tym cofnął się i ruszył z podjazdu, wpatrując się tępo w drogę.
Odepchnęłam z ulgą, modląc się abym źle zinterpretowała to zajście. Miałam wielką nadzieję, że on faktycznie chciał tylko zapiąć mój pas, nic poza tym. Po chwili nawet sama w to uwierzyłam. Nie każdy stara się mnie skrzywdzić. Powinnam w końcu zaufać ludziom a nie ich odpychać. To chore, że oskarżam kogoś, kto wyciągnął mnie z domu dziecka,  kto jest nawet moją rodziną o takie coś. To na pewno nie miało miejsca.
Niemniej jednak nie odważyłam się spojrzeć na mojego kierowcę.
Gdzieś wewnątrz mnie,  nadal czaił się strach, że mój opiekun naprawdę chciał mnie pocałować.


niedziela, 10 sierpnia 2014

Prolog

Siedziałam skulona na skraju kanapy i nerwowo przegryzałam dolną wargę.
Zaczynało być tak dobrze.  Tak cholernie dobrze.  Za każdym razem, kiedy myślę, że pokonałam przeszkodę na swej drodze los rzuca mi pod nogi kolejną. To jest jak gra, która się nigdy nie kończy. Ta gra nazywa się życie. Mam wrażenie, że jest ono jak krucha filiżanka z naderwanym uchem. Jedna z wielu. Ciągle ją tłukę i próbuje skleić zamiast się zwyczajnie poddać. Gdy mi się to w końcu udaje, nim jeszcze klej zdąży wyschnąć znów ją upuszczam. Znów się tłucze na miliony drobnych kawałków, które musze poskładać. Za każdym razem jednak brakuje zbyt wielu elementów, które gubię gdzieś po drodze. Filiżanka już nie jest tą samą co przedtem. Jest wybrakowana, zepsuta. Traci na swojej wcześniejszej wartości. Nikt i nic nie może już przywrócić jej dawnej świetności. Mimo wszystko ciągle próbuje. Wydaje mi się, ze potrzebuje pomocy. Że z kimś u boku byłoby mi łatwiej. Ale nie można ufać ludziom. Oni zawsze cię zawiodą. Oni zawsze cię skrzywdzą.

Już dawno pogodziłam się z śmiercią moich rodziców.  Pogodziłam się z tym, że zostałam sama na tym chorym świecie. Zaakceptowałam nawet dom dziecka.
To chyba przyszło mi najtrudniej, zważywszy na to, że nie wpasowywałam się w normy tutejszych dzieci. Owszem, nie miałam rodziców. Ale nie byłam uboga, chora, kaleka, umierająca lub w inny sposób pokrzywdzona przez los. Po prostu straciłam rodziców. Miałam stąd wyjść za trzy lata,  gdy ukończę tak wyczekiwany przeze mnie dzień pełnoletności,  i to miał być koniec mojej udręki tutaj. Miałam spadek i gdzieś tam czekał na mnie pusty dom. Pozostałości po moim dawnym życiu. Miałam przyszłość. Którą sobie idealnie zaplanowałam. Trzy lata w tym budynku, gdzie płacz dzieci jest jedyną melodią utulającą do snu. Trzy lata w miejscu, gdzie dzieją się rzeczy, o których nie opowiada się w wieczornych wiadomościach. I wreszcie trzy lata w miejscu, o którym nieustannie próbuje zapomnieć.
Trzy lata. Trzydzieści sześć miesięcy. Sto czterdzieści cztery tygodnie. Tysiąc osiem dni. To przecież nie jest tak długo. To przecież da się wytrzymać.

Przez ostatnie 2 miesiące często to sobie wyobrażałam. Gdzie będę mieszkać, co będę robić. Wiedziałam, że nie będę wstanie wrócić do mojego dawnego domu. Wnosił ze sobą zbyt wiele wspomnień.
Mieszkała  w nim szczęśliwa rodzina Smith. Z kochającą córką. Z wiernym psem. Z dobrymi przyjaciółmi.
To wszystko było inne i nie należało już do mnie. Byłam już inną Vanessą.
Przeszłość należy zostawić przeszłości. To był mój sposób na zapomnienie. Ludzie z natury nie chcą pamiętać tych złych doświadczeń, a ja pod tym względem nie byłam inna.  Od wypadku minęły prawie dwa lata. Nie pogodziłam się ze stratą, jaką wniósł ale po tym czasie w końcu ją zaakceptowałam. Pogodziłam się z losem.
Kiedyś im to obiecałam. Że nie ważne co się stanie, zawsze będę silna. Zamierzam taka być. Dla nich zamierzam to przetrwać.
I teraz, gdy zaczęłam się tu pomału przystosowywać pojawił się ktoś,  kto mi to wszystko zniszczy. Moje poczucie bezpieczeństwa, moją stabilność.
Nienawidzę zmian. Nie potrafię się z nimi pogodzić i tak po prostu przystosować. Przerażają mnie nowe twarze i miejsca.
A oni to wiedzą. Wiedzą, jak długo zajęło im doprowadzenie mnie do teoretycznie normalnego stanu. Ale mimo to niszczą mój spokój i oddają w obce ręce. Jego ręce.
Na tej obskurnej, zielonej kanapie czekałam na mojego rzekomego wybawce.
Zayna Malika.


Hej! ! :D Co myślicie o tym prologu? Nie jestem pewna jak często dodawane będą rozdziały,  ale jeśli bd czytać to postaram się jak najczęściej ;> Miłego dnia Misiaki!  <3 a raczej nocy^^